Jeśli choć czasem zaglądasz na jakieś serwisy informacyjne, to doskonale wiesz, że tej jesieni w Polsce odbędą się wybory parlamentarne. Towarzyszą im – jak zawsze – wzajemne przedrzeźniania, wytykanie błędów i czegokolwiek, byleby tylko oczernić rywala. Dostrzegam w branży gier pewną analogię, bowiem już teraz trwa zażarta walka między EA, a Activision. W końcu wydają oni w tym roku dwie gry tego samego gatunku i ostro walczą o klienta.
Ostatnio naszło mnie nieco na małą refleksję. Temat rzeka, czyli ciągłe narzekanie, że obecne gry są zbyt krótkie i dają mało frajdy to elementarny gość każdego wątku na dowolnym forum traktującym chociaż w odłamkach o grach wideo. Patrząc na siebie dochodzę do wniosku, że radość jaką czerpię z tej pasji jest jeszcze większa, niż kiedyś…
Wciąż nie mogę pojąć, dlaczego z trudem angażowałem się w sieciowe rozgrywki na mojej konsoli. O ile będąc niegdyś zatwardziałym pececiarzem, multi było dla mnie podstawą, tak po przejściu na konsole straciłem tą smykałkę. Być może nieco upośledzone funkcje sieciowe na PS3 trochę mnie odrzucały, ale tylko, gdy pojawiła się beta Bad Company 2 wiedziałem, że w tę grę będę grał miesiącami. Tak też się stało, a teraz, Drogi Czytelniku, zaserwuję 7 rzeczy, które rozpaliły we mnie miłość do flagowej produkcji DICE.
Ktoś mniej lub bardziej inteligentny mógłby spokojnie rzec, że zwariowałem – czy istnieje w ogóle cień szansy, że osobie, która potrafi odróżnić grę kunsztowną od tej źle smakującej, podoba się… Duke Nukem Forever? Przecież to jest skandal. A tak w ogóle, to ten powstający przez kilkanaście lat żart trzeba tępić tak, by nikomu nie chciało się już pracować nad grą dłużej niż dwa lata. Ludzie, to jest modne, plucie na Księcia i równanie jego twarzy z ziemią są trendy, na czasie i w ogóle jazzy.
Wydawałoby się, że każdy developer dąży do samodzielności. Pomimo, że wiele zespołów w przeszłości pracowało razem z producentami konsol, to po jakimś czasie zdecydowało się na całkowitą niezależność, tak jak Insomniac Games. W końcu wypuszczając grę na kilka platform skazujesz się na dodatkowy dochód. Dlaczego więc Sucker Punch, kolokwialnie mówiąc, dało sprzedać się Sony?
“To nie jest książka o cenianiu gier, tylko ich postrzeganiu i rozumieniu.” – ten cytat, żywcem wyjęty ze strony 101 Wybuchających Beczek jest idealnym wstępem do tego tekstu i równie idealnym opisem samej książki. Jak to zwykle bywa, ta już perfekcyjna nie jest, ale i tak przeważają w niej momenty mocne.
Microsoft wie, w które części rynku celować. Już przed premierą swojego systemu oznakowanego cyferką ’7′ zapowiadał, że będzie to system bardzo przyjazny dla graczy – i owszem, tak jest, co mogę sam potwierdzić po roku obcowania. Czy gigant z Redmond chce pójść za ciosem i wydać jeszcze lepiej przystosowanego dla gamingu Windowsa 8?
Ktoś kiedyś powiedział, że rynek wtórny jest równie druzgocący dla branży co samo piractwo. Wydawcy razem z producentami z każdej strony starają się maksymalnie zabezpieczyć już nie tylko przed wyciekiem swoich gier m. in. na torrenty, ale także przed ich obiegiem na rynku wtórnym. Śladem THQ i EA postanowiło pójść Sony, wprowadzając wraz z premierą Resistance 3 PSN Pass.
Od dawna czekam na szansę, by się prawdziwie wyluzować w czasie gry. Oderwać się od ambitnych fabuł, ton wystrzeliwanych pocisków i dziesięciometrowych bossów. Logicznie więc obieram kierunek – gry sportowe. FIFA, Need For Speed – w ostatnie odsłony tych serii gra się nadzwyczaj przyjemnie, mimo to żadna z nich nie zapewnia mi najważniejszego elementu chill-outowania – szaleństwa.