
Lara jako ikona popkultury i jedna z najbardziej rozpoznawalnych przedstawicielek płci pięknej (lepszej, ładniejszej, bogatszej…), powinna godnie reprezentować zasłużoną już serię Tomb Raider. Jakość kolejnych to odsłon powinna być przynajmniej zbliżona do rewolucyjnej w wielu aspektach, części pierwszej. Tym czasem co część to gorzej, seria się stoczyła niczym wielki kamień z Mount Everest, ale złą passę przerwał nowy deweloper, którego inicjały są identyczne, co wcześniejszych twórców serii. I naprawdę szczerze chciałbym twardo rzecz, że najowsza odsłona serii jest fenomenalna i reszta producentów powinna śmiało się na niej wzorować. Tym czasem Tomb Raider: Underworld nie dosięga do pięt grze Naughty Dog w żadnym aspekcie. Mogę stwierdzić, że tytuł jest aż dobry, tyle, że bardziej pasuje tutaj słowo „tylko”.Trailery zwiastowały wybuch posiadłości Croftów, co zresztą dzieje się na samym początku gry. Do akcji momentalnie wkracza gracz i naszym zadaniem jest przejść bardzo platformową część gry, który jest stworzony w formie małego tutoriala, przypominającego zasady i sterowanie najnowszej części przygód Lary Croft. Lub zapoznanie się z tymi dwoma ważnymi elementami rozgrywki. By dowiedzieć się co działo się wcześniej i dlaczego nastąpiła eksplozja, cofiemy się w czasie (do tyłu!). Co ważne to fakt, że seria wróciła do korzeni jeszcze bardziej niż zrobiła to poprzednia część gry – Legenda. I to nie tylko jeżeli chodzi o rozgrywkę, ale także kwestię fabularną. Wracają różne ważne postacie z poprzednich odsłon, jest Natla, jest Amanda, są zwroty akcji, jest impreza.
Najważniejsza rzecz to fakt, że Tomb Raider: Underworld faktycznie jest najbardziej podobną odsłoną do części pierwszej, wyprodukowaną jeszcze przez Core Design. Powrócono także poniekąd do formy „otwartego poziomu”. Już wyjaśniam, co chodzi po mojej głowie. Otóż w Tomb Raider największy nacisk położony był nie tyle na wspinaczkę, co lepiej użytym słowem będzie tutaj „eksploracja”. Swobodnie po dojściu do końca planszy, można było wrócić do jej początku i przechadzać się po dostępnej lokacji wzdłuż i wszeż. A cele nie były „po drodze”, tylko naszym zadaniem było dowiedzieć się co trzeba zrobić. Nie jak w Uncharted: korytarzyk, pojawia się za Tobą mur, korytarzyk, mur, itd. Nie nadaję na grę Niegrzecznych Piesków, bo jest wyśmienita. Chodzi o to, że zachowano tutaj pewny rodzaj nieliniowości – wielka lokacja jest dostępna od razu i to naszym zadaniem jest dowiedzieć się gdzie iść, co robić dalej, itp. Nie jesteśmy mimo wszystko prowadzeni za rączkę, jak w Legendzie. I tak właśnie jest w Underworld, za co brawa (szczególnie idzie to odczuć w misji położonej w Meksyku). Liczba walk jest dość duża w tej odsłonie, ale tylko pod koniec gry. Mogę spokojnie rzecz, że 90% gry to skakanie, przechodzenie z półki skalnej na półkę skalną, huśtanie się na linie, itd. Jednym słowem – wspinaczka (+ takie małe coś, o którym wspomnę za chwilę) jest naszym przeciwnikiem. Bo dekoracją nie są lokacje, ale jednostki do rozstrzelania, urozmaicające rozgrywkę.

Bo szczerze powiedziawszy – walk mogłoby nie być. Są na tyle słabo wykonane, że większą przyjemnością byłoby dla mnie granie bez konieczności pociągania za spust. Starcia odbywają się na zasadzie takiej: o, przeciwnik, teraz naciśniemy przycisk i Lara sama z nim się rozprawi, a ja sobie poskaczę, żebym nie nie drasnął. Jak już powiedziałem – lepszym rozwiązaniem byłoby brak starć albo chociaż doprowadzenie do poziomu Uncharted. Czyli, że wiecie, jest cover system, jest strzelanie znad ramienia, jest zabawa. Jest również opcja, po dopakowaniu adrenaliny, by zabić przecniwnika jednym strzałem – wówczas musimy na weak point najechać kursorem. Słabe, nudne, bez polotu i bez sensu. Jeszcze przeszkadza kamera, często zamiast akcji, ukazująca ściany, błędy i cycki Lary.
