
Od kilku tygodni zasypuję was różnymi przemyśleniami i faktami związanymi z funkcjonowaniem i użytkowaniem sieci. Jednym z elementów, który przewija się w zasadzie we wszystkich tych tekstach, jest stwierdzenie „analiza” lub „badania”. Robione głównie po to, aby zobaczyć, co zadawala gust konsumenta. Bada się wszystko, od „oglądalności” poprzez reakcje na wygląd danego portalu, a kończąc na zapytaniu o ulubiony kolor damskiej bielizny. Nie będzie to może bardzo odkrywcza myśl, ale większość tego typu działań ma na celu jedno: zarabianie pieniędzy.

Ja to się jednak lubię umartwiać. Obiecałem tekst na ten temat i jakoś nie idzie mi wykręcenie się z niego. A sprawa jest ciężka, w dużej mierze z powodu obszerności tematu. Wybrany na moje wypociny kącik o Internecie żadną miarą nie jest w stanie go pomieścić. Cóż jednak mi pozostaje? W końcu słowo się rzekło, kobyłka u płota.

Cenzura. Proste słowo, ale w naszej kulturze niesie ze sobą tak wielki ładunek emocjonalny. Frustrację, złość, czasami wręcz nienawiść. I nic dziwnego. Przez lata cenzorzy decydowali, co wolno nam myśleć, a co nie. Większość Polaków na stwierdzenie „cenzura” staje się zagorzałymi anarchistami.

Sex, drugs and Rock and Roll. Wiecie co, to wszystko jest w Internecie. Oczywiście od lat jest też obecne w kinie i telewizji, więc nikogo chyba nie dziwi, że trafiło również do sieci. Tyle że przez ostatnich czterdzieści lat hasło się nieco zdewaluowało. Rock and Roll nie jest już zakazaną muzyką zbuntowanej młodzieży, narkotyki to wstydliwy problem, a seks jest taki jak zawsze.

Kocham ten termin, tak ślicznie brzmi – społeczność internetowa. Z drugiej strony traktuję go niemal tak samo jak zwroty w stylu „cofnąć się do tyłu”. Gramatycznie może i poprawne, ale pod względem logiki nadające się tylko na śmietnik. No bo co to niby jest owa „społeczność internetowa”? Jasne, można odrobinę poszperać w słowniku do socjologii, ba, dało by się nawet znaleźć grupę socjologów, którzy swoje badania koncentrują wokół tego właśnie terminu. Cóż, moje poszanowanie i poważanie dla tej akurat gałęzi nauki jest co najwyżej mizerne. Na szczęście nie o socjologii i socjologach miałem pisać. Postaram się rozważyć temat na tak zwany „chłopski rozum”. No, może trochę podbuduję go „socjologicznym bełkotem”.

Netykieta, jak nietrudno się domyślić, to kompilacja słów net (z angielskiego „sieć”) i etykieta (sztuka wytwornego zachowania), czyli „jak zachowywać się kulturalnie korzystając z Internetu”. Niby taka prosta sprawa, a tak wielu jej nie pojmuje lub zwyczajnie olewa. Ale nie spieszmy się, po kolei.

Jeżeli, drogi czytelniku, surfujesz po Internecie i masz w sobie coś z odkrywcy, to co jakiś czas zapewne przeżywasz spore zdziwienie. Ja przynajmniej przeżywam. Zdziwienie zmuszające mnie do przemyśleń, którymi chciałbym się z wami podzielić.