Ufnal kulturalnie #1 – Science Lemiction

Ufnal Kulturalnie #1 - Science Lemiction

Kolejny etap mojego niecnego planu podboju świata wchodzi w życie. Dzięki połączeniu uroku osobistego, logicznej argumentacji i hipnozy udało mi się przekonać Sepha, by pozwolił mi utworzyć dział z felietonami autorskimi. Co drugą środę (na zmianę z GemonOLDem) dostarczać Wam będę w nim kolejne porcje przemyśleń, zwykle tylko częściowo związanych z grami – o literaturze, kulturze, muzyce, filozofii, etyce i cokolwiek jeszcze ślina na klawiaturę przyniesie a co uda się jakoś wtłoczyć w zakres tematyczny Gemono! Na początek może nie będzie jeszcze jakoś bardzo awangardowo, ale niech no się tylko rozkręcę…

Dzisiejszy tekst pozwolę sobie zacząć od anegdotki. Jakieś dwa tygodnie temu, tuż po północy, Ufnal krążył po swoim pokoju, nie mogąc zasnąć. W czasie tego krążenia wzrok jego wędrował po rozlicznych półkach z książkami, by wreszcie zupełnym przypadkiem zatrzymać się na grzbiecie nieco już przez niego zapomnianych „Opowieści o pilocie Pirxie” śp. Stanisława Lema. Po krótkiej walce ze zdrowym rozsądkiem Ufnal wylądował w łóżku z wyżej wymienionym woluminem w dłoniach, obiecując sobie, że przejrzy tylko swoje ulubione opowiadanie („Albatros”, jeśli by to kogoś ciekawiło). Jedną trzecią książki później oderwał z trudem wzrok od rzędów liter i spojrzał na zegarek. Była druga nad ranem. Cudownie.

W tym miejscu można by zacząć się rozpisywać nad przyczynami, dla których lektura „Pirxa”, choćby i po raz piąty, jest tak wciągająca i przyjemna. Przez resztę niniejszego tekstu mógłbym rozpływać się nad barwnym, żywym i ciekawym językiem i nie nazbyt wyraźnie zarysowanym (by swoją osobowością nie przesłaniać fabuły) a jednak sympatycznym w swej delikatnej pierdołowatości i przestarzałych zasadach moralnych głównym bohaterem (tytułowym Pirxem), podziwiać wyobraźnię, z jaką pisarz konstruował nierealia przyszłości, w której ludzkość sięgnęła gwiazd i opiewać wspierającą ową wyobraźnię rzetelną, naukową wiedzę. Ciężko jednak byłoby z tego zrobić naprawdę ciekawy felieton. Zamiast układać peany na cześć najpopularniejszego w szerokim świecie polskiego pisarza, postanowiłem więc spojrzeć na jego twórczość z nieco innej strony. Otóż, czytając „Pirxa”, „Niezwyciężonego” czy „Fiasko” (dzieła powiązane tematyką – statki kosmiczne i przyległości – oraz faktem, że je uwielbiam), człowiek odnosi wrażenie, że z tych emocjonujących opowieści o dzielnych kosmonautach i ich potężnych okrętach dałoby się zrobić niezły film czy dobrą grę. Niestety, pewne elementy lemowskiej prozy poważnie utrudniają przełożenie jej na język taśmy celuloidowej, o bitach, bajtach i pikselach nawet nie wspominając. A szkoda, bo to między innymi właśnie te aspekty stanowią wyróżnik powieści Lema na tle innych dzieł utrzymanych w konwencji science fiction.

