
Jak już wiele razy na Gemono! powiedziano, „są gry ponadczasowe”. Takie tytuły często zostają zapomniane i żyją tylko we wspomnieniach największych hardkorowców. Zdarza się jednak (wbrew pozorom nie tak rzadko), że legendarna gra otrzymuje kolejne remake’i i jest na wszelki sposób dojona. Na szczęście Chrono Triggera nie spotkał ani jeden, ani drugi los.

Nie ma się co oszukiwać – jeśli jakieś studio deweloperskie potrafi naprawdę robić sieciowe FPSy, tym studiem jest Valve. Moim zdaniem (uwaga, kontrowersja!) Team Fortress 2 zmiótł w 2007 roku Call of Duty 4 swoim zróżnicowanym gameplay’em, szybką i efektowną rozgrywką oraz daniem wyboru pomiędzy współpracą w drużynie a grą bardziej „na samotnego wilka”. Ci ludzie po prostu mają talent – Counter-Strike to prawdopodobnie najpopularniejsza sieciowa strzelawa w historii. Dość wspomnieć, że najwięksi fanatycy do dzisiaj grają w nią na przeróżnych zjazdach zwanych potocznie „turniejami”.
Przejdźmy jednak do sedna, czyli najnowszej gry Zaworu. Mieliśmy już antyterrorystów, mieliśmy groteskowych żołnierzy w komiksowym stylu, pora na niezłą rozpierduchę w mieście pełnym ZOMBIE!

Każdy z nas miewa ostre gniewy. Na pracę, na szkołę, na kumpla albo na spóźniony tramwaj. Niezależnie od pogody (chociaż białe niebo w kombosie z lekkim deszczem dodaje +20 do frustracji na dowolną sytuację) są takie wydarzenia, które potrafią ścieśnić każdy kołnierzyk a każdy plecak uczynić zbyt ciężkim. I zaczyna się nieprzyjemne. Co wtedy najlepiej zrobić? Pokój na klucz, torba na ziemię, krawat na klamkę (od zewnętrznej!) i odpalamy PS3. I gramy w jedyną chyba aż tak relaksującą grę we wszechświecie!

Naughty Dog – zasłużone studio deweloperskie, autorzy takich hitów jak Crash Bandicoot i Jak & Daxter – znowu zaatakowali. Tym razem produkcją na PlayStation 3 i to z gatunku innego niż ich dotychczasowy ulubieniec, platformery. Czy Uncharted sprostał wygórowanym oczekiwaniom? Już na wstępie mogę powiedzieć: zdecydowanie tak!

Każdy Gracz to w głębi duszy dziecko. Wychowane na bajkach, legendach; pamiętające swoje marzenia o zostaniu piratem, kosmonautą, muszkieterem (no, ewentualnie księżniczką). Wirtualne przygody zaś pozwalają na nowo wejść w świat pełen niecodziennych kolorów, w skórę bohatera, którym zawsze chcieliśmy choć trochę pobyć. I taką właśnie opowieść podaje nam na ornamentowej tacy Ubisoft. Historię awanturnika, czarodziejki, dwóch bogów i świata na krawędzi zagłady.