Największy i najbardziej przehype’owany cRPG ubiegłego roku. Produkcja reklamowana mianem najlepszej mrocznej opowieści fantasy. Czy to prawda? Nie do końca mógłbym się zgodzić, ale jest w tym ziarno prawdy. Na dodatek twórcy zapowiadali Dragon Age, jako duchowego spadkobiercę legendarnego już Baldur’s Gate. Czy podołali temu zadaniu? Dzisiaj spróbuję odpowiedzieć na to pytanie.
Opisując Dragon Age: Origins należy na samym wstępie zaznaczyć jedno. Sedno rozgrywki stanowi fabuła. Moralne rozterki i częste wybory w grze z godziny na godzinę coraz bardziej przykuwają do monitora. Z godziny na godzinę akcja nabiera tępa. Przyjęliście? No. To możemy zaczynać tekst właściwy.
Zaczynając naszą przygodę z grą musimy ustalić pochodzenie naszego dzielnego wojaka. Do wyboru jest aż sześć początkowych ścieżek fabularnych. Możemy rozpocząć rozgrywkę jako człowiek, elf lub krasnolud, a dla każdej z ras zostały przewidziane trzy origins story. Kolejno możemy się wcielić w człowieka szlachcica; leśnego elfa bądź elfa z miejskiego getta; krasnoluda z kasty szlacheckiej lub chłopskiej. Jako ostatnią z początkowych przygód możemy obrać drogę poznania arkanów magicznych, która niedostępna jest dla krasnoludów. Bez względu na wybraną przez nas rasę na początku czeka nas około 3 godzinna opowieść o pochodzeniu naszej postaci. Gdy ją ukończymy, niezależnie od podjętej przez nas decyzji, ścieżka fabularna zlewa się w jeden nurt. Na dobre ruszamy w dzikie ostępy Fereldenu.
Jak to zwykle w grach fabularnych bywa, jakkolwiek by się nie waliło i paliło, to na nasze barki spada uratowanie świata. W Dragon Age wcielamy się w Szarego Strażnika – wojownika przeznaczonego do walki z pomiotami. Kreatury te to nasi główni wrogowie. Przez setki lat siedzieli sobie głęboko pod ziemią na Głębokich Ścieżkach, aż tu nagle ni z tego ni z owego zachciało im się podboju ludzkości. Stało się to głównie za sprawą ich przywódcy – ogromnego smoka zwanego Arcydemonem. Wezwał ich do powstania i zalania świata plagą. Aby uchronić się przed spoilerami i ewentualnym zepsuciu komuś zabawy powiem tylko, że to nam przypadnie wbicie miecza w ogromny kark demona. Ale to akurat pewnie wydedukowaliście już dawno.
Do pomocy możemy skompletować sobie czteroosobową drużynę, a jej członków mamy możliwość dowolnie wymieniać w określonych momentach rozgrywki tudzież miejscach na mapie. I tak, wędrówkę z nami może rozpocząć emanująca seksapilem czarodziejka Morrigan, wielki wojownik Sten (przemawiający głosem Piotra Fronczewskiego), czy też jakże wieloznaczna postać – Alister. Niezależnie od tego, przed naszą drużyną stoi nie lada wyzwanie, któremu trudno będzie sprostać.

Skoro już o poziomie trudności mowa, ten bowiem w Dragon Age jest bardzo wysoki. „Normalny” to odpowiednik „wysokiego” w innych grach, a „niedzielny gracz” jak najbardziej na tym trybie sobie nie poradzi. Nawet na najniższym poziomie trudności walki są wymagające i każdy krok musimy przemyśleć, aby podejść przeciwnika z odpowiedniej strony.
Skoro o walce mowa, jak na cRPG od BioWare przystało, jest wymagająca i skomplikowana. Twórcy oddali nam do dyspozycji, w wersji na komputery osobiste aktywną pauzę, a konsolowej – znane z np. Mass Effect – okrągłe menu. Czy to się sprawdza w praktyce? Trudno powiedzieć. Dla jednych jest do wygodne rozwiązanie, dla innych nie. Mnie osobiście okrągłe menu przypadło do gustu. W szybki i prosty sposób mamy możliwość odnaleźć większość potrzebnych przedmiotów / skilli czy taktyk. W wersji na PC takowym przypisujemy skróty klawiszowe a zwyczajowa aktywna pauza jest niezmiennie przeużyteczna.
