Recenzja – Halo 3: ODST

Recenzja - Halo 3: ODSTMarka Halo bezsprzecznie jest system-sellerem najnowszego dziecka Billa i jego świrniętej spółki. Na gry z tej serii czekają miliony, a statystyki mówią same za siebie – szpile sprzedają się wprost fenomenalnie, zaś ludzie są tak miłymi istotami, że grają wciąż i wciąż… Istnieją jednak tacy, dla których Halo to sam hype, nieoferujący nic poza nazwą i kolorowymi przeciwnikami, lekko podobnymi do Pokemonów. Cóż, gusta są różne i nie ma takiego produktu, który zadowoli wszystkich. Nie będziemy tutaj jednak oceniać najnowszej części przez pryzmat całej serii, ani tym bardziej fanów. Bierzemy pod lupę Halo 3: ODST – produkt pełny i gotowy, którego nic bronić nie musi – on broni się sam. A, i przyciąga. To najbardziej odosobnione Halo od poprzednich odsłon – nie ma tutaj ani na chwilę Master Chiefa – a jednak sprytnie wplecione w historię serii.

Rookie to członek licznego oddziału Orbital Drop Shock Troopers (ODST). To główny bohater gry, którego zadaniem jest odszukanie pozostałych marines w mieście New Mombasa. Już sam początek gry jest iście efektowny, a i marka zobowiązuje – czyli nie ma nawet mowy (ani szeptu!) o zobaczeniu pięknej twarzy naszego dostojnego hero. Tzn. nie wiem czy pięknej, bo jej nie widziałem, ale to bohater gry – musi być przystojny. Krótki wstęp do gry już obrazuje nam zmiany w serii, o których jednak za moment. Początek może nie zrywa czapek z głów, ale jest zrobiony bardzo efektownie i „lot” w dół to po prostu coś co musi się podobać. Gdy już zlecimy (spadniemy!), naszym przemęczonym oczom ukazuje się wcześniej wspomniana New Mombasa – klimatyczne miasto, po którym kroczymy naszym biednym śmiałkiem. Deszcz pada, jest ciemno, głucho i pusto. Całości klimatu samotności dopełnia muzyka w tle. Choć tak de facto, samotni wcale nie jesteśmy – przeciwnicy przechodzą tu i ówdzie. Co prawda to skrypty, i to w nieco sandboxowej grze, ale jakoś sprytnie wplecione. Zaraz, zaraz, jaki sandbox? Troszkę Was skłamałem, ale fakt pozostaje faktem – New Mombasa to miasto, które mamy do dyspozycji i spokojnie możemy sobie chodzić z punktu A do punktu B kiedy chcemy. Reszta jest całkowicie liniowa. No i możecie zapomnieć o zwiedzaniu i podziwianiu niczym w Liberty City – to klimatyczne, ale nic nie oferujące miasto.

Członkowie ODST są mocno ograniczeni względem Master Chiefa, więc nie ma opcji by Rookie był inny. Nie ma przy nas Cortany, wysokich skoków, noszenia dwóch broni jednocześnie, nie ma nawet używania przedmiotów, a zdrowie nie odnawia nam się automatycznie. Czujemy się więc jakbyśmy znajdowali się w nieco beznadziejnej dla nas sytuacji, ale nasze (gracza) umiejętności to rekompensują, choć fakt, że jest trudniej niż w poprzednich odsłonach, ale przynajmniej odniosłem takie wrażenie. Po mieście porozrzucane są apteczki, które odnawiają 100% naszego zdrowia. Jest klimat, przeciwnicy są jakby groźniejsi. I tym razem mamy wybór – możemy jechać „na Rambo” i starać się być jednoosobową armią, robiąc zadymę niczym w „Uprowadzonej”. Jest też opcja, by przeciwników eliminować po cichu i właśnie tą opcję polecam. Wspomniałem o tym, że nie można używać teraz przedmiotów, takich jak tarcza, niewidzialność itp. Co więc znajduje się pod tajemniczym przyciskiem „X”? Ciekawy i niezwykle pomocny „wizjer”, który nieco zmienia obraz. Możemy go używać przez cały czas i w ciemności jest jaśniej, kontury sa wyostrzone i jest dodatkowo jest różnica ich kolorów – niebieski to pomocne przedmioty (np. apteczki), czerwony to wroga jednostka, żółty to przedmiot, który jest niezbędny do pchnięcia akcji do przodu.Recenzja - Halo 3: ODST

