
Dzisiejszy odcinek „Muzyki Gracza” będzie odrobinę inny niż zazwyczaj. Wsadzimy do szafy wszystkie pojedyncze utwory, sety tudzież ambientowe konstrukcje. Tym razem będzie o rocku. I gitarach. I byciu bohaterem. A przede wszystkim o hardkorowych solówkach!

Witam serdecznie w pierwszym odcinku nowego cyklu felietonów o wdzięcznym tytule „W co przypykać ?”. Celem tego małego kącika, który będzie ukazywał się regularnie w piątkowe wieczory, jest zapoznanie Was z ciekawymi i godnymi sprawdzenia pozycjami, którym warto dać szansę w wolnym czasie towarzyszącym ostatnim dniom tygodnia.

Witam pięknie w pierwszym odcinku mojego nowego (i kolejnego) cyklu podsumowawczo-komentatorskiego. Wygrzebane z Pudła dotyczy całego miesiąca i rzeczy zabawnych, Podsumowanie tygodnia natomiast w pełni poważnie i rzetelnie przypomina Wam, co działo się przez ostatnie siedem dni. Zarówno pod względem newsów, jak i artykułów pojawiających się na Gemono!.

Pisane już było po sto razy, zarówno o grach poważnych, jak i tych totalnie idiotycznych. Tym razem pogadam sobie z Wami o moim ulubionym chyba odmóżdżaczu. Pomimo settingu, który na pierwszy rzut oka kojarzy się bezwiednie z raczej straszno-niewesołym klimatem… Cóż, wystarczy drugi rzut oka, by parsknąć śmiechem. Mowa o Left 4 Dead, jednej z ulubionych redakcyjnych strzelanek.

– Panie prezydencie, Trilarianie meldują, że zostało pięć minut do Otwarcia.
Prezydent Andrew Norton odprawił adiutanta skinieniem głowy, nie odrywając wzroku od głównego iluminatora, za którym wśród nieskończonej czerni przestrzeni międzygwiezdnej na tle zielonej tarczy Oriona majaczyły okręty Połączonej Floty Trzynastu Ras. Widok był zaiste imponujący – dziesiątki smukłych okrętów Alkari, setki potężnych krążowników Elarian, kilkanaście obdarzonych sztuczną świadomością lotniskowców Meklarów, tysiące Silikonidzkich kanonierek przypominających rozsypane po nieboskłonie kryształy z jakiegoś drogocennego naszyjnika… Jednak Norton, człowiek, w którego ręce złożył swój los cały Sektor Oriona, nie zwracał nań uwagi. Jego spojrzenie utkwione było w olbrzymiej kolistej strukturze, wokół której gromadziły się statki – w Portalu.

Valve - któż nie zna tego studia? Twórcy Half-Life, Counter-Strike’a… dorobek niezły, trzeba przyznać. Ale jak się zgadzam, ze te dwie serie są świetne, tak nie podpisałbym się nawet jedna ręką pod stwierdzeniem „to najlepsze gry Zaworu”. Bo jest jedna lepsza.

Tym razem naszą kamerkę wcelowaliśmy w Macieja Figla, osobę z którą możecie powiązać takie marki jak Razer czy Steelseries. Niezależnie czy jesteście Graczami turniejowymi czy stricte domowymi – najprawdopodobniej macie gdzieś przy sobie ich myszkę, klawiaturę, słuchawki bądź podkładkę. A jeśli jeszcze nie – posłuchajcie wypowiedzi eksperta.

Od dawna chciałem już napisać parę słów o mojej ukochanej strategii. O tytule, który odessał mnie od Diablo 2, mistrzostw w gałę (który to był rok, nie pomnę)… Co więcej, wyjąłem nawet z napędu płytkę z Zeusem: Panem Olimpu (poważnie – nie ma wakacji, abym nie rozbudował jakiejś metropolii na maksa. Kocham klimacik). A wszystko po to, by zawirował cedek z Majesty: Sovereign of Ardania.

Ostatnimi czasy głośno było w branży o Dante’s Inferno – slasherku szykowanym pod egidą Electronic Arts, opartym na monumentalnym poemacie średniowiecznym – Boskiej Komedii Dantego. Zapowiedź sprowadzenia jednego z najgłębszych i najważniejszych dzieł europejskiej literatury do roli tła dla nawalanki podzieliła światek graczy – jedni sarkali na profanację świętości, inni (będący w większości) zachwycali się oryginalnością designu i znakomitą wizją artystyczną. Niektórzy wreszcie – w tym ja – zaczęli się zastanawiać, jakie jeszcze klasyczne dzieła literackie można zegranizować.