Jeśli jest jedna rzecz, którą lubią i cenią sobie niemal wszyscy Gracze na świecie, to jest nią możliwość bezstresowego, darmowego, przedpremierowego pogierczenia w nadchodzącą nowość wydawniczą któregoś z branżowych gigantów. Zaraz potem, dodadzą szydercy, Gracze lubią gwiazdki z nieba i pieniądze rosnące na drzewach. Najprawdopodobniej mają trochę racji – tyle, że na podobne anomalie astronomiczno-ekonomiczne nie mamy raczej szans, a beta R.U.S.E. jest jak najbardziej w zasięgu ręki – a dokładniej w zasięgu Steama.
Zaskoczyliście nas niesamowicie. Zgłoszenia płynęły lawinowo praktycznie do ostatniego dnia. Skrzynka przy przeskakiwaniu między stronami odebranych maili kilkukrotnie odmówiła współpracy a i sam jej silnik coś jakby ociężalej chodził. Sporo się tego nazbierało. A co najlepsze, zestaw samych poprawnych odpowiedzi nadesłała tylko jedna osoba. Tylko jedno, pojedyncze zgłoszenie było w pełni zgodne z kluczem odpowiedzi i zasługuje na nagrodę. A wysłał je…
Każdy Gracz z wieloletnim stażem z biegiem lat zaczyna znajdować szczególne upodobanie w konkretnych typach gier. Moimi konikami, na przykład, są po pierwsze ambitne cRPGi fantasy, po drugie – dobre, skomplikowane strategie. Moim cichym marzeniem było zawsze połączenie genialnej serii Total War z settingiem fantasy i elementami RPG. Kiedy przeczytałem w wywiadzie z Michaelem De Platerem, że przed odejściem z Creative Assembly proponował swoim szefom stworzenie dokładnie czegoś takiego, ale został olany – miałem wielką ochotę kogoś palnąć. Na szczęście, nic w przyrodzie nie ginie i nie tak dawno na półki sklepowe trafiła produkcja nowa produkcja Neocore Games, Król Artur, która niemal idealnie spełnia moje marzenia!
Mam ogromną chrapkę na dobrego FPSa. W kilka się w życiu grało, ale jeszcze nigdy aż tak nie ciągnęło mnie do radosnego biegania z zawleczką od granatu w łapie i spluwą w gębie (albo na odwrót). No to śmiało, do sklepu i wybieraj, powiecie. Prawda, półki w Empikach czy innych Media Marktach aż uginają się od nadmiaru strzelanek. I, paradoksalnie, chyba właśnie z tego powodu nie mam ochoty na zakup żadnej z nich.
Witajcie drodzy czytelnicy serwisu Gemono! Pragnę Was serdecznie powitać w nowym dziale (o jakże naturalistycznym tytule związanym ściśle z czynnością wymaganą do obsługi dotykowego panelu zabawek Apple’a) poświęconym programom na iPhone’a i iPoda Touch. Na początek serwuję Wam recenzje dwóch gier i jednej aplikacji, które z pewnością są godne polecenia. Wybrane przeze mnie programy są darmowe, więc każdy z Was będzie mógł rozpocząć ich ściąganie z iTunes jeszcze w momencie przeglądania tekstu! Zaczynamy!
Od czasu naszego wielkiego powrotu minęło czternaście dni, równe dwa tygodnie. 310 dni minęło od czasu, gdy celebrowaliśmy setny tekst puszczony na główną. A od opublikowania naszej pierwszej notki na zupełnie wówczas inaczej wyglądającym blogu mającym w redakcji jedynie dwójkę absolutnie nieświadomych na co się piszą wariatów minęło dni 365. Minął równy rok. I oto jesteśmy, teraz, tutaj.
Historia gliniarza z mroczną przeszłością, który stara się zaprowadzić porządek na ulicach Miasta Aniołów, tajemnicza sprawa seryjnych morderstw, efektowne strzelaniny i pościgi, a to wszystko utrzymane w nurcie filmów kryminalnych klasy noir z lat 40-tych XX wieku. Tak pokrótce można opisać L.A. Noire, debiutancką produkcję studia Team Blondi pracującego pod skrzydłami Rockstar Games.
Czy przyszła Wam kiedyś do głowy myśl, jak mogłaby wyglądać bijatyka w świecie LittleBigPlanet? Na taki pomysł wpadł Mark Healey, jeden z twórców przygód Sackboya. Efektem jego prac jest Rag Doll Kung Fu: Fists of Plastic, typowo arcade’owa pozycja skierowana wyłącznie na dystrybucję cyfrową. Niby tytuł niepozorny, ale dający ogromną dawkę dobrej i, przede wszystkim, zabawnej rozrywki, której ogromny potencjał ujawnia się zwłaszcza podczas gry ze znajomymi.
Największy i najbardziej przehype’owany cRPG ubiegłego roku. Produkcja reklamowana mianem najlepszej mrocznej opowieści fantasy. Czy to prawda? Nie do końca mógłbym się zgodzić, ale jest w tym ziarno prawdy. Na dodatek twórcy zapowiadali Dragon Age, jako duchowego spadkobiercę legendarnego już Baldur’s Gate. Czy podołali temu zadaniu? Dzisiaj spróbuję odpowiedzieć na to pytanie.