VERSUS – Gears of War vs Gears of War 2

VERSUS - Gears of War vs Gears of War 2VERSUS jest stosunkowo świeżym cyklem, który jednak z Gemono! będzie przez długi czas. Dzisiaj prezentuję Wam najnowszy – trzeci już – odcinek VERSUS.

Po pierwsze, dział, którego celem jest porównanie dwóch konkurujących ze sobą pozycji, się zmienia. Kończę z numerkowaniem, doszedłem do wniosku, że jest to zupełnie niepotrzebne. Po drugie – oceniaczka. Będzie! No i najważniejsze – trzecia odsłona jest odstępstwem od reguły działu. Tym razem na bezpośrednie starcie typu „jeden na jednego”, nie wyślemy dwóch konkurujących ze sobą pozycji. A tytuły, które stworzył ten sam fachowiec – Cliff Bleszinski. Strzelanka z celowaniem znad ramienia kontra jej kontynuacja. Awesome? Od bardzo dawna chciałem zmierzyć obie gry, podzielić się przemyśleniami i nadszedł najlepszy moment by to zrobić. Poza tym napiszcie w komentarzach jak VERSUS Wam się podoba i czy w ogóle się podoba. Raczcie też wspomnieć o ewentualnych prośbach i zmianach. No to do boju. Od dziś cykl będzie „bigger, better and more badass” i uwierzcie, nie skończy się to tylko na obietnicach (jak w przypadku jednej z omawianych przeze mnie w tym odcinku produkcji). Show must go on!

Epic Games z Bleszinskim na czele to prawdziwe monstra. Nie tylko stworzyli wspaniały silnik graficzny, ale dopracowaną w prawie każdym względzie grę ekskluzywną na Xboxa 360. Być może nie wiecie, że to właśnie Gears of War był powodem, dla którego najnowsze dziecko Microsoftu ma raz więcej pamięci. Dlaczego? Ano to proste, twórcy „przekupili” słynnego Billa pokazując mu dwie wersje ich gry – jedna na konsoli z 256 MB, druga z 512. Wynik tego zdarzenia znacie, panowie byli zachwyceni. Brawa dla ekipy i oddajemy hołd. Potajmnie mam w domu ołtarzyk dla Was. No dobra, żartuję, ale gratulacje za takie akcje (ale rym!).

To były mniej więcej początki Gears of War. Świetnie zapowiadającej się strzelanki z widokiem TPP, która mogła pochwalić się szokującą grafiką i rewelacyjnym cover systemem. Jak było z drugą częścią legendarnej już gry Epic Games? Bleszinski mówił, że gra będzie „bigger, better and more badass”, czyli po prostu mocniej i bardziej zajebiście. Później zrezygnował jednak z tego sloganu, mówiąc, że gra będzie po prostu bardziej epicka. Często jest tak, że twórcy mają długi język przed premierą, a później się okazuje, że wszystko to albo przegadane, albo po prostu nie ma. Tym razem było inaczej, ale moim skromnym okiem (tak, moje oko jest skromne!) epickość to największa wada tej produkcji. Dlaczego? O tym dowiecie się zjeżdżając niżej, czytając resztę tego jakże dobrego artykułu.

