Nudne strzelanie

Nudne strzelanie

Mam ogromną chrapkę na dobrego FPSa. W kilka się w życiu grało, ale jeszcze nigdy aż tak nie ciągnęło mnie do radosnego biegania z zawleczką od granatu w łapie i spluwą w gębie (albo na odwrót). No to śmiało, do sklepu i wybieraj, powiecie. Prawda, półki w Empikach czy innych Media Marktach aż uginają się od nadmiaru strzelanek. I, paradoksalnie, chyba właśnie z tego powodu nie mam ochoty na zakup żadnej z nich.

Pozwolę sobie walnąć prosto z mostu: przejadły mi się kolejne klony Call of Duty. Czwarta część serii była super – zarówno w singlu, jak i w multiplayerze. Dałem się skusić diabłu, w dniu premiery Modern Warfare 2 grzecznie wydając kaskę na ten tytuł i nie zwracając uwagi mi długość (tudzież krótkość) trybu dla pojedynczego gracza. Cholera, nawet przećpaną rozgrywkę wieloosobową mogę znieść. Ale czemu nagle wszyscy chcą zrzynać od Infinity Ward?!

Medal of Duty

Jeszcze przed oficjalną zapowiedzią byliśmy pewni, że – jeśli powstanie – akcja nowego Medal of Honor będzie umiejscowiona w czasach teraźniejszych. Nie myliliśmy się, a gra już od pierwszego trailera wygląda na bezczelną kopię Modern Warfare. Tematyka ta sama: współczesna wojna i oddziały specjalne. Gameplay zabójczo podobny, nawet akcje wyglądają na żywcem wyciągnięte od kapitana Price’a, Soapa i spółki! Mamy jazdę drobnym pojazdem, wyłamywanie drzwi, chwytanie się ręki kumpla podczas spadania. Twórcy tej pozycji, opisując ją, mówią o podziale na segmenty: jako Marine ujrzymy w akcji całą machinę wojenną Stanów Zjednoczonych, w butach członków zespołu Tier One zajmiemy się bardziej precyzyjnymi i cichymi akcjami. Może jestem dziwny, ale praktycznie takie same są założenia pewnej innej gry. Zresztą, sami spójrzcie. Znacie to skądś, prawda? Po obejrzeniu takiego filmiku aż trudno uwierzyć, że MoH będzie się od swojego rywala czymkolwiek różnić. Kurczę, chociażby czuciem broni. Albo mapki mogłyby być częściowo otwarte, a potyczki – zamiast maksymalnie oskryptowanych – rozgrywane przez AI.

Oczywiście, wszystkie te wnioski wysnułem na podstawie dwóch zwiastunów i może się jeszcze okazać, że Medal zaoferuje nam piaskownicową rozgrywkę w pieczołowicie odwzorowanym Afganistanie. Albo walki z obcymi, zombie-klaunami i nazistowskimi ninja. Tylko czy ktokolwiek w to wierzy? Pocieszać możemy się faktem, że za tryb wieloosobowy odpowiada DICE i jego przedstawiciele otwarcie zaprzeczają, jakoby miałby to być kolejny Battlefield, ukryty pod innym tytułem.

Trzeci zawodnik

Wypadałoby więc może podać jakiś pewniejszy przykład, a akurat zbliżyliśmy się do kolejnej ważnej szuterowej franczyzy – Pola Bitwy. Kampania w najnowszej odsłonie serii zdecydowanie odbiega od tego, co zaprezentowało nam pierwsze Bad Company. Wielkie, otwarte mapy zastąpiono wąskimi korytarzami i – choć do miksu dorzucono trochę nabijania się z Modern Warfare (”skutery śnieżne są dla cipek!” czy też równie udaną “bandę ciuli z jakiegoś specjalnego oddziału z czujnikami pulsu“), widać, że gra Infinity Ward stanowiła dla DICE pole inspiracji. Nie zapominajmy, że odpowiedzialni za Battlefielda Szwedzi zbudowali swoją markę na grach stricte multiplayerowych, choć mierne to usprawiedliwienie. Szczególnie, że kampania w ich najnowszej pozycji zdecydowanie kuleje, a intensywnością i natężeniem akcji nawet nie zbliża się do rywala, którego tak bardzo próbuje naśladować.

Pojedyncza metalowa barierka, jak wiadomo, zapewnia osłonę dla całego bohatera.

