“Monkey Island spotyka Diablo” – w ten sposób twórcy DeathSpanka z Ronem Gilbertem (współodpowiedzialnym właśnie za przygody Guy Threepwooda) na czele opisują swoje dzieło. Dobór słów jak najbardziej trafny – gra jest hack n’ slashem, do którego gdzie tylko się dało powciskano znany z małpiej serii humor. Czy takie połączenie ma sens i, co ważniejsze, czy w ogóle się sprawdza?
Nie mam bladego pojęcia, jak to się drzewiej grywało w After Burnera na automatach. Z tego, co wyczytałem – maszyna była spora i imitowała kokpit samolotu. Wiem jednak, jaki jest Climax, dostępny na PlayStation Network i Xbox Live Arcade: szybki i kolorowy. Tak bardzo, że ostrzeżenie o epilepsji wyświetlane przy rozpoczynaniu partyjki ma tu sens jak w przypadku mało której gry.
Nareszcie, ponad rok po premierze, zagrałem w jedną z najciekawszych gier ostatnich lat: Flower. Momentalnie zakochałem się w tej pozycji i planowałem szybko rzucić się do klawiatury, aby zacząć pisać niezliczone peany na jej cześć. Do porzucenia tej idei zmotywowała mnie zapowiedź nowego tytułu thatgamecompany – studia, które dostarczyło nam Kwiat. Szykuje się kolejne artystyczne, growe doświadczenie!
Dragon Age II stało się faktem. O jej poprzedniczce można mówić wiele (co, nawiasem mówiąc, mam zamiar niedługo zrobić na łamach Gemono…), ale jednemu nie można zaprzeczyć: była dużą grą. I to nie tylko pod względem czasu, który wyrwała wielu nieostrożnym graczom z życiorysu. Powrotowi mistrzów z BioWare do tradycyjnych roleplay’ów – z drużyną, epicką fabułą, światem fantasy – towarzyszył spory rozgłos oraz ciepłe przyjęcie. Nie dalej jak kilka dni temu, kanadyjskie studio zapowiedziało kontynuację Ery Smoka. Wygląda na to, że planowane jest podniesienie poprzeczki dla… no właśnie: dla kogo?
Witam! Dzisiejszy artykuł nie będzie zbyt długi, bo i poświęcony jest grze, którą ciężko uznać za wysokobudżetową, rozbudowaną produkcję. Mimo to, potrafi ona dostarczyć radochy i przeżyć audiowizualnych w ilościach, które niejedno dzieło z najwyższej półki w Empiku przyprawiłyby o spazmy zazdrości. Oto Beat Hazard!
Sackboy podbije świat – taką hipotezę można było często spotkać na forach internetowych, gdy niespełna dwa lata temu na świecie debiutowało LittleBigPlanet. Przygody szmacianki miały stanowić swoisty renesans wśród platformówek i w końcu odświeżyć trochę już zapomniany gatunek. Czy to się udało – to już zależy od każdego indywidualnie, ale większość zgodzi się ze mną, ze była to naprawdę świetna pozycja. Niestety, jak każda rzecz, także i produkcja Media Molecule nie była pozbawiona wad, skutecznie uprzykrzających granie. Przyjrzymy się im zatem i poddajmy surowej analizie…
Uwielbiam Electronic Entertainment Expo. Przez trzy dni w roku obchodzą mnie TYLKO gry wideo. Siedzę godzinami przed komputerem, oglądam kolejne konferencje prasowe, trailery i wywiady. Z całego wydarzenia robię osobiste święto, więc obżeram się przekąskami (ah, Lila Starsy, czemu jesteście takie dobre?!), które popijam wysokiej jakości trunkami pokroju Mountain Dew i kefirów malinowych (polecam!). Kilka dób oglądania i gadania tylko i wyłącznie o grach każdemu się – raz na jakiś czas – przydaje. W ramach “gadania” prezentuję Wam listę najlepszych i najgorszych aspektów tegorocznych targów. Subiektywną listę, oczywiście.
Witam w nowym nieregularnym cyklu Gemono! Pod szyldem Dobre & Darmowe opisywać będziemy produkcje, które albo z założenia rozpowszechniane są za darmochę, albo zostały nieodpłatnie udostępnione przez producentów, a jednocześnie są w stanie jakością (a przynajmniej grywalnością) konkurować z produkcjami z najwyższych półek sklepowych. Na pierwszy ogień pójdzie gra, która status kultowej uzyskała już przed trzema laty, gdy ujrzała światło dzienne, a obecnie (acz bardzo krótko – tylko do 24 maja!) każdy użytkownik Steam może ją ściągnąć z ichniego sklepu. Najniezwyklejsza gra logiczna ostatnich lat, oparta na silniku słynnego FPSa Half-Life 2, produkcja, która zmieniła sposób postrzegania fizyki świata i konstrukcji gier w ogóle, minigierka, która stała się objawieniem. Portal.
Tytuł dość jasno wyraża się o gatunku, jaki powinna reprezentować ostatnia odsłona cyklu PixelJunk, a na screenach gra wygląda dość podobnie do Stardusta, Geometry Wars i innych strzelanek “na dwie gały”. Lewy grzybek pada służy do latania stateczkiem, drugim obracamy pojazd i celujemy. R1 to strzał. Jednak na tym podobieństwa do wymienionych przeze mnie pozycji się kończą, bo PJ Shooterowi bliżej do gry logicznej. I to całkiem niebanalnej.