Gears of War opowiada o Marcusie Fenixie – dopakowanym mięśniakiem, z wyglądu przypominającym do bólu Pudziana. Coś w tym jest, ale wątpię, że CliffyB wzorował się na polskim strongmanie. Ale kto wie… Nie ważne. Ważna jest fabuła, której w sumie nie ma. Ale jest. Towarzyszem (czy tam kumplem) herosa jest Dom – taki tam, mniej dopakowany, ale też heros. Tak jakby. Fabuła kręci się wokół najechania obcych na planetę Sera. Tak, naprawdę właśnie tak nazywa się planeta, na której toczy się akcja gry. Nie wiem czemu ludzie kojarzą to z żółtym (albo białym, niektórzy nawet z serkiem topionym) serem. I to w zasadzie wszystko. Druga część serii opowiada o Jacinto. Miasto to jest jedynym schronieniem i szansą na ocalenie ludzkości. Brzmi groźnie? Powiem może w ten sposób. Pierwsza część serii jest na marnym poziomie fabularnym, czyli niby coś się dzieje, ale w sumie chodzi o strzelanie. Mimo wszystko to najlepsze wyjście dla tego typu gry. W kontynuacji faktycznie poszli na epickość i co z tego wyszło? Kaszka z mlekiem. Dodajdzie do tego za dużo przypraw. Smaczne? Niezbyt. Cóż, Gears of War 2 stara się być ambitniejszy jeżeli chodzi o scenariusz, przy tym nie za dobrze mu to wychodzi. Biedna gra się łudzi, co? Mamy Doma, który co chwile płaczę za żoną (która jest zaginiona), jakieś rozterki, wyrzuty sumienia. Wyszło tandetnie i kiczowato i znacznie gorzej niż w części pierwszej, gdzie starano się o minimalizm fabularny.VERSUS - Gears of War vs Gears of War 2Gameplay. Cóż, rozgrywka jak rozgrywka. W obu częściach chodzi o dokładnie to samo – wyżynanie przeciwników. Wzorem Resident Evil 4, mamy jeden przycisk odpowiedzialny za wszelakie akcje (wchodzenie na drabiny, uruchamianie przycisków itp.). Gearsy zresztą ostro przypominają tytuł Capcomu pod względem sterowania, tyle że wzorem obecnych czasów, możemy chodzić i strzelać w jednym momencie. W porównaniu do Residenta, wydaje się to być nadzwyczajne, a przecież powinno być to normą. No, ale Japończycy zawsze byli dziwni. Postać wzorem nie zgadniecie jakiej gry, jest po lewej części ekranu a celowanie odbywa się za pomocą lewego spustu. Możemy też strzelać na oślep, co ma swój plus – będąc przy osłonie, nie narażamy się na obrażenia, przy czym minusem jest gorsza celność. Zresztą system osłon to najlepsze co mogło się tej grze przydarzyć. Osobiście powiem szczerze i może to być nieco subiektywne zdanie. Wyszło to twórcom aż za dobrze. Czemu aż? Dlatego, że za dużo konkurencyjnych producentów podchwyciło metodę i coraz więcej gier posiada cover system. Czy to źle? Ano dla mnie źle, bo GoW się czymś wyróżniał, teraz za bardzo się nie wyróżnia. Poza tym nie każda gra tego potrzebuje. Ale Gearsy w tym aspekcie to amfetamina połączona z kokainą! Postać pięknymi animacjami przechodzi z jednej osłony na drugą, pięknie się schyla. Mógłbym tak długo wychwalać ten system, ale po co (będę złośliwy – Uncharted ma to ładniej wykonane)? Wystarczy powiedzieć, że i przydatne i efektowne, więc czego chcieć więcej? Pod względem założeń rozgrywki, jak i sterowania obie części wypadają identycznie. Chować się, strzelać, później znowu chować.

Coś to jednak jest nie tak. Ale co? Ano proste. Gears of War to bardzo klimatyczna produkcja. Poczucie bezsilności, bezsensu tego wszystkiego. Czteroosobowa grupa trzymająca się razem by przeżyć – tak, to miało sens. Dramatyzm akcji i przedstawionych wydarzeń. Kontynuacja wypada pod tym względem o wiele gorzej. Kilka kilometrów w tył albo w dół, jak tam wolicie. Gra jest bardziej epicka, tak? Kosztem klimatu? No, panowie, co wyście narobili? Gra została pozbawiona dreszczowej atmosfery części pierwszej. To mi się bardzo, ale to bardzo nie podoba. Lansowanie się Lancerem i rozpruwanie ciał wrogów już nie jest takie fajne. W takiej otoczce. Mamy jakieś najazdy na wrogów, wielkie mechy, jakiegoś przodka predatora. Przyznam, że w trzecim rozdziale, klimat jakoś się pojawia, ale na pewno nie jest tak nasycony jak w poprzedniczce. To w połączeniu z tandetną fabułą typu „no, panowie, teraz będziemy ambitniejsi, tylko wiecie, jesteśmy w tym niedoświadczeni, może w następnej części wyjdzie lepiej” daje kicz na maksa. I to kicz, który fajny nie jest (bo np. taki w grze House of the Dead: Overkill jest idealny i soczysty). A co wolicie? Kicz czy coś na poziomie? To pytanie retoryczne, nie oczekuję odpowiedzi w komentarzach. Chociaż możecie takie zamieścić.

