
Wyjdę na hipokrytę, ale trudno. Przez ostatnie dwa felietony broniłem swą charyzmą i opancerzonym barkiem godności coraz rzadszych gier „dawnego typu” – erpegów głównie. A o czym będzie dzisiejszy tekst? Otóż o mnie kupującym sobie DSa, produkt firmy odpowiedzialnej za boom na popierdółki. Zanim jednak dostanę anonimowy strzał kijem w kolano spieszę z jednozdaniowym wyjaśnieniem – zdecydowałem się na niego tylko i wyłącznie dzięki remake’om prawdziwych arcydzieł. Okej? Nikt niczym nie rzuca? To mogę dalej.

Choć przywitaliśmy tydzień ubłoconą cegłą rzuconą prosto w twarz wszystkim koneserom sztuki w grach, tematyka ze strony głównej odrobinę zmieniła swoje tory. Następne dwa teksty powstały wysublimowane acz zacne w odbiorze, traktujące o tytułach lotów wysokich i takowych not. Cóż mi innego pozostaje jak w to zagadnienie brnąć.

Chciałem na początku wykuć trzon tekstu z ukochanego przez domorosłych pisarczyków frazesu: „Grywalność a Grafika”. Po chwili uznałem jednak, że nie ma co się ośmieszać. Niestety w międzyczasie powstał już zarys artykułu i jedynym co mi pozostało było spojrzenie na ten, przyznajmy – nieskończony temat z odrobinę innej strony.

Witam w pierwszym felietonie na Gemono! Bardzo prywatnym i subiektywnym felietonie, który jest niejako rozwinięciem mojego nieskończonego przywiązania do blogowania. Cotygodniowa paczka rozmyślań na temat rynku i gier (oraz tematów zupełnie niezwiązanych) zostaje tym samym uznana za otwartą!