Brink zapowiada się konkretnie.

Rozumiecie o co mi chodzi? Nawet Jason West i Vince Zamepella – ojcowie Call of Duty! – chcieli zrobić coś nowego. Ta idea najwyraźniej nie spodobała się Activision i tak oto dwóch utalentowanych oraz doświadczonych panów straciło pracę (racja, niewiadomo, co naprawdę się wydarzyło, ale taki scenariusz jest całkiem wiarygodny). A skoro ludzie odpowiedzialni za największy kasowy hit ostatnich lat mają go dość, coś musi być na rzeczy.

Oportuniści branży

Dlatego niektórzy dokładają wszelkich starań, aby stworzyć pozycje oryginalne, pchające gatunek do przodu. Takie gry również mogą osiągać dobre wyniki finansowe, czego dobrym przykładem jest zaskakująco wysoka sprzedaż BioShocka i jego kontynuacji. A przecież są to gry stawiające bardziej na klimat oraz fabułę, niż skryptowane akcje. Paradoksalnie, z tłumu wyróżnia się także, obecne na rynku od bez mała dziesięciu (!) lat, Halo! Niemalże wszystko we flagowej serii Microsoftu zaprzecza dzisiejszym standardom: otwarte poziomy, wysokie skoki i arcade’owa rozgrywka to kompletne przeciwieństwo kucania za osłonami i wychylania się zza nich w celu oddania paru strzałów.

To tylko dwa z wielu sposobów na odłączenie się od głównego nurtu FPSów. Resistance oferuje odjechane spluwy (strzelanie przez ściany, łał). Far Cry stawia na otwarty świat (teraz poproszę o GTA FPP – da radę?), Borderlands zmieszał się z hack’n’slashem (ktoś tutaj zapomniał o pozostałych cechach tej produkcji – otwartych poziomach, wysokich skokach i arcade’owej rozgrywce – przyp. red), Mirror’s Edge jest bardziej grą action-adventure niż szuterem. Gatunki się mieszają, co Graczom wychodzi jedynie na korzyść.

A co nas czeka w 2010?

Z pozycji zapowiedzianych na 2010 rok najbardziej zaintrygował mnie Brink, zaskakujący nie tylko designem, ale też rozgrywką. Połączenie klas z Team Fortress, kicania z Mirror’s Edge i podziału rozgrywki na mniejsze misje, przypominające Enemy Territory (tęsknię!) brzmi dość intrygująco, nieprawdaż? A to nie koniec niezłych zapowiedzi! Pewni zdolni Ukraińcy stworzyli bowiem Metro 2033, które nie dość, że jest grą na podstawie książki, to jeszcze oferuje świeży, hardcore’owy gameplay. Maski przeciwgazowe mogą zostać zniszczone lub zwyczajnie zużyte, w celu znalezienia drogi korzystamy z kompasu, cele mamy zapisane w notatniku, a użycie apteczki zajmuje więcej niż pół sekundy. Jest wyzwanie? Jest. Klimat? Też! Chętnie zagram.

Najkrócej rzecz ujmując: idealnie nie jest, ale będzie coraz lepiej. Obecny rok to wciąż dominacja strzelanin o dzisiejszych konfliktach zbrojnych z kilkoma pojedynczymi jaskółkami, zwiastującymi FPSową wiosnę. Nawet Activision chce wypróbować czegoś innego i zleciło Treyarch stworzenie Call of Duty osadzonego w dość zapomnianych (przez gry) czasach wojny w Wietnamie. Kto wie, może 2011 będzie powrotem do arkejdu i zabójczo szybkich potyczek z Quake’a, albo krokiem w stronę otwartych pól bitew?

Trzymajmy kciuki za pierwszoosobowe strzelanki, bo każdy lubi od czasu do czasu wdusić spust!

Posty o podobnej tematyce:

  1. Modern Warfare bez Call of Duty już nie taki popularny
  2. Współczesny Order Honoru?
  3. Okładka MW2 – wracamy do Call of Duty?
  4. Dwie konsole Nintendo, dwa nowe Call of Duty
  5. Modern Warfare 2 nie dostanie dema
Jeśli spodobał Ci się ten blog, zapraszam do subskrypcji RSS!

dodajdo

42 Komentarzy do “Nudne strzelanie”

  1. Magi mówi:

    Szkoda, że nie ma ani słowa o Uncharted. Strzela się doskonale, skacze również, do tego dorzućmy jeszcze absolutnie przepiękne widoczki i mamy grę ideał ;]

    • Rafał Rzeuski mówi:

      Bo felietonik jest o szutereczkach pierwszoosobowych ;) Inaczej chwaliłbym Uncharted 2 w każdym zdaniu.

