Witam w nowiutkim (prosto z wirtualnego pieca!) cyklu, którego tematem przewodnim są, oczywiście, gry (nie wpadlibyście, hę, Sherlocki?). Ale nie byle jaki gierunie, tylko te najgorsze – pozycje z mocą czarnej dziury wciągające po kilku sekundach rozgrywki i trzymające na bardzo długo. Teksty na ów temat ukazywać się będą oczywiście nieregularnie (nie ma tak dobrze, żeby były co tydzień!), a dzisiejszą edycję sponsoruje pewne groźnie brzmiące słówko na „m”. Maturzyści już za kilkanaście dni wdzieją garnitury lub sukienki (wciąż wierzę w to, że czytają to jakieś panie!), zawiążą krawaty (śmierć muchom!) i ruszą do swych szkół, aby zdać „egzamin dojrzałości”, zaś młodsi koledzy – w tym niżej podpisany – zostaną w domach, co by nie przeszkadzać. A przecież w gry pyka się najprzyjemniej kiedy jest wolne lub kiedy mamy coś BARDZO WAŻNEGO (patrz: nauka do matury) do zrobienia, czyż nie?
Najbardziej uzależniającą częścią składową Lumines NIE JEST i tak działający jak najmocniejszy narkotyk, tetrisowy gameplay. Seria na długaśne godziny przyciągnęła ogromne ilości graczy genialną wręcz synergią muzyki reprezentującej nurt house z poczynaniami gracza i grafiką. Założenia bardzo proste, kto zna dzieło Pażytnowa – a zna je przecież każdy! – od razu załapie. Z góry ekranu spadają klocki, my zaś musimy ustawiać je kolorystycznie tak, żeby się połączyły i tym samym zostały usunięte z planszy. Przy czym każda nasza akcja wieńczona jest prostym dźwiękiem i eksplozją kolorów, a w tle dogrywają mistrzowskie kawałki (shiiinin’, shiiinin’, shiiinin’…). Granie w Luminki hipnotyzuje, uwierzcie mi. Na koniec ważna informacja: gra wyszła na prawie wszystkie platformy sprzętowe zdolne wyświetlić jako-taką grafikę (czyli nie na DSa, hehe). A to oznacza, że pykniecie w nią zarówno w autobusie, jak i na kanapie. Przy biurku też – okłamując samych siebie, że zakuwacie.
Rzecz, która wciąga szybko i na długo, nie musi być – jakby nie patrzeć – nieskomplikowana. Jedna seria ma genialnie krótki tytuł, który nawet najwięksi anglofile czasem wymówią po polsku. Tak, o Cywilizacji mowa – przystępnej dzięki dobremu systemowi podpowiedzi i na tyle rozbudowanej, że praktycznie każda jej partia wygląda zupełnie inaczej. Zaatakować Greków teraz, czy poczekać kilka tur? A jeśli już uderzę, to czy Aztecy się na mnie za to obrażą? Co, jeżeli Franciszek Drugi chowa bombę atomową gdzieś pod Hamburgiem?! Takie i inne dylematy ogromnego rozmiaru trapią grającego w Civkę. I bosko, bo satysfakcja z zagarnięcia terenu, na który łasiliśmy się parę stuleci, albo kompletnego podporządkowania sobie innej cywilizacji jest nieziemska. Ponadto, kolejne odsłony serii ukazywały się na najróżniejsze platformy sprzętowe, wliczając w to PlayStation 3, Xboxa 360, a także dwuekranikowca Nintendo. A co więksi fani, posiadający PSP z, ekhem, „otwartym oprogramowaniem”, mogą pokusić się o emulację wydanej na PSXa drugiej części flagowego dzieła Sida Meiera. Choć i tak najlepiej odpalić „czwóreczkę” na PieCu.
Trzecia propozycja to steamowy hit ostatniego roku, pozycja śmieszna i głupawa, a zarazem całkiem rozbudowana i dostarczająca hektolitrów rozrywki. W Plants Vs. Zombies wcielamy się w ogrodnika, którego dom jest celem nieustannych ataków… żywych trupów! W obronie swych włości pomogą nam, uwaga, rośliny najróżniejszych gatunków: strzelające kuleczkami, przyciągające promienie słoneczne, czyli walutę, pożerające zgniłków czy wybuchowe (tutaj wspaniałe wiśnie). Zabójczej mieszance towarzyszy kreskówkowa, karykaturalna oprawa graficzna, a bawić możemy się – poza standardowym story mode – w kilku ciekawych trybach rozgrywki, polegających chociażby na graniu w zombie-roślinne kręgle. W roli kuli: ziemniak (tudzież kartofel lub pyra)! Gra jest jednym z lepszych i bardziej oryginalnych przedstawicieli popularnego ostatnimi czasy gatunku tower defence, więc całość przyswoicie błyskawicznie.
Powiedziałbym „pady w dłoń!”, ale boję się, że swoim wieloletnim doświadczeniem w zakresie perswazji i retoryki rzeczywiście nakłoniłbym was do niezdania matury. A przecież chcemy, żeby Polska inteligentną była…
…prawda?
// A ta łączka w nagłówku to symbolizuje wakacje. – przyp. red.
Posty o podobnej tematyce:
Jeśli spodobał Ci się ten blog, zapraszam do subskrypcji RSS!
No, gratulacje Rafał, uratowałeś moją opinię o Gemono ; ).
Już myślałem, że upada, a tu taki fajny tekst.
… Ty mówisz, że Gemo upada przy tylu (chociażby & aż) tylu tekstach Ufnala na głównej? Woot?!
Stay focused, Zieju, stay focused… Mass Effect 2 poczeka… Bioshock 2 poczeka… Daaaamn it, jak ja już chcę mieć tę cholerną maturę za sobą!
Matura nie da sie nie zdać… naprawdę, mówi wam to zaprawiony w boju. A tekścik niezgorszy, mimo iż kradzieja.
Najgorsza rzecz właśnie w tym, że zdać to za mało.
Zdać w miarę dobrze tez nie jest trudno, gorzej jak chce się dostać na medycynę, wtedy ma sie problem.
Trafiłeś w sedno jeśli o Zieja chodzi xD
KRADZIEJ! To jest tekst najwyższej klasy!
Keep it goin’ on!
Swoją drogą – jutro ma przyjść do mnie Lumines na PSP, a tu w przyszłym tygodniu testy. Suabo? ]:D
Nawet nie wiesz, jak się człowiekowi michunia cieszy, kiedy czyta takie komentarze :D
A teksty to czilluś, odpalaj Luminki i daj się ponieśc beatowi :)
No i przyszło. Odpalać? :)
Z opóźnieniem, ale – DAWAJ :D
To ja za 4 dni mam egzamin gimnazjalny. Stres jak cholera, chociaż dla niektórych, dalej posuniętych w edukacji może się teraz to wydać śmieszne. Też chcę już to mieć za sobą :)
Jestem na twoim poziomie w edukacji i stres wydaje mi się śmieszny.
hihihihi :>
A Civ IV nabiera pełni blasku dopiero w modach. Wyszukajcie sobie Fall From Heaven 2, instalujcie i do zobaczenia za miesiąc :D