W grze twórcy oddali nam również możliwość wpływu na fabułę poprzez podjęcie określonych wyborów. Tak na przykład możemy decydować o czyjejś śmierci bądź uniewinnieniu, czy brać czynny udział w dyskusji między postaciami i wpływać na ich decyzję (poprzez wysoko rozwiniętą umiejętność perswazji). Niestety często zdarzają się sytuacje, że niezależnie od wypowiedzianej przez nas kwestii, zachowanie danego NPC będzie takie samo. Cóż, nie można mieć wszystkiego.
Podczas gry w Dragon Age bardzo przeszkadzała mi jedna rzecz. Mianowicie brak dubbingu głównego bohatera. Taki zabieg uczynił główną postać bezpłciową, powierzchowną i mało charyzmatyczną. Gdyby nasz bohater przemawiał do nas, gra dużo by na tym zyskała.
Jednak brak dubbingu to nie jedyna wada tej produkcji. Grafika. Jednych kupi, drugich odrzuci. Trudno jednoznacznie stwierdzić jaka ona jest. Ze strony artystycznej prezentuje się wcale dobrze, ze strony technicznej jest już gorzej, nawet jeśli chodzi o gry RPG.
Ponadto niektórzy gracze wysoki poziom trudności poczytują za wadę, a wielokrotne próby pokonania, któregoś bossa irytują. Jednak to wszystko to kwestia indywidualna.
Reasumując, Dragon Age: Origins jest grą pod jednym względem bardzo dobrą, a pod innym pozostawiającą wiele do życzenia. Największą bolączką DA jest hype jaki wytworzył BioWare. Tytuł jest naprawdę solidnym RPG, jednak nie jest pod żadnym względem innowacyjny. Z drugiej zaś strony – komu takowy brak nowinek przeszkadza? Może Ferelden nie jest unikalny i odkrywczy, jednak jest bardzo, ale to bardzo epicki. Wciągająca opowieść powracająca do starego, dobrego kanonu fantasy pożera nas w całości. Chociażby z tego powodu warto zatopić się w świat Fereldenu.
Plusy: wciągająca fabuła zaprojektowana z rozmachem, bywa trudno, wymowny klimat
Minusy: potrafi zdrowo chrupnąć, bywa trudno, delikatne anachronizmy
Ocena: 9.0 Dobry, spektakularny, epicki i mroczny RPG. Warto.
Tekst we współpracy z Andrzejem Tucholskim
Posty o podobnej tematyce:
Jeśli spodobał Ci się ten blog, zapraszam do subskrypcji RSS!
Dulak, Ty piszesz w GM, czy Gemono? Bo ten sam tekst pojawił się na łamach obu portali ^.-.
Dulakm nie powinien nigdzie pisać od tego zacznijmy, po drugie anachronizmy? ta gra miała mieć anachronizmy, jednym z nich jest właśnie niemy bohater. A to że bywa trudno to kolejny plus. Ehhh… ale ocena 9.0 odpowiednia. Najlepszy RPG 2009 na pewno. W 2010 roku pojawiła sie gr od BioWare która jest jeszcze lepsza. Czekam an reckę owego tytułu.
A zrób dubbing bohatera dla tylu kombinacji płeć/rasa/charakter. To nie Mass Effect, sorry.
DA to gra naprawdę dobra, ale nierówna. Po genialnych poziomach w zamku i wieży magów, elfi lasek na tyle mnie rozczarował, że płytka z czytnika wywędrowała i na razie nie wraca. Ale i tak polecam :)
@Baluk – nie rozsiewaj proszę niepotwierdzonych plotek ;) A jak wyszło z potwierdzania – także i nieprawdziwych.
@Ufnal – True, true :)
Fabuła rozmywa się gdzieś w połowie gry i mamy hack and slasha.
„Reasumując, Dragon Age: Origins jest grą pod jednym względem bardzo dobrą, a pod innym pozostawiającą wiele do życzenia.”
… i 9/10?