Druga część obfituje w rzeczy, których brak w poprzedniczce. Są to na tyle kosmetyczne bajery, że nie robią ani wielkiej ani nawet średniej różnicy. Lancer tnie teraz – uwaga, uwaga – na dwa sposoby! WOW! Dodano po prostu animację rozcinania gdy zajdzie się wroga od tyłu. Plus, bo jakoś zawsze wolałem rozwalić wroga tym drugim sposobem, ale szkoda, że nie Epic nie pokusiło się o większą ilość animacji. Tak z dwadzieścia, hehe. Większym „bajerem” jest pojedynek Lancerów. Brzmi fajnie? Postacie zderzają się nimi niczym mieczami świetlnymi i liczy się masherowanie przycisku X. Tak, to ten po lewej. Jak wyszło? Jako urozmaicenie – spoko, zajebiste urozmaicenie. Ale w multi? Cóż, o multi później. Ale i tak muszę powiedzieć, że to beznadziejne. Z nowości można też wymienić „doczołgowanie” się do kompana, podczas zaliczenia porządnej serii. Jakieś tam nowe bronie (moździerz i działko obrotowe) sprawują się nieźle, chociaż karabinu i tak nic nie przebije. Albo strzelby. Ani snajperki. No, w każdym bądź razie nie są za fajne (co innego w multi, „rządzą” – bra mi słów…”. Są też nowe przedmioty jak tarcza, którą można wbić w ziemię lub chodzić z nią osłaniająć się. Wówczas naparzamy z pistoletu, ale co tam, i tak jesteśmy fajni.VERSUS - Gears of War vs Gears of War 2O trybie wieloosobowym będzie dość krótko, ponieważ nie grałem w żaden z nich zbyt długo. Wiem tyle, że druga część to kalectwo pod tym względem. Miało być lepiej, miało nie być przewagi hosta, miały być bardziej wyrównane mecze. A co dostaliśmy ostatecznie? Zamiast mrożących krew w żyłach ośmioosobowych, krótkich pojedynków, dostaliśmy jakieś śmieszne pięcioosobowe wygibasy. Zrozumcie, Gearsy w multi to był hardkor. Prawdziwy hardkor. A tu, tak jakby każdy z graczy krzyczał „jestem hardkorem”. Tak, naprawdę tak bardzo absurdalny jest multiplayer. Ludzie strzelają bezczelnie z moździerzy i w ogóle kiepskie to. Grywalne? Może i dla niektórych będzie, ale daleko tu do poprzedniczki. Każda z map charakteryzuje się jakąś rzeczą, np. w jednej co jakiś czas spada lawina śnieżna i trzeba się kryć. W innej można włączać lasery zabijające gracza. Jest też mapa, w której na środku jest wielki, obleśny potwór, który… w sumie nic nie robi, ale zasłania, no. Starczy? Podsumuwując, Gearsy drugie to porażka pod względem online. I już. Co innego tryb Horda! Whoah. Maksymalnie cztery osoby muszą przeżyć na jakiejkolwiek mapie pięćdziesiąt ataków wrogów. Każdy coraz silniejszy i bardziej niebezpieczny. Tak, to jest prawdziwa zabawa. To są emocje. Miły dodatek, ale jeśli jarają Was takie tryby to polecam doskonały Left 4 Dead.

Pora kończyć, bo naczelny zabije za za długie teksty. Ale ja muszę jeszcze coś o grafice napisać! Mogę? No jasne, że mogę. Nawet wypadałoby. Silnik jakim jest Unreal Engine 3.0 to bardzo d obra zabawka dla deweloperów. Wiecie jednak co czyni ją najmocniejszą? Fakt, że jeśli w łapach mają go CliffyB i spółka. To co potrafią zrobić z tym enginem przechodzi najśmielsze oczekiwania. Powiedziałbym, że z silnika wyciągnięto już praktycznie wszystko, ale pewnie i tak wyjdzie Gears of War 3 i mnie zmiażdży. Co jednak powiecie na to, że poprzedniczki też miażdżą? I to siłą, której nie powstydziłby się Marcus (czy tam Pudzian). Zaraz wyjaśnię dlaczego część pierwsza podoba mi się bardziej od kontynuacji, ale słówko o obu odsłonach. Rewelacyjna gra świateł, znakomite modele postaci, pięknie bryzgająca krew i prześliczne lokacje. Tak, to Gears of War. Ponury, posępny i maksymalnie dopakowany. Co nie pasuje mi w drugich Gearsach? Lokacje są większe. Dlaczego to jest moim zdaniem minusem? Po pierwsze – przez większe miejscówy, tekstury wydają mi się gorsze. W jedynce też zdarzały się nieco rozmyte, ale tu taki widok jest częstszy. Co powiecie jednak na to, że gra jest bardziej kolorowa? Może nie jest to Master Chief i pokemony, ale więcej kolorów, moim zdaniem dało kopa w dupę, już i tak leżącemu klimatowi.