Strzelamy do zwierząt, a jak! To jedyny plus, względem Uncharted (naprawdę tak często porównuję Tomb Raider do gry ND?). Są tygrysy, nietoperze, wielkie pająki i – dobra, koniec spoilerów. Znalazło się niestety miejsce na kilka jednostek ludzkich, co mało i tak przeszkadza w zabawie – przeszkadzają walki. Jako, że jest to kontynuacja Legendy, możecie zapomnieć o stałych broniach rodem z Anniversary, choć mamy tu inny system. Mamy kilka broni (strzelba, pistolety maszynowe, karabiny, jest też „usypiacz”), które zmieniamy sobie w menu, ale podczas rozgrywki mamy możliwość używania tylko dwóch – podstawowych, klasycznych pistoletów i drugiej wybranej broni, tej z menu.
Wszystko póki co jest pięknie (oprócz walk), zwiedzamy piękne lokacje, skaczemy, jest zabawa. Niestety nie jest. Słów kilka o grafice, designu i co najważniejsze – silnku gry. Cóż, gra jest naprawdę ładna i nikt nie odmówi jej uroku. Lara jest bardzo ładnie zrobiona, lokacje pachną pięknym designem i wykonaniem. Silnik może nie jest najważniejszy, ale może się naprawdę podobać. Szczególnie misja w Meksyku – deszcz, motor, świątynie, naprawdę fajnie się to prezentuje. Na screenach i podczas pauzy. Cięta riposta? Nie za bardzo… Silnik gry to jedna wielka padaka. Nie chodzi o sam wygląd, bo ten, jak już powiedziałem, jest całkiem urokliwy. BŁĘDY! Nie wina betatesterów, a pośpiechu w wydaniu gry (co rok, musi wyjść nowa część Tomb Raider) według polityki Eidosu. Ale naprawdę – jakieś dziwaczne animacje, Lara ginąca o ścianę (!), kamera obejmująca to co jest pod levelem. Jednym słowem – tragedia. Szczytem wszystkiego był błąd w jednym z poziomów, który uniemożliwił mi dalszą rozrywkę. A fakt, że nie ma w tej grze uruchamiania misji od początku zadecydował o rozpoczęciu gry od nowa. Oj, bolało.

Tak – walczymy z silnikiem gry i kamerą, niestety. Nie mamy natomiast bezpośredniego starcia z udźwiękowaniem gry. Bo muzyka bezsprzecznie jest najmocniejszym punktem gry. Są stare zremasterowane kawałki, są i nowe. No i jak zwykle – main theme to coś fajnego. Nie ma to oczywiście starcia do takiego OST z Halo 3: ODST albo Metal Gear Solid, ale w walce z bardziej przeciętnymi tytułami, Underworld jest jednym z lepszych. Co więcej, śmiem twierdzić, że gdyby nie sentyment, Underworld miałby najfajniejszy soundtrack ze wszystkich części.
Gra jest niezła. Aż i tylko niezła. Osobiście czekałem na zabójcę Uncharted. Się doczekałem. Ale cóż, gra się całkiem fajnie, gra wciąga, fabuła nie jest najgorsza, a grafika jest ładna. Zagadki są i przyznam, że było kilka momentów, w których nie wiedziałem co dalej. Wspinaczka daje radę, walki niestety nie. Jest 179 skarbów do odszukania, jest klimat, jest lara, są cycki… Jest nieźle.
Plusy: klimat, wspinaczka i eksploracja, design, zagadki
Minusy: BŁĘDY, BUGI, BYKI! beznadziejne walki, nierówna grafika
Ocena: 7.0 Nate nową Larą, ale stara Lara też jakoś daje radę
Posty o podobnej tematyce:
Jeśli spodobał Ci się ten blog, zapraszam do subskrypcji RSS!
Legendę przeszedłem raz, Anny też. Z Underworld poczekam na tanią serię. Tak a propos podsumowania: jakoś przyjemniej mi się ogląda skaczącą i wyginającą się Larę niż Nate’a…
A gdzie tam Tomb Raiderowi do Uncharted? Przepaść głęboka i wielka dzieli obie serie.
Mi o estetykę chodziło ;>