
Wyjdę na hipokrytę, ale trudno. Przez ostatnie dwa felietony broniłem swą charyzmą i opancerzonym barkiem godności coraz rzadszych gier „dawnego typu” – erpegów głównie. A o czym będzie dzisiejszy tekst? Otóż o mnie kupującym sobie DSa, produkt firmy odpowiedzialnej za boom na popierdółki. Zanim jednak dostanę anonimowy strzał kijem w kolano spieszę z jednozdaniowym wyjaśnieniem – zdecydowałem się na niego tylko i wyłącznie dzięki remake’om prawdziwych arcydzieł. Okej? Nikt niczym nie rzuca? To mogę dalej.

Archetypów Graczy jest kilka. Począwszy od legendarnego już „okularnika w koszuli” blisko kojarzonego ze starymi pudełkami po pizzy aż do najnowocześniejszego z nich – modnego trzydziestolatka odnoszącego w życiu sukces. Łączy ich kilka wspólnych cech. Wiele z nich jest pozytywnych, znajdą się jednak i te nieprzyjemne. Do drugiej grupy stanowczo zalicza się niewiązanie środowiska pogromców punktów i potworów ze środowiskiem sztuki. Ale do czasu.

Jeżeli, drogi czytelniku, surfujesz po Internecie i masz w sobie coś z odkrywcy, to co jakiś czas zapewne przeżywasz spore zdziwienie. Ja przynajmniej przeżywam. Zdziwienie zmuszające mnie do przemyśleń, którymi chciałbym się z wami podzielić.

Choć przywitaliśmy tydzień ubłoconą cegłą rzuconą prosto w twarz wszystkim koneserom sztuki w grach, tematyka ze strony głównej odrobinę zmieniła swoje tory. Następne dwa teksty powstały wysublimowane acz zacne w odbiorze, traktujące o tytułach lotów wysokich i takowych not. Cóż mi innego pozostaje jak w to zagadnienie brnąć.

Witam serdecznie w pierwszym odcinku regularnego (jak Seph da…) kącika felietonizacyjnego GemonOLD. Poświęcony jest on z założenia grom komputerowym (tak, komputerowym, w przeciwieństwie do większości ekipy nie jestem telewizorofilem), które znikły już dawno z działu „Nowości” w Empiku, a mimo to wciąż potrafią dostarczyć tony radochy i mają tysiące wiernych zwolenników/adoratorów/wyznawców. Jakie to gry? Z czego wynika ich magia? W jakie legendy, przesądy i mody obrosły? Co sprawia, że poruszają nawet dziś? I dlaczego, do jasnej anielki, już takich cudeniek nie robią? Na te pytania postaramy się odpowiedzieć.

… o dwóch dziewczynach i dwóch bohaterach. Oraz koniu i szesnastu wielkich potworach, czekających na śmierć z twojej ręki. Czy jesteś gotów zadać ten ostateczny cios, dla dobra ukochanej? Czy nie spanikujesz i przekroczysz mury zamku?

Chciałem na początku wykuć trzon tekstu z ukochanego przez domorosłych pisarczyków frazesu: „Grywalność a Grafika”. Po chwili uznałem jednak, że nie ma co się ośmieszać. Niestety w międzyczasie powstał już zarys artykułu i jedynym co mi pozostało było spojrzenie na ten, przyznajmy – nieskończony temat z odrobinę innej strony.

Pierwszy odcinek tego cyklicznego felietonu chciałbym poświęcić jednej z najbardziej rozpoznawalnych ścieżek dźwiękowych w historii całej branży. Mowa o dziele, z którego wiele piosenek chce się gwizdać po jednorazowym usłyszeniu, które sprzedało się zewnętrznie w kilku milionach egzemplarzy i które ilustrowało jedną z najpiękniejszych i najpopularniejszych opowieści w historii.

Witam w pierwszym felietonie na Gemono! Bardzo prywatnym i subiektywnym felietonie, który jest niejako rozwinięciem mojego nieskończonego przywiązania do blogowania. Cotygodniowa paczka rozmyślań na temat rynku i gier (oraz tematów zupełnie niezwiązanych) zostaje tym samym uznana za otwartą!