  2. DarthStan mówi:

    Nie wyobrażam sobie gry w stylu CoDa czy MoH w formie sandboxa. to by było diabelnie nudne.
    Brink – TF2 jest fajny ale bez przesady. Mirror’s Edge mnie nie urzekło, a ET to ET, coś mi sie wydaje ze wyjdzie crap, ale wiadomo że to moje zdanie. A singiel Bad Company 2 oceniam na 6/10. W multi grałem tylko w bete wiec nie moge zbytnio oceniac.

    • Rafał Rzeuski mówi:

      Nie chodziło mi o grę dosłownie taką jak CoD czy (przypuszczalnie) MoH w otwartym swiecie, tylko ogólnie o wojennego FPSa z otwartym światem. Choć wolałbym zwyczajnie większe mapki i walkę z AI, a nie skryptami.
      Co do Brinka – może elementy osobno nie każdego powalają, ale liczę na to, że razem zdziałają wielkie rzeczy ;)

      • DarthStan mówi:

        Brak skryptów wiąże sie z bardziej statyczną walką i dużo mniejsza dawka energetyczną. Wyjdzie tak Fallout 3 bez dodatków rpg.

  3. Donard mówi:

    Co racja z bc to racja. Singiel kuleje, przeciwnicy stoją w miejscu a nasza drużyna rozwala 1 przeciwnika w poł godziny a my w 2 sek. Za to multi rządzi. Singiel to zaledwie 10% jak nie 1% tego co gra oferuje. Szkoda że nie ma nic wspomnianego o quake live który jest naprawdę fajną “erkejdówką”

  4. Operation Flashpoint 2 :)

  5. Zieju mówi:

    Meh. Mnie tam wszystkie te CoDy i Battlefieldy nie ruszają. Król jest tylko jeden i jest nim Unreal.

  6. Ufnal mówi:

    A ja się pytam, co złego w CoD 2. Przyjaciele zrobili mi pewnego pamiętnego dnia zabawę pod hasłem “pokazujemy Ci tę fajniejszą połowę poziomów plus filmiki z reszty żebyś łapał fabułę” – i po wyjściu z domu odruchowo przykleiłem się do ściany, szukając potencjalnych kryjówek przeciwnika. Wysokiej klasy film akcji, mnie się to bardzo podoba :)

    • Zieju mówi:

      Po pierwsze i najważniejsze- BRAK SERWERÓW DEDYKOWANYCH!!!111oneoneone Jak możesz pozostać na to ślepy, korporacyjny pachołku?!

      Po drugie; ta fabuła jest tak durna, że aż boli. Poziom mniej więcej “GI Joe: Czas Kobry”. Z tym, że tam były cycki i wojownicy ninja. O ile dobrze mi wiadomo żadnego z tych elementów w CoD2 nie uświadczysz, hę?

      Po trzecie… aw kaman! Nie można wywalić komuś w paskudny pysk z flaka! I nie ma kolesia mówiącego “MMMMMONSTER KILL!”. Jak ja mam w takich warunkach cokolwiek zabijać?! No zachowajmy resztki godności.

      • Ufnal mówi:

        1. Mam to gdzieś, nie gram w multi ;)

        2. Bullshit. Na tle Świętoleśnego standardu współczesnomilitarnych filmów akcji tudzież innych gier z tych okolic – jest powyżej średniej. Sens i logika są, oparte na naciąganych założeniach (ultranacjonalistyczne nastroje w Rosji chyba przerysowali) ale jednak…I te zwroty akcji!

        3. A dostałeś kiedy z atomówki w papę?

        • Zieju mówi:

          1. Pussy

          2. Hej. Dude. Czy ty widziałeś 1 misję Amerykańcem? Losowy rekrut zabija paru talibów. W związku z tym podniosłym osiągnięciem zostaje wcielony do superdupertajnej jednostki. Jako wtyka w ruskiej mafii. No weź no.

          Najbardziej mi się w “zwrocie akcji” podobało to, że przed nim hamerykańscy żołnierze to starzy, fajni “nasi chłopcy”. A po, za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zaczynają się wozić w upiornych maskach i ogólnie robić za stormtroopers.

