Witam! Dzisiejszy artykuł nie będzie zbyt długi, bo i poświęcony jest grze, którą ciężko uznać za wysokobudżetową, rozbudowaną produkcję. Mimo to, potrafi ona dostarczyć radochy i przeżyć audiowizualnych w ilościach, które niejedno dzieło z najwyższej półki w Empiku przyprawiłyby o spazmy zazdrości. Oto Beat Hazard!
Najprościej rzecz ujmując, nasz dzisiejszy bohater to spadkobierca Asteroids i Galagi, obficie podlany LSD i napędzany ostrymi beatami. Kontrolujemy (myszką i klawiaturą lub padem) mały stateczek, który lata sobie po ekranie i strzela do pojawiających się przeciwników. Nasze zadanie jest banalne – przeżyć, najlepiej rozwalając po drodze wszystko, co się rusza. To, czym Beat Hazard różni się od tysięcy podobnych strzelajek, to oparcie rozgrywki i konstrukcji plansz na muzyce. Co mam na myśli?
Odpalając BH, wybieramy jakikolwiek plik muzyczny (spośród dostarczonych przez twórców lub z własnych zasobów – gra rozpoznaje większość popularnych formatów, w rodzaju mp3 czy wma) – następnie poziom trudności i intensywności efektów specjalnych (UWAGA, sekwencje migających świateł, groźne dla osób cierpiących na padaczkę, są tu obecne w zasadzie CAŁY CZAS!)… I zaczyna się rzeź.
No, może nie do końca, zależy to bowiem w dużej mierze od muzyki, jaką zapuściliśmy. Beat Hazard analizuje bowiem dokładnie utwór pod kątem beatu, dynamiki i innych parametrów, po czym dostosowuje do nich dwa najważniejsze elementy rozgrywki – ilość i częstotliwość pojawiania się przeciwników oraz, przede wszystkim, siłę ognia naszego statku. W momentach wyciszenia mamy więc do dyspozycji mikroskopijną pukaweczkę (co nieraz czyni z nich najtrudniejsze fragmenty planszy, gdyż musimy lawirować między odpornymi na nasz ogień przeciwnikami, modląc się, żeby w końcu weszło „pierdolnięcie”), podczas gdy szczególnie potężne fragmenty piosenki (ostry beat/solówka gitarowa/wydzieranie się wokalisty/blasty/itp.) dają nam do rąk prawdziwą machinę zniszczenia, siejącą dziesiątkami barwnych laserów i rozwalającą wszystko w drzazgi. A że dodatkowo natężenie muzyki wpływa na to, jak gwałtownie i kolorowo wybuchają statki wroga – w szczególnie gorących momentach gra się właściwie na czuja, bo na ekranie dzieją się rzeczy, które stanowią policzek dla każdego epileptyka i Geometry Wars a dla Gracza – źródło najprzyjemniejszego oczopląsu w historii (polecam zerknąć na screena).
Do tego dochodzi parę power-upów (zwiększenie siły ognia, zwiększenie głośności muzyki – podkręca też efekty wizualne, bomby do szybkiego czyszczenia planszy oraz znajdźki podwyższające mnożnik punktów). Wspomniany mnożnik można też nakręcić poprzez powstrzymywanie się od strzelania przez parę sekund [ciężka sprawa, nawet jeśli nie ma wrogów – to po prostu wygląda super!] oraz przetrwanie jak najdłużej bez straty życia. Nie ma tego niby zbyt wiele, ale połączenie niezwykle satysfakcjonującej rozróby z różnorodnością plansz (każdy utwór jest inny – od poziomu trudności, przez natężenie ognia po ilość i moment pojawienia się bossów) oraz podkładem muzycznym dobieranym przez samego Gracza daje to olbrzymie pokłady frajdy.