Ufnal Kulturalnie #1 - Science Lemiction

Spójrzmy chociażby na rzecz z pozoru błahą – życiem na statku. Składa się na nie szereg standardowych czynności, takich jak sterowanie pojazdami i sytuacji w rodzaju spotkań załogi w mesie. Zdawać by się mogło – banał. Tak uważa chyba większość twórców filmów i gier, całkowicie olewając techniczno-prozaiczny aspekt podróży kosmicznych. No, może z wyjątkiem okrzyków „Daj mi więcej mocy!” czy „Napęd hiperprzestrzenny aktywny!” tudzież zabawnych scenek z Hanem i Chewbaccą reperujących Sokoła Milenium. W czasie wszelkiego rodzaju potyczek sprawy wyglądają nieco – ale niewiele – lepiej, w końcu trzeba widzowi/graczowi powiedzieć, czy statkowi urwało kondensator emancypaltografowy czy kongregator konklawiczno-habemuspaparny, a może dyferencjał stereofonizacji znieczuleniowej. Ustalaniem, jaką funkcję pełnią te cudeńka techniki, nikt nie zawraca sobie oczywiście głowy. Z oddawaniem zachowań załogi w sytuacjach rutynowych – na naradach i posiłkach, za sterami, w czasie drobnych napraw – jest nieco lepiej, przynajmniej w mediach wizualnych (głównie w serialach, w których trzeba czymś zapychać czas pomiędzy scenami akcji i dialogami). Gry jednak (z wyjątkiem RPG w rodzaju KotOR – tam jednak nie mamy do czynienia z załogą statku senso stricto, a zaledwie z drużyną zebraną na jego pokładzie) pozostawiają w tym względzie wiele do życzenia.

Czego bym sobie w takim razie życzył? Możliwości obserwowania działającego logicznie i zgodnie z prawami fizyki statku, na którego pokładzie realistyczni pod względem psychiki i obowiązków członkowie załogi wykonują swoje niezbędne prace w sposób zgodny z ich osobowością i atmosferą panującą na okręcie. Powiecie, że fantazjuję? To spójrzcie na Silent Huntera, najlepszą symulację łodzi podwodnej w historii komputerowej rozrywki. Mamy tam załogę (co prawda nie do końca spersonalizowaną – ale zdarzają się „marynarze specjalni”) oraz realistycznie działający okręt, pracujący zgodnie z prawami fizyki i wymagający wykonywania prozaicznych, ale zarazem fascynujących czynności – niespokojnego przepatrywania horyzontu za pomocą peryskopu, wsłuchiwania się w popiskiwania sonaru, obliczania toru lotu torped… A przy tym wszystkie zbyt uciążliwe obowiązki możemy scedować na komputerowych adiutantów. Wystarczy przenieść akcję w kosmos, pobiedzić się odrobinę nad fizyką, dorzucić większy wpływ morale i psychiki załogi na wydarzenia – i możemy na żywo odtwarzać „Rozprawę”, jedną z najlepszych części „Opowieści…”.

(A gdyby ktoś miał gdzieś zarządzanie zasobami ludzkimi, a za to bardzo spodobała mu się wizja realistycznej fizyki w symulatorze kosmicznym – polecam poszukać stareńkiej gry I-War).

Ufnal Kulturalnie #1 - Science Lemiction

Druga rzecz wyróżniająca opowieści Lema spośród innych historii o statkach i ich załogach to sposób konstrukcji fabuł. O ile  większość gier, filmów i książek sci-fi, zwłaszcza rozgrywających się w przestrzeni międzygwiezdnej, koncentruje się na zbrojnych starciach pomiędzy członkami różnych ras i stronnictw lub artefaktach pozostawionych przez pradawne istoty z innych galaktyk, o tyle w takim „Pirxie” i jednego i drugiego jest jak na lekarstwo. Zamiast tego nasz dzielny pilot zajmuje się badaniami naukowymi na zapyziałych placówkach, udziałem w akcjach ratunkowych w kosmosie, rozwiązywaniem zagadek związanych z przeszłością statku, którym dowodzi czy ryzykownymi manewrami wokół pierścieni Saturna. Z kolei w „Fiasku” ziemski okręt kontaktuje się wprawdzie z obcą cywilizacją, nie dochodzi jednak do bitwy. Ba, cały problem polega na tym, jak tę cywilizację odnaleźć i jak się z nią skontaktować. Wreszcie w „Niezwyciężonym” mamy co prawda i artefakty, i wrogo usposobionych obcych, ale całość – od badania globu przez lądowanie i ekspedycje badawcze aż po walkę z nieznanym przeciwnikiem – wygląda zupełnie inaczej, niż przyzwyczaili nas do tego klasycy gatunku.

