Stało się – Gamescom z liczbą „2011″ w nazwie obfitował w prezentację Battlefielda 3 w wersji na konsolę. Panowie grali w tryb kooperacji (specjalna kampania dla dwóch osób), dlatego też wybrany moment nie miał na celu rozwalenia ludziom gałek ocznych, ale był bardzo stonowany – ziomkowie się osłaniali, komunikowali ze sobą, wysyłali rozkazy i grali współpracując, nie bezsensownie szarżując. Poziom rozgrywał się nocą, nie za dnia, więc wciąż nie możemy jednoznacznie powiedzieć, czy gra na konsolach obecnej generacji będzie wyglądała tak niesamowicie, jak na komputerach osobistych (tych o kosmicznych walorach, oczywiście).
Ostatnio gram sobie jakoś inaczej – kupuję kilka gier, będąc w posiadaniu dwóch stówek, zamiast jednej. Jasne, że mógłbym zgarnąć drugiego Portala i pozwolić sobie na oklepanie gęby Scorpiona w nowej odsłonie Mortal Kombat. Nic nie stało mi także na przeszkodzie, by zainwestować w kontynuację Crysisa, którą bardzo chcę sprawić.
Ktoś mniej lub bardziej inteligentny mógłby spokojnie rzec, że zwariowałem – czy istnieje w ogóle cień szansy, że osobie, która potrafi odróżnić grę kunsztowną od tej źle smakującej, podoba się… Duke Nukem Forever? Przecież to jest skandal. A tak w ogóle, to ten powstający przez kilkanaście lat żart trzeba tępić tak, by nikomu nie chciało się już pracować nad grą dłużej niż dwa lata. Ludzie, to jest modne, plucie na Księcia i równanie jego twarzy z ziemią są trendy, na czasie i w ogóle jazzy.
Wydawałoby się, że każdy developer dąży do samodzielności. Pomimo, że wiele zespołów w przeszłości pracowało razem z producentami konsol, to po jakimś czasie zdecydowało się na całkowitą niezależność, tak jak Insomniac Games. W końcu wypuszczając grę na kilka platform skazujesz się na dodatkowy dochód. Dlaczego więc Sucker Punch, kolokwialnie mówiąc, dało sprzedać się Sony?
Zapowiedź flagowej polskiej produkcji – Wiedźmina 2: Zabójcy Królów na Xboxa 360 – spotkała się z bardzo pozytywnym odzewem Graczy, szczególnie tych zagranicznych. Wśród nich nie zabrakło jednak pytań o wersję na konsolę Sony. Jak się jednak okazuje, szanse jej wydania są więcej, niż pewne!
Awaria Playstation Network spowodowała zastrzyk kilku darmowych pozycji i jedną z nich stała się produkcja Criterion Games – Burnout Paradise. Była to jedna z pierwszych gier, w jakie dane mi było zagrać na mojej konsoli, a ściślej: demo polecane przez Andrzeja w niezwykle emocjonalnym telefonie, który wykonałem tuż po zakupie sprzętu marzeń. I chociaż wtedy nie zrobiło na mnie jakiegoś ogromnego wrażenia, tak po zagraniu w pełną wersję wstydzę się, że nie pokochałem jej od razu.
Od dawna czekam na szansę, by się prawdziwie wyluzować w czasie gry. Oderwać się od ambitnych fabuł, ton wystrzeliwanych pocisków i dziesięciometrowych bossów. Logicznie więc obieram kierunek – gry sportowe. FIFA, Need For Speed – w ostatnie odsłony tych serii gra się nadzwyczaj przyjemnie, mimo to żadna z nich nie zapewnia mi najważniejszego elementu chill-outowania – szaleństwa.
Czyżby Nintendo pozamiatało? Zapowiedź nowej konsoli, której tak naprawdę nie pokazali, a całą konferencję oparli o… jej kontroler. Emocje ustały i pojawiły się duże wątpliwości co do “rewolucji”. Podsumowujemy konferencje wielkiej trójki, nie szczędzimy komentarzy i snujemy hipotezy. Oto nasze spojrzenie na E3!
Dwie wielkie korporacje. Dwóch wielkich konkurentów. Dwa kontrolery. I kilka milionów niedzielnych graczy do zdobycia. Kto wyjdzie z tego starcia zwycięsko? Czas pokaże, ale dzisiaj spróbuję podsumować wszystkie dotychczasowe informacje o nowych zabawkach, jakimi częstuje nas Sony i Microsoft oraz odpowiedzieć na pytanie – „warto?”.
Jak wszyscy doskonale wiemy, głównym targetem nadchodzących gadżetów są ludzie, którzy z konsoli korzystają w roli odtwarzacza filmów, czy wypełniacza czasu swojemu potomstwu przy wspólnej zabawie, a z „prawdziwymi” grami mają niewiele wspólnego. Tak więc, w głównej mierze sukces Move i Kinecta zależy od produkcji, jakie ukażą się na oba kontrolery. Zanim jednak przejdziemy do ich omawiania, słów kilka o obu urządzeniach.