Jeśli kogoś ciekawi, jak Beat Hazard sprawdza się z różnymi typami muzyki – przeprowadziliśmy kilka testów. Wynika z nich, że zarówno metal (Enter Sandman Metalliki), pokręcony rock (Tyłem do Przodka Czesława co Śpiewa), elektroniczno-mathrockowa nawalanka (These Things You Can’t Unlearn 65daysofstatic) jak i prog rock (High Hopes Pink Floyd) sprawdzają się tu całkiem dobrze. Nawet Enya ze swoim Book of Days nie zawiodła, a to, co działo się przy Precious Things Tori Amos przekracza wszelkie granice (ostry „riff” na fortepianie, nagłe zmiany dynamiki i agresywny śpiew dają naprawdę niesamowite efekty). Zdaje się, że jeśli tylko Gracze wykażą dość rozsądku by nie wrzucać do BH muzyki kontemplacyjnej czy wyjątkowo wyciszonego ambientu, to każda kolekcja muzyczna powinna tu przypasować.
Wady? Zawsze jakieś się znajdą. W przypadku Beat Hazard można się czepić niewielkiej różnorodności wrogów (asteroidy, kilka typów stateczków i dwa rodzaje bossów) i powerupów, przez co więcej niż kilkanaście piosenek dziennie może się okazać nieco monotonne. A gdyby tak również wrogowie byli generowani w zależności od muzyki, z innym wyglądem dla każdego kawałka… Ach, rozmarzyłem się. Tym niemniej, jak na grę, która na chwilę obecną kosztuje na Steamie 3.49 € i której zadaniem jest odprężanie Graczy po ciężkim dniu tudzież służenie jako dynamiczny odtwarzacz mp3 (można też puszczać muzykę bez włączania gry i cieszyć się ładnym visualizerem) jest to i tak dziełko ponadprzeciętne, by nie rzec- świetne. Dlatego też z czystym sumieniem stawiam całkiem wysoką notę i polecam wszystkim melo- i wybuchomanom.
Plusy: relaksująca, dynamiczna rozwałka w rytmie ulubionej muzyki
Minusy: mogłoby być więcej bonusów, przeciwników itd., NIE NADAJE SIĘ DLA EPILEPTYKÓW
Ocena: 8.2 Świetna zabawa za niewielkie pieniądze
Posty o podobnej tematyce:
Jeśli spodobał Ci się ten blog, zapraszam do subskrypcji RSS!
Grałem w demko, całkiem smaczna sprawa. Szczególnie, kiedy puściłem jakąś mocniejszą elektronikę.
Dorzucę jednak wadę: wygląd przeciwników i ich rakiet. Zamiast ładnych, kolorowych niewiadomoców walczymy z… rysunkami. Słabe.
Testowane na:
- Fatboy Slim
- Prince
- Norah Jones
- Mando Diao
- Angerfist
Meega :D
Osobiście nie grałem, ale na tego typu produkcjach fajnie wychodzi „Radio Protector” 65daysofstatic, albo kawałki z okolic drum&bass czy dubstep.
Ale perspektywa „Push the tempo” Fatboya też brzmi ciekawie.
@Ufnal: Tori ssie.
A niebo jest zielone, spoko, to też mnie nie rusza :D
Cut down on shrooms dude, cut down on shrooms.
Gierka przetestowana. Świetna zabawa, ale imho tylko przy szybszych kawałkach- wolniejsze nie pasują do klimatu i wieje nudą. Osobiście polecam wszystkie latynopochodne wymiatadła pokroju np duetu Rodrigo y Gabriela.
I czy ktoś wie, czy można jakoś sprawić, żeby to ustrojstwo działało na nie-xboxowego pada? Bo klawiatura NAPRAWDĘ boli.
Ja osobiście testowałem na klawirce i nie było źle. A co masz do Xowych padów?
Np. fakt, że takowego nie mam. Ale luz, skołowałem sobie emulatorka i hasa. I naprawdę na padziochu dużo wygodniej jest.