Oczywiście, nie mówię, że filmy i gry muszą koniecznie opowiadać o śledztwach na pokładzie, lotach transportowych czy zabawie w SETI. Jednak sytuacja taka, jak w „Niezwyciężonym” – badanie obcej planety za pomocą zróżnicowanego sprzętu i wiedzy, a następnie próba identyfikacji i odparcia agresora – mogłaby już stanowić kanwę całkiem niezłej gierki. Trochę strategii (zarządzanie zasobami i personelem), trochę gry taktycznej a la Jagged Alliance czy inne UFO (działania polowe), trochę przygodówki albo gry logicznej (główkowanie nad zagadkową technologią i taktyką przeciwnika)… Jak dla mnie – brzmi smakowicie.

Ufnal Kulturalnie #1 - Science Lemiction

No i rzecz trzecia – technologia. Jeśliby oceniać na podstawie gier „kosmicznych” perspektywy rozwoju naukowego ludzkości, to można by uznać, że jesteśmy rasą wyjątkowo kreatywnych sadystów. Broń, broń, broń, broń, broń. No dobra, trochę pancerzy też się znajdzie. I broni. W filmach i grach nie będących symulatorami jest już trochę lepiej – mamy nowoczesne komputery, kopuły ze sztuczną atmosferą, holograficzne projektory i inne cuda. Ale najważniejsza w 95% przypadków jest BROŃ. Zazwyczaj niezbyt oryginalna – jakieś fikuśne promienie, miotacze plazmy, protonów, neutronów, elektronów, kwarków, kwantów, Kwintów i ekstrementów. Czemu nikt nie mógłby zerknąć do książek Lema? Tam technologie militarne często okazują się mniej przydatne niż wiedza teoretyczna i sprytnie wykorzystane technologie niebojowe (butle z gazami do tworzenia chwilowej namiastki sztucznej atmosfery w „Polowaniu” czy „czapka-niewidka” z „Niezwyciężonego”). Gdy zaś w końcu przychodzi co do czego, ludzie potrafią użyć czegoś więcej niż głupich promyczków. Stosując zaawansowaną maszynerię, potężne źródła energii i fizykę rozwiniętą do punktu, gdzie równie dobrze mogłaby być magią, potrafią odstawić prawdziwy kosmiczny holocaust – choćby wysadzić księżyc kilkoma specjalnymi pociskami.

A teraz wyobraźcie sobie taką grę, ewentualnie film: Ekipa wybitnych specjalistów ląduje na nieznanej planecie, rozsyłając po okolicy zmechanizowane patrole. Przed oczami gracza/widza przelatują ujęcia krajobrazów, fauny i flory i informacje o środowisku, które mogą okazać się przydatne w nadchodzącym starciu. Konflikt jest bowiem nieunikniony – od początku w powietrzu czuć napięcie, członkowie załogi czują się obserwowani… I w końcu starcie – czy pomiędzy dwoma wrogimi częściami ekipy czy ludźmi i jakimś obcym zagrożeniem – wybucha. Nie w postaci bitwy bandy frajerów w skafandrach i z laserami, a starcia umysłów, w pośpiechu tworzących nowe fortele, planujących uderzenia specjalnymi głowicami w strategiczne punkty obrony przeciwnika, wysyłających armie robotów wyposażonych w wymyślne urządzenia do otwierania wrogich systemów obronnych niby puszki konserw. Po twarzach dowódców, niczym w ekranizacjach powieści Toma Clancy’ego, ścieka pot, gdy obserwują za pośrednictwem niskoorbitowych sputników, jak ich misterne plany wcielane są w życie… Czy to tylko ja, czy to faktycznie byłaby świetna odskocznia od niesamowicie widowiskowych, całkowicie chaotycznych, nielogicznych i nierzadko wręcz głupich starć rodem choćby z Gwiezdnych Wojen?

