Pierwsze wrażenia – R.U.S.E. Beta

Pierwsze wrażenia – R.U.S.E. Beta

Jeśli jest jedna rzecz, którą lubią i cenią sobie niemal wszyscy Gracze na świecie, to jest nią możliwość bezstresowego, darmowego, przedpremierowego pogierczenia w nadchodzącą nowość wydawniczą któregoś z branżowych gigantów. Zaraz potem, dodadzą szydercy, Gracze lubią gwiazdki z nieba i pieniądze rosnące na drzewach. Najprawdopodobniej mają trochę racji – tyle, że na podobne anomalie astronomiczno-ekonomiczne nie mamy raczej szans, a beta R.U.S.E. jest jak najbardziej w zasięgu ręki – a dokładniej w zasięgu Steama.

Czym jednak jest nowy produkt ze stajni Ubisoftu, szlifowany właśnie przez Eugen Systems pod dyktando setek ochotniczych i ochoczych betatesterów? W telegraficznym skrócie – mamy do czynienia z pierwszym drugowojennym RTSem, który w pełni zasługuje na to końcowe „S”. Dotychczas w przeróżnych Company of Heroes czy innych Codename: Panzers kierowaliśmy starciami kilku-kilkunastu oddziałów w skali taktycznej, przejmując się każdym żołnierzem i każdym płotkiem, za którym miałby się on schować. R.U.S.E. zrywa z tymi przyzwyczajeniami, poważnie okrajając micromanagement i skupiając się na szerszym obrazie pola bitwy. Kluczem do zwycięstwa nie jest więc odpowiednie wymanewrowanie jednym czołgiem tak, by załatwił dwa wrogie, a takie rozstawienie własnych czołgów, by zmiotły siły przeciwnika kilkoma zsynchronizowanymi manewrami. Ta unikalna skala w połączeniu z możliwością płynnego przybliżania i oddalania pola walki od widoku znanego z CoH przez widok z lotu ptaka po interaktywną mapę sztabową narzuca skojarzenia z innym klasycznym (choć niedocenionym i raczej niszowym – przyp. Seph) RTSem – Supreme Commanderem. Jednocześnie jednak R.U.S.E. wprowadza pewną innowację, która nadaje mu unikalny charakter: niespotykany dotąd nacisk na wywiad i informacje.

Dym w oczy

Każdy, kto choć trochę zna się na historii II wojny światowej, wie, jak wielką rolę odegrały w niej działania wywiadowcze i dezinformacyjne. R.U.S.E. udowadnia, że ich rola nie jest bynajmniej przeceniana. Już prosty zabieg zastąpienia typowej mgły wojny ograniczonymi, zdawkowymi informacjami (często otrzymujemy fragmentaryczne dane o ruchach nieprzyjacielskich wojsk, nie znamy jednak ich typu, co najwyżej odróżniamy piechotę od pojazdów) zmienia poważnie charakter starcia, jeszcze bardziej premiując uważne planowanie i kombinowanie. Te przekazywane przez wywiad informacje mogą też dotyczyć m.in. wrogich szlaków zaopatrzeniowych – tras, po których z zajętych przez przeciwnika punktów zaopatrzeniowych jadą do jego bazy ciężarówki z pieniędzmi. Siłą rzeczy, większość ważniejszych starć w grze toczy się o kontrolę nad tymi strategicznymi arteriami i obiektami, których zwykle jest akurat na tyle dużo, by ciężko było bronić wszystkich naraz…

Mapa taktyczna w R.U.S.E.

Mapa taktyczna w R.U.S.E.

To jednak, co nadaje R.U.S.E. prawdziwie unikalny styl, to tytułowe ruses – sztuczki, które możemy zagrywać w czasie rozgrywki. Symulują one działania wywiadu i podobnych służb na polu walki i rozciągają się od propagandy zwiększającej wytrwałość własnych jednostek czy taktyk biltz umożliwiających szybsze poruszanie się aż do budowania „fałszywych” baz, przeprowadzania ataków „kartonowymi” armiami, wysyłania przeciwnikowi pomieszanych danych wywiadowczych (aż do momentu kontaktu wzrokowego piechota wydaje mu się być czołgami i vice versa) i tym podobnych manipulacji. Duża ilość sztuczek i olbrzymia różnorodność zapewnianych przez nie przewag sprawia, że mimo dość w sumie uproszczonej i umownej mechaniki gry każdy z graczy dysponuje olbrzymim wachlarzem zagrywek i strategii do wykorzystania. Dodajmy do tego 6 dość zróżnicowanych frakcji i niemałą ilość map, a otrzymamy prawdziwie łakomy kąsek dla wszystkich komputerowo-konsolowych strategów!

Rozbudowana planszówka

A jak wrażenia z samej rozgrywki? Bardzo pozytywne. Dzięki nieco uproszczonemu, umownemu stylowi graficznemu (np. na ekranie w zależności od stopnia przybliżenia widzimy albo oddział żołnierzy albo symbolizującą ich pojedynczą figurkę w stylu pierwszych gier z serii Total War) i jasno określonym zasadom mamy chwilami wrażenie uczestniczenia w partii dobrze zaprojektowanej, tradycyjnej planszówki w rodzaju Stratego. Najwygodniej i najnaturalniej gra się w sporym oddaleniu, mając właściwie całą planszę (to chyba najodpowiedniejsze słowo) przed oczami, a ze znakomitego zooma korzysta się właściwie tylko dla sprawdzenia kąta widzenia naszych jednostek i ewentualnie dla ucieszenia oczu jakością grafiki.

Sam rozegrałem zaledwie kilka partii i daleko mi do mistrzostwa, szybka wizyta na forum gry pozwala jednak stwierdzić, że społeczność, jaka wytworzyła się wokół bety, zdążyła już opracować sporo ciekawych strategii, wycisnąć z ruse’ów więcej, niż by się można spodziewać i naprodukować kilkaset postów wypełnionych kłótniami o przewagę jednej nacji nad drugą. Jeśli ktoś chciałby dołączyć do tej elitarnej grupy wtajemniczonych, powinien się pospieszyć, gdyż beta kończy się już 6 kwietnia! Nie czekajcie więc, zasysajcie R.U.S.E. (jeśli macie Steam) i dzielcie się uwagami na odpowiednim forum.

Miłej zabawy!

Posty o podobnej tematyce:

  1. Beta Final Fantasy XIV tylko na PC
  2. Beta Bad Company 2 już 19 listopada
Jeśli spodobał Ci się ten blog, zapraszam do subskrypcji RSS!

Szok! 1 komentarz! do wpisu “Pierwsze wrażenia – R.U.S.E. Beta”

  1. DarthStan pisze:

    Zagrałem kilka partyjek w bete RUSE, gra na kolana nie rzuca, ale też zła nie jest.

Skomentuj!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>