Zgodzę się z powyższymi komentarzami- wszystkie elementy związane z leśnym elfikami posysają. A tak chciałem zagrać scoia’tael…
Nie no, fabuła w Dragonie jest totalnie beznadziejna i sztampowa do bólu, ale a) jest epicka b) ma strasznie ciekawe postaci (takiej fajnej i interesującej drużyny dawno w rpg nie było) c) Wybory, choć może i bardzo trywialne i kliszowe, jak również dialogi i sama fabuła niesie spory ładunek emocjonalny. Się mi to podoba się.
I nie wiem czemu ludzie narzekają na poziom trudności. Nothing special, really. Z reguły zresztą RPG są grami łatwymi.
krenmtaoz nr 1876mysza pisze: Panie Wojtku,nie do końca się z Panem zgodzę. Ja jak mówię MAN lub Coca-cola – to myślę Niepołomice.Pozdrawiam
Zieju – Wróć Ty proszę do Baldur’s Gate na normalnym albo trudnym. Albo do Golden Suna. RPG są grami łatwymi? :D
Inna sprawa, że trzeba pamiętać, iż większość ludzi stawia na wojów w drużynie, co akurat w DA może się skończyć dość tragicznie. Dobrze im tak, Pustkofobom.
Do Baldura nie wrócę, bo mnie ta grafika cholernie razi. W zasadzie nie wiem czemu, bo np w GS zagrałbym bez oporów.
Ot właśnie: sporo ludzi utrudnia sobie grę robiąc buildy „bo to jest fajne”. Ja mam to zboczenie, że zwykle biorę pod kątem skuteczności (brak resetu talentów boli).
Brak resetu talentów powodowany jest resztkami przyzwoitości. Toż to totalnie burzy iluzję świata gry!
A ja w Baldura wciąż mogę z przyjemnością pykać. A co ukryłeś pod „GS”? Bo jakoś nie łapię
Ależ tak samo myślę! Jakby już mało im było bezdennych kieszeni i mieczy dropiących z wilków! O tempora! O mores!
Golden Suna. Chociaż może lepszym przykładem byłby pierwszy Fallout.
Ufnal – ja tam w DA grałem cześto bez magika i jakoś żyłem;) Choć trzeba przyznać że z magiem jest łatwiej.
Stan – szacun :) Ja sobie nie wyobrazam RPG bez maga. A tym bardziej Dragon Age, gdzie ilość i siła przeciwników bywają na tyle przytłaczające, że bez lodowych zaklęć (które pięknie unieruchamiają co bardziej pechowych oponentów) nie doszedłbym nawet do 1/5…
Zieju – shame on me. Ale wiesz, GS to Gameboy a BG 2 to przepiękna wciąż, ręcznie rysowana grafika… (podkreślam – BG 2. W jedynkę już bym nie zagrał raczej)
A bo widzisz, ja cały czas o 1 mówię- kluchy i tyle. A w dwójkę już z przyjemnością bym pograł, gdyby nie fakt, że już 2,5 raza grałem.
A ja w teamie miałem: maga (siebie), maga (Morrigan), woja (stana) i jako czwartą osobę woja (alistera) albo łotra (nie pamiętam imienia)
Stena Dulak, nie Stana, bo Stan jest tylko jeden;)
Ufnal – Ja jak grałem magiem używałem go praktycznie do dwóch czarów, leczenia i czaru obszarowego, takiego jak burza ognia, zamieć czy burza elektryczna.
Czemu mam wrażenie że ta recenzja jest praktycznie o niczym? Większość rzeczy wymienionych to rzeczy wiadome z góry z względu na gatunek (zabijanie zastępów potworków, drużyna, etc.) Ogólnie skupiono się na detalach zamiast na właściwymi mięsie gry, gdzie jest coś o walce, questach, tle fabularnym (takim bardziej konkretnym, takie gadanie to można do każdego RPG’a wkleić). Ogólnie recka mało rzeczowa… Jeżeli zostaniecie w takiej formie, to nie widzę dla Was przyszłości w blogowym światku. Jeżeli macie traktować to miejsce jako miejsce dla swoich hobbystycznych teksów, ok, ale nic więcej z tego nie będzie…
haha, Stan masz rację :D
Btw. zapomniałem dodać, że moja postać, która była magiem, miała specjalizację mistycznego wojownika, więc to taki pół mag pół woj.
@Deine
wiesz, każdy recenzent próbuje uniknąć spoilerów.
@Deine – przyjęto, zrozumiano, wiemy.