
Czy zdarzyło Ci się kiedyś zagłębić się w jakąś grę do tego stopnia, żeby autentycznie przejąć się jej światem i uwierzyć w niego? Podskakiwałeś na krześle, nie z zaskoczenia („o rety, tego potwora tu nie było!”), a z autentycznego strachu? Cieszyłeś się z sukcesów wirtualnych postaci i płakałeś nad ich grobami? Ocierałeś z czoła pot po kilku godzinach przemierzania postapokaliptycznych pustkowi lub drżałeś z zimna wśród nieprzyjaznych lodowców? A może przeciwnie – do gier podchodzisz bez napięcia, bawisz się nimi, śmiejąc się z ukrytych żartów i wychwytując klisze, znane motywy i nawiązania do popkultury w fabule, bohaterach i dialogach? Może nie potrafisz zrozumieć, jak ktokolwiek mógłby się smucić po [UWAGA-SPOILER!]śmierci Aeris[UWAGA-KONIEC SPOILERA]– w końcu Final Fantasy VII to tylko gra? Którakolwiek z tych opcji jest prawdziwa – dzisiejsze Ufnal Kulturalnie powinno Cię zainteresować.

Odliczanie do Tokyo Game Show pora zacząć. Targi rozpoczną się 24 września, a do tego czasu w sieci pojawiać się będzie sporo informacji na temat gier, które pokażą growi giganci. Dzisiaj swoją “ramówkę” przedstawił Square Enix. Spośród grupy dziewięciu tytułów, tylko dwa nie mają w nazwie Final Fantasy…
Na ich stanowiskach będzie można zagrać w takie produkcje, jak: Final Fantasy: Crystal Chronicles The Crystal Bearers, Kingdom Hearts: Birth by Sleep, SaGa 2: Hihou Densetsu aka Final Fantasy Legend II, Front Mission Evolved: Trailer, Dissidia Final Fantasy Universal Tuning i Final Fantasy XIII. Podczas targów nie będą grywalne Final Fantasy XI: The Vana’diel Collection 2, Final Fantasy IV: The After Years oraz Final Fantasy XIV – można będzie obejrzeć tylko trailery.

Pamiętacie jeszcze odliczania, prowadzące do odliczań (i tak dalej) na stronie Konami, związane z nowym projektem (jak się okazało „-ami”) Hideo Kojimy? Cóż, muszę Was zmartwić: Square Enix umieściło na swojej japońskiej stronie zegar odmierzający czas do szóstego lipca.

I nie. Nie mówimy o piętnastej części serii. Mowa o jej początkach – pierwsza część Final Fantasy już dziś pojawi się na PlayStation Store. Niestety tylko na japońskim. Gra została wyceniona na 600Y i waży 60MB. Smutne, co? Trzymajmy kciuki – być może w niedalekiej przyszłości i my dostaniemy swoją wersję.

Sephirath: Witamy w trzeciej już Dyskusji (wiecie co to oznacza? Gemono! ma miesiąc!). Nasz ekstraordynaryjny podcast firmowany pieczątką „Toż nie słychać” ma się coraz lepiej i nie zamierzamy zwalniać. Eksperymentujemy z wieloma pomysłami, które po cichutku Wam tutaj przerzucamy, obserwujemy reakcje – będzie progres, będzie dobrze.

Dzisiaj znowu zaprezentuję Wam odrobinę inny tok myślenia. Dlaczegóż to? Tnę bowiem wczoraj grzecznie w Final Fantasy IV, farbuję zgodnie z fabułą swe fioletowe kudły na lśniącosiwy kolorek, biegnę gdzie mi każą, leveluję całkiem szybko i… I spotykam takiego bossa, którego nawet podbicie całej drużynie poziomu o blisko jedną czwartą nie przekonuje do przyjmowania na klatę damage’u. Po trzech czy czterech podejściach kartridż poszedł do pudełka. A wieczór był młody. I zza okna wciąż światła trochę padało. Sięgnąłem więc po (pożyczone, yeah) Peggle.

Chciałem na początku wykuć trzon tekstu z ukochanego przez domorosłych pisarczyków frazesu: „Grywalność a Grafika”. Po chwili uznałem jednak, że nie ma co się ośmieszać. Niestety w międzyczasie powstał już zarys artykułu i jedynym co mi pozostało było spojrzenie na ten, przyznajmy – nieskończony temat z odrobinę innej strony.

Pierwszy odcinek tego cyklicznego felietonu chciałbym poświęcić jednej z najbardziej rozpoznawalnych ścieżek dźwiękowych w historii całej branży. Mowa o dziele, z którego wiele piosenek chce się gwizdać po jednorazowym usłyszeniu, które sprzedało się zewnętrznie w kilku milionach egzemplarzy i które ilustrowało jedną z najpiękniejszych i najpopularniejszych opowieści w historii.