          3. Nie, zbyt pro jestem na to. Ja morduje impact hammerem. http://www.youtube.com/watch?v=xC03hmS1Brk

          4. A i jeszcze: PRZECIEŻ TAM SIĘ STRZELA NA LOTNISKU DO BEZBRONNYCH LUDZI (choć w sumie to są ruscy…)!!! To kolejny krok w moralnej degrengoladzie gier.

          • Ufnal mówi:

            1. pff

            2. Człeniu, przeca na logikę wiadomo, że do takiej jednostki wstawia się kogoś po długiej i uważnej obserwacji, a ta akcja, którą widzimy, to co najwyżej wisienka na szczycie tortu, eh?

            A zwroty są ze dwa co najmniej. A tych upiornych masek nie kojarzę.

            3. Pf ;P

            4. …nie mówisz serio, prawda?

    • Rafał Rzeuski mówi:

      W Call of Duty DWA? Nic. W tym, że teraz wszyscy starają się klonować Call of Duty CZTERY?

      Dużo :>

  7. DarthStan mówi:

    MW2 zawiodło mnie w multi. Singiel trzymał poziom, ale dupy nie kopal tak jak CoD4:MW.

    Zieju – Owszem że nie…

  8. Grz3chu mówi:

    Dynamicznie zmieniające się tryby gry jak w Killzone 2 + otwarte mapy i zniszczenia jak w Bad Company 2 oraz fun i dynamizm Call of Duty 4 i mamy grę idealną

  9. Zieju mówi:

    @ Ufnal (to ograniczenie chain kommentów jest wymierzone we mnie, ot co)

    Tia. Na logikę bierzesz szeregowca z Afganu na agenta do ruskiej mafii. Tak samo jak sapera z Iraku do US Navy i snajpera z granicy USA-Meksyk do korpusu logistycznego. That perfectly makes sense!

    (it does not.)

    Besides, MW2 w naprawdę wielu elementach fabularno-konstrukcyjnych jest kalką MW1(no spoilers, I’m afraid). No i może to zabrzmi trywialnie, ale strasznie mnie irytują skrypty (vide, nie wiem czy widziałeś, końcówka misji w Gwatemali czy inszym kraju latynoskiego 3ciego świata).

    … A jeśli nie widzisz tego ociekającego tłuszczem obłudy gniazda zepsucia to jesteś waść cynik i czarnowidz, ot co!

    • Ufnal mówi:

      On tam raczej szeregowcem nie jest, chyba, że się mylę.

      Kalką może być, włacznie z pewnymi wybuchowymi akcjami… W jedynkę w ogóle nie grałem, nie wiem.

      W favelę nie grałem, ale widziałem skrypty np w ataku na więzienie czy w [jak to ująć bez spoilerów] misji, w której bronimy się w pewnym znanym mieście przed atakiem wroga. I tam działają one WYRĄBIŚCIE O.o

      • Zieju mówi:

        Sprawdziłem. Szeregowiec.

        Co do pewnego znanego miasta się zgodzę. Pełna zajebistość, ale to zasługa raczej scenografii niż skryptów. A w więzieniu mnie wkurzyło, że np. nie dało się postrzelić Ważnego Więźnia, mimo, że poszło w niego pół serii. Bo on musiał mnie zdzielić po paszczy, żeby pokazać graczowi, jaki to Ważny Więzień jest zajebisty.

        Co nie zmienia faktu, że nieźle się strzela. Ale podobny typ rozgrywki GoW robi 10 times better.

  10. DarthStan mówi:

    Dobre skrypty nie są złe! A IW robi dobre. Amen!

    • Zieju mówi:

      Tyle że było by fajnie, gdyby te skrypty nie były tak perfidnie widoczne. I żebym miał choć cień wrażenia, że mam tu na coś wpływ.

  11. Zieju mówi:

    @Stan

    Nie chcę mieć wpływu na świat. Chcę mieć wpływ na to czy przeskoczę między cholernymi dachami.

  12. Panowie, Wasze dyskusje, w wydruku, sięgnęłyby kilku metrów. +1 :D

  13. piterekd mówi:

    O Metrze zapomniałeś :tak: To w tej chwili najbardziej rasowy fps ze wszystkich, bo nie ma autonamierzania i innych ułatwiaczy..

Skomentuj