Wielka to szkoda, że Stanisława Lema nie ma już z nami, tak jak szkoda, że przez ostatnie dwadzieścia lat życia nie zajmował się science fiction. Niewielu było w historii tego pisarzy równie oryginalnych, inteligentnych, niezależnych i gardzących skostniałymi schematami. Równie głośno należy jednak płakać nad tym, że przetartymi przez Lema ścieżkami niemal nikt nie idzie. Może od biedy Jacek Dukaj porywa się na równie intelektualną prozę, on dryfuje jednak w stronę rozważań bardziej filozoficznych i metafizycznych oraz poetyki fantasy. A właściwie całe komputerowo-telewizyjne sci-fi (oraz niemała część książkowego) wciąż płynie swoim dotychczasowym nurtem – wprawdzie bardzo przyjemnym i widowiskowym, ale coraz bardziej zastałym i nastawionym na efekciarstwo. Czy to się kiedyś zmieni? Oby…

Posty o podobnej tematyce:

  1. Ufnal Kulturalnie #8 – Gry Wojenne
  2. Ufnal Kulturalnie #6 – Ci źli
  3. Ufnal Kulturalnie #9 – Immersja vs Dystans
  4. Ufnal Kulturalnie #5 – …a może poczytać?
  5. Ufnal Kulturalnie #2 – Dante – i co dalej?

dodajdo

7 Komentarzy do “Ufnal kulturalnie #1 – Science Lemiction”

  1. DarthStan mówi:

    Takie podejście do sprawy jest po prostu nużące, powiedz mi czy walka na odległość taką nie jest(owe głowice czy roboty), czym byłyby Gwiezdne Wojny gdyby nie miecze świetlne i walki pomiędzy myśliwcami? Walka oko w oko z przeciwnikiem jest dużo bardziej emocjonująca niż walka z wrogiem schowanym gdzieś w jakimś schronie. Może jestem prosty i lubię zwykła młóckę, ale taki film jaki ty zaproponowałeś nie odniósł by sukcesu,moim zdaniem, a co do gier chyba już takie sa, prawda, lub trochę w tym stylu(mowa o RTSach jak WoC czy EndWar).

  2. jojok21 mówi:

    Zgadzam się tu ze Stanem.
    ————————————
    Ciekaw jestem czy nadążycie z tymi wszystkimi felietonami, artykułami, recenzjami i Bóg wie czym tam jeszcze ;-) . Sporo tego się zrobiło. Powodzenia życzę.

  3. Sephirath mówi:

    Za pół roku się zobaczy co ma 10 przeczytań a co 1000, wtedy podejmie się decyzje o zmianach w cyklu. Jest nas pięciu i jak na razie radzimy sobie naprawdę dobrze. Szczególnie, że już pojutrze WIEEEEEEEELKIE uruchomienie ;]

  4. Ufnal mówi:

    Stan – maybe. Ale mnie bardziej jara DEFCON niż EndWar, jeśli łapiesz, co mam na myśli. A EndWar jest akurat wyjątkowo średnio skomplikowaną i inteli gencką strategią, choć gra z radaru to ciekawe przeżycie :)

  5. DarthStan mówi:

    O właśnie DEFCON. Najnudniejsza gra w jaka przyszło mi w życiu zagrać. A mówi to osoba, której zarzuca sie że lubi najnudniejszy gatunek gier – RTSy. Co do EndWara chodziło mi o sterowania głosowe wydawanie komend i grę z radaru, brak surowców i sterowanie typowo taktyczne wojskami.

  6. Ufnal mówi:

    Kto mówi że RTS są nudne, niech jedzie do Korei Płd xD

    Co do EW – ok, ale jego wadą jest ogólnie pojęta prostota. Już bliżej opisanego przeze mnie ideału byłby, z tego, co czytałem, Perimeter. Ktoś wie, czy wydano go w Polsce?

  7. Axuwax mówi:

    Strasznie długi tekst,czasami trudno jest się zmusić do przeczytania jego jak jest średniociekawy lub po prostu nudny.Może następny będzie lepszy.

Skomentuj