Prawie idealnie – cztery grzechy LittleBigPlanet

Prawie idealnie – cztery grzechy LittleBigPlanet

Sackboy podbije świat – taką hipotezę można było często spotkać na forach internetowych, gdy niespełna dwa lata temu na świecie debiutowało LittleBigPlanet. Przygody szmacianki miały stanowić swoisty renesans wśród platformówek i w końcu odświeżyć trochę już zapomniany gatunek. Czy to się udało – to już zależy od każdego indywidualnie, ale większość zgodzi się ze mną, ze była to naprawdę świetna pozycja. Niestety, jak każda rzecz, także i produkcja Media Molecule nie była pozbawiona wad, skutecznie uprzykrzających granie. Przyjrzymy się im zatem i poddajmy surowej analizie…

Grzech 1. – Balans poziomu trudności, a raczej jego brak…

Miałeś nadzieję, że granie będzie dla Ciebie swoistym ukojeniem, dającym szczęście i rozluźnienie? Guzik prawda! Niektóre poziomy potrafiły doprowadzić Gracza do szału. O ile pierwsze levele osadzone w krainie The Gardens (Ogrody) i The Savannah (Sawanna) były proste i jak najbardziej nadawały się do zagrania z kimś, kto z grami ma bardzo sporadyczny kontakt, tak czym dalej – tym trudniej.

Zdawało mi się, że Sony wydając ten tytuł na wyłączność chciało do swojego obozu zwabić Graczy niedzielnych, ale moim zdaniem ta gra była właściwie zbyt trudna, by dali sobie radę w trybie Story. Paradoksalnie, wiele „starych wyg” sądziło, że jest to tytuł dla dzieci, zaś po zakupie zwyczajnie wymiękało. Oczywiście nie można powiedzieć, że gra jest absolutnie nieprzystępna dla casuali, bo tak do końca nie jest. Zauroczeni stylistyką, chętnie poznają jej mechanikę i wgłębiają się w rozgrywkę. Odpowiedni dobór plansz może zapobiec ewentualnym trudom, a zawsze zostają także te stworzone przez Graczy, których jest ogrom.

Grzech 2. – Bezwładność Sackboya

Wierzcie mi bądź nie, ale przechodząc jeden z poziomów w krainie The Wilderness (Pustkowia) pad o mały włos nie zamienił się w drobny mak. Dostał jedynie z liścia, bo rzut o podłogę byłby zbyt kosztowny (nowy kontroler to 160 zł). To, czy udało Ci się pokonać daną część planszy było uzależnione tylko i wyłącznie od losu oraz widzimisię szmacianki. Często miewałem nieuzasadnione przypadki syndromu Roberta Mateji i po wybiciu ledwo, albo wcale nie przeskakiwałem nad bulą (przeszkodą). Frustracja gwarantowana!

Sackboy potrafił momentami zachowywać się naprawdę dziwnie. Wszystko to dawało się w oznaki zwłaszcza na etapach, gdzie trzeba było poruszać się na różnego rodzaju rzeczach będących w ciągłym ruchu, w dodatku umieszczonych dość wysoko. Raz mogłeś wybić się z pędzącego koła i bez problemu dostać się do celu, a drugi, robiąc dokładnie to samo, spadałeś wprost w języki ognia.

Grzech 3. – Okruszki poziomów i tony kostiumów

Twórcy LBP od początku zapowiadali, że na łamach Playstation Network będą ukazywać się dodatki do gry. Szybko się jednak okazało, że ku niezadowoleniu społeczności, większość z nich stanowiły nowe ciuszki dla naszych postaci, w dodatku kosztujące po 7 zł od sztuki!

Co prawda pojawiały się też ich darmowe odpowiedniki, ale to co najbardziej boli, to mała ilość wydanych DLC z dodatkowymi poziomami. Doczekaliśmy się raptem dwóch, związanych z Piratami z Karaibów oraz Metal Gear Solid. Niestety, poza tym nie otrzymaliśmy więcej etapów stworzonych przez profesjonalistów. Szkoda, bo potencjał był duży i gdyby go nie zmarnowano, popularność LBP byłaby jeszcze większa. O ile na co dzień spotykamy się z krytyką Graczy, którzy zarzucają producentom zbytnią pazerność i żerowanie na portfelach, tak w tym przypadku nikt nie pogardziłby rozszerzeniami.

Grzech 4. – Laaaagi!

Ileż to razy miałem ochotę aby stoczyć czteroosobowy pojedynek… ale niestety, nigdy ta sztuka mi się w pełni nie udała. Za każdym razem, gdy na planszę trafiała czwórka rozbójników, lagi skutecznie uniemożliwiały delektowanie się wysmakowanym światem gry. Chrupanie, przerywanie, mała stabilność, problemy z dołączeniem i znalezieniem samych partnerów – nie były to zbyt miłe doznania. O ile zabawa z dwoma osobami była bezproblemowa, tak trio mogło stanowić problem, a kwartet – abstrakcyjne wyzwanie.

Summa summarum

Nie doszukałem się większych, rażących błędów niż te przytoczone. Gdyby projektanci ich uniknęli, LBP śmiało mogłoby być synonimem gry idealnej. Nie chciałbym jednak być wzięty za kogoś, kto nienawidzi LBP i gardzi tą produkcją. Co mnie do niej przyciągało? Przede wszystkim magiczny świat, dopracowane z ogromnym kunsztem baśniowe krainy, odskocznia od „ciężkich” gatunków, model rozgrywki i możliwość gry w kilka osób przy jednej konsoli. Przyjemnie spędzałem z nią czas, ma wiele genialnych rozwiązań, ale także często wyłączałem konsolę i nie chciałem do niej wracać.

Na horyzoncie zaś jawi się LittleBigPlanet 2 i wierzę, że Media Molecule zdaje sobie sprawę z błędów pierwowzoru i za wszelką cenę będzie dążyć do ich unicestwienia. Czy im się uda – przekonamy się jeszcze w tym roku.

Posty o podobnej tematyce:

  1. Zapomnijcie o innych grach – nadchodzi LittleBigPlanet 2!
  2. Zawartość LittleBigPlanet Game of The Year Edition
Jeśli spodobał Ci się ten blog, zapraszam do subskrypcji RSS!

Szok! 1 komentarz! do wpisu “Prawie idealnie – cztery grzechy LittleBigPlanet”

  1. Rasgul pisze:

    LPB to świetna platformówka. Choć jak każda ma swoje wady. Świetnie je wymieniliście. :D

Skomentuj!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>