Stało się – Gamescom z liczbą „2011″ w nazwie obfitował w prezentację Battlefielda 3 w wersji na konsolę. Panowie grali w tryb kooperacji (specjalna kampania dla dwóch osób), dlatego też wybrany moment nie miał na celu rozwalenia ludziom gałek ocznych, ale był bardzo stonowany – ziomkowie się osłaniali, komunikowali ze sobą, wysyłali rozkazy i grali współpracując, nie bezsensownie szarżując. Poziom rozgrywał się nocą, nie za dnia, więc wciąż nie możemy jednoznacznie powiedzieć, czy gra na konsolach obecnej generacji będzie wyglądała tak niesamowicie, jak na komputerach osobistych (tych o kosmicznych walorach, oczywiście).
Ktoś mniej lub bardziej inteligentny mógłby spokojnie rzec, że zwariowałem – czy istnieje w ogóle cień szansy, że osobie, która potrafi odróżnić grę kunsztowną od tej źle smakującej, podoba się… Duke Nukem Forever? Przecież to jest skandal. A tak w ogóle, to ten powstający przez kilkanaście lat żart trzeba tępić tak, by nikomu nie chciało się już pracować nad grą dłużej niż dwa lata. Ludzie, to jest modne, plucie na Księcia i równanie jego twarzy z ziemią są trendy, na czasie i w ogóle jazzy.
Microsoft wie, w które części rynku celować. Już przed premierą swojego systemu oznakowanego cyferką ’7′ zapowiadał, że będzie to system bardzo przyjazny dla graczy – i owszem, tak jest, co mogę sam potwierdzić po roku obcowania. Czy gigant z Redmond chce pójść za ciosem i wydać jeszcze lepiej przystosowanego dla gamingu Windowsa 8?
Awaria Playstation Network spowodowała zastrzyk kilku darmowych pozycji i jedną z nich stała się produkcja Criterion Games – Burnout Paradise. Była to jedna z pierwszych gier, w jakie dane mi było zagrać na mojej konsoli, a ściślej: demo polecane przez Andrzeja w niezwykle emocjonalnym telefonie, który wykonałem tuż po zakupie sprzętu marzeń. I chociaż wtedy nie zrobiło na mnie jakiegoś ogromnego wrażenia, tak po zagraniu w pełną wersję wstydzę się, że nie pokochałem jej od razu.
Długo czekałem na Wiedźmina 2, a jak już przyszedł, to nie chciałem, by przygoda z Zabójcami Królów trwała zaledwie parę dni, co mogłoby narazić mnie na stratę cennych smaczków. Dlatego z Geraltem spędziłem 3 piękne tygodnie, niespiesznie penetrując każdą dziurę (niczym kundel bury z nagrań CDP), na spokojnie rozmawiając z każdą napotkaną postacią, bawiąc się w profesjonalnego craft mastera i pogromcę potworów. Stąd też mam dzisiaj ukształtowaną opinię odnośnie całego tytułu i już w tym miejscu mogę powiedzieć – warto było czekać 3 lata z haczykiem.
Początek najważniejszych targów growych w Europie mamy już za sobą. Hale ulokowane w zachodniej części Niemiec w miasteczku Kolonia zamieniły się w ocean po brzegi wypełniony dziennikarzami z całego świata. We wtorek odbyły się także konferencje prasowe trzech gigantów: Microsoftu, Sony oraz Nin… źle, wróć: EA. Przyjrzyjmy się im zatem i sprawdźmy, co godnego uwagi zaprezentowały “grube ryby” naszej ukochanej branży.
Witam w nowym nieregularnym cyklu Gemono! Pod szyldem Dobre & Darmowe opisywać będziemy produkcje, które albo z założenia rozpowszechniane są za darmochę, albo zostały nieodpłatnie udostępnione przez producentów, a jednocześnie są w stanie jakością (a przynajmniej grywalnością) konkurować z produkcjami z najwyższych półek sklepowych. Na pierwszy ogień pójdzie gra, która status kultowej uzyskała już przed trzema laty, gdy ujrzała światło dzienne, a obecnie (acz bardzo krótko – tylko do 24 maja!) każdy użytkownik Steam może ją ściągnąć z ichniego sklepu. Najniezwyklejsza gra logiczna ostatnich lat, oparta na silniku słynnego FPSa Half-Life 2, produkcja, która zmieniła sposób postrzegania fizyki świata i konstrukcji gier w ogóle, minigierka, która stała się objawieniem. Portal.
Witam w nowiutkim (prosto z wirtualnego pieca!) cyklu, którego tematem przewodnim są, oczywiście, gry (nie wpadlibyście, hę, Sherlocki?). Ale nie byle jaki gierunie, tylko te najgorsze – pozycje z mocą czarnej dziury wciągające po kilku sekundach rozgrywki i trzymające na bardzo długo. Teksty na ów temat ukazywać się będą oczywiście nieregularnie (nie ma tak dobrze, żeby były co tydzień!), a dzisiejszą edycję sponsoruje pewne groźnie brzmiące słówko na „m”. Maturzyści już za kilkanaście dni wdzieją garnitury lub sukienki (wciąż wierzę w to, że czytają to jakieś panie!), zawiążą krawaty (śmierć muchom!) i ruszą do swych szkół, aby zdać „egzamin dojrzałości”, zaś młodsi koledzy – w tym niżej podpisany – zostaną w domach, co by nie przeszkadzać. A przecież w gry pyka się najprzyjemniej kiedy jest wolne lub kiedy mamy coś BARDZO WAŻNEGO (patrz: nauka do matury) do zrobienia, czyż nie?
Pamiętacie BioShocka? Pewnie tak, gdyż podbił on serca większości growej braci w 2007 roku. Zachwyty nad głębią fabuły, niesamowitym designem i oryginalną mechaniką kompletnie zagłuszyły narzekaczy, nazywających grę ogłupionym (tudzież skonsolowionym, hihi) klonem System Shocka. Coś w tym było, ale motyw Would You Kindly?, więź Little Sister z Big Daddym i Rapture za bardzo nas pochłonęły, żebyśmy chcieli słuchać. Drugą część serii już od pierwszych zapowiedzi otaczały kontrowersje. Bo kontynuacja, czyli dla kasy, bo robi inne studio, czyli profanacja, bo ma multiplayer, czyli… szaleństwo?