Ja wypada podsumować cały tekst? Singleplayer GoW jest klimatyczny, ponury i naprawdę wypełniony po brzegi (i kąty!) akcją. Czego chcieć więcej? Szczególnie jeśli multiplayer jest o wiele lepszy? Co prawda brakuje bardzo fajnego trybu Horde, ale przecież liczy się przede wszystkim tryb dla jednego gracza. Zresztą w tryb dla jednego gracza można grać we dwóch graczy i to w obu częściach! Uwielbiam tryb kooperacji, a w tej serii sprawdza się dobrze (RE5 idealnie). Niektórych single nie obchodzi i od razu zamulają w multi, więc przepraszam za stwierdzenie, że single jest najważniejszy. Ale cicho! Mój artykuł i wyrażam swoją własną opinię, starając się być przy tym obiektywny w najważniejszych elementach gier. Dla mnie tryb dla jednego gracza to najważniejsza część całej zabawy i już. Krótko mówiąc, polecam część pierwszą. Ewentualnie część drugą.

Gears of War:

Plusy: klimat, „hardkor”, wyrzyna, multi

Minusy: to co jest w GoW2 a nie ma tutaj

Ocena: 9.0 Wyrzyna jakich mało!

_____________

Gears of War 2:

Plusy: horda, długość, trzeci akt

Minusy: „epickość”, bardziej kolorowa grafika, kicz

Ocena: 8.0 solidna strzelanka

Posty o podobnej tematyce:

  1. Gears of War 2 na PC?
  2. DLC do Gears of War 2 w drodze
Jeśli spodobał Ci się ten blog, zapraszam do subskrypcji RSS!

3 Komentarzy do wpisu “VERSUS – Gears of War vs Gears of War 2”

  1. Grz3chu pisze:

    nie dane mi będzie zagrać w dwójkę, więc się nie wypowiadam.
    Jedynka była OK, ale jakoś uniwersum mi nie odpowiadało, no i Uncharted skopał tej grze tyłek ;-)

  2. DarthStan pisze:

    Grz3chowi uniwersum nie odpowiadało bo jak rodzicie ogladali w co gra to mu prąd wyłaczali. A co do gier, jedynka była spoko i to nawet bardzo, ale czy zalicza się ona do najlepszych gier w jakie grałem – NIE!. O dwójce sie nie wypowiada bo grałem raptem z 1h na PGA.(musze to nadrobić).

  3. jojok21 pisze:

    Mogę się zgodzić z tym, że dwójce przydałoby się więcej „kameralności” rozgrywki. Trzeci akt jest bardzo fajny pod tym względem. No i przede wszystkim – mniej łażenia po podziemiach! W trójce już chodzenia po jaskiniach nie powinno być, skoro zostały zalane woda. Ale i tak pewnie wcisną jakieś wodoszczelne kombinezony do nurkowania i będziemy radośnie kicali po podwodnych grzybkach wyrzynając zmutowane rybo-locusty, hiehie. No dobra, rozmarzyłem się.
    Epickość tej grze jest potrzebna – ale musi to być wykonane porządnie i z umiarem. Nie powiem, fajna była by jakaś końcowa akcja z ogromnym natarciem sił ludzkości na siedzibę królowej w trójce (setki oddziałów, wybuchy itp.) – oczywiście sam boss fight tylko i wyłącznie we dwójkę z kompanem. Królowa ma być takim skurczybykiem jak Raam i tyle w tym temacie. A nie jeden strzał z Hammera i po stworze (GoW 2).
    Przykładowo: królowa najpierw wypuszcza z klatek Berserkery. Musimy je rozwalić jakąś wymyślną metodą. Potem parę innych „mięs armatnich” do rozwalenia i już walka twarzą w twarz z królową (najlepiej jakąś zmutowaną, a nie w ludzkiej postaci :P). O, mógłbym gry reżyserować :P
    W sumie jedynka może i jest lepsza od dwójki, zawsze miałem odmienne zdanie, ale dopiero niedawno skończyłem obydwie części jedna po drugiej… i jednak jedynka jest lepsza ;)

Skomentuj!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>