Wiecie, jako Rookie musimy dochodzić do jakiejś ważnej części miasta, gdzie działo się coś wielkiego. Wtedy to znajdując przedmiot (kask, snajperka itp.) uruchamia się flashback – gramy byłym posiadaczem danego przedmiotu i uruchamia się po prostu misja. Wszystko jest wtedy jakby bardziej „jak w Halo” – jest jasno, jeździmy jeepami, starcia z przeciwnikami są na dużo większą skale. Oczywiście nadal dręczą nas ograniczenia względem Halo 3, ale to bardzo dobrze. Cieszy zestaw broni – mamy praktycznie wszystko co było już w poprzednich odsłonach i dochodzą dwie bardzo fajne zabawki. Pierwsza z nich to karabinek z tłumikiem, którego celność może i nie zachwyca, ale tłumik rekompensuje wszystko. O wiele ważniejszym gnatem jest jednak – taadaam! – pistolet z zoomem, który był mocno przegięty w pierwszej części gry. Teraz jest zamiennikiem naszych niedoskonałości względem zielonego rycerza. Broni tej mogę postawić ołtarzyk, ponieważ jest sprawcą sporej liczby headshotów. Dręczy tylko brak dużej ilości amunicji, szczególnie na poziomie gry Legendary.

No i to jest właściwie Halo 3: ODST w pigułce. Deszcz, łażenie po mieście, flashbacki (misje). Zabawa starcza na jakieś 6 godzin, które może nie są jakimś powalającym wynikiem, ale przypomnijcie sobie dwa fakty: Modern Warfare jest krótszy a ODST od początku był kreowany jako Expansion Pack do Halo 3. I nim jest. A przy okazji, jest widowiskowym tytułem, który nie staje się nudny choćby na moment. Całości dopełnia rewelacyjna ścieżka dźwiękowa. Większość to oczywiście dobrze znane motywy z części poprzedniej, natomiast to co dodali to nostalgiczne, „brudne” i przygnębiające kawałki. A saksofon po prostu rozdziabia kopary – naprawdę, warto przejść szpilę chociażby dla samej muzyki. Pobolewam natomiast nad oprawą graficzną. Nie żeby była brzydka, bo jest bardzo ładna. Tylko, że mogła być znacznie lepsza, bo przy takim Uncharted… a, weźmy Gears of War, żeby nie było „ale z Was fanboje”. No więc, przy takim Gears of War, to się po prostu chowa. A nie polecam się chować, bo lepiej jest przebić to, czego inni nie zdołali, a tej roboty twórcom odwalić się nie chciało. Ale wiem na ile zdolni są chłopcy z Bungie i panowie na pewno mieli by stworzyć wizualia, zrywające z głów. A tak, mamy niezgorsze tekstury, takie se modele postaci i nie tak znowu szczegółowe miasto. Niemniej brzydko nie jest.

Oprócz głównej kampanii, mamy Firefight – tryb, który spokojnie można określić jako zrzynka z Hordy, dostępnej we wcześniej wspomnianych Mechanizmach Wojny, a dokładniej ich drugiej odsłonie. Wybieramy więc mapę (dobrze znane miejscówki z kampanii), poziom trudności i utrudnienia, a celem jest przeżycie kolejnych to ataków ze strony nieprzyjaciela i nabicie jak największej ilości punktów. Taki tryb survival, który bawi i wciąga, ale ma niesamowity minus, który wielkościowo porównywalny jest do Skarabeusza z Halo 3. Mianowicie, możecie zapomnieć o rozgrywce z ludźmi z całego świata – można grać tylko w osobami na friendliście, bo brakuje tutaj matchmakingu.

Recenzja - Halo 3: ODST

Matchmaking jest natomiast w czym innym – osobnej, drugiej płycie, na której zwarty jest – UWAGA! – CAŁY multiplayer z Halo 3, wraz ze wszystkimi mapami, nawet tymi z DLC. I dodali trzy nowe. Łącznie mamy 24 areny do robienia rzezi w sieci, przez setki godzin grania. Czy to nie jest awesome?

Halo 3: ODST nazwałbym rzetelnym prezentem dla fanów, za ich wsparcie ze strony portfela. Jest inna klimatyczna kampania, wielkie bitwy i wydarzenia. Jest epickość. Tryb Firefight – zajebisty i szalenie emocjonujący tryb survival. A całości doskonałości dopełnia świetny multi, w którym na pewno trochę się pobawimy, ano i znajduje się w nim Master Chief, a nawet kilka! Więc w sumie w grze jest nasz przerośnięty pokemon. Niemniej, mamy wszystko co do szczęścia jest potrzebne i w zasadzie nie brakuje niczego. Bo czego miało by brakować? 10 innych trybów? Tja, już widzę te komentarze, że seria się totalnie zeszmaciła i życzą sobie 150 zlotych za jakieś durne kilka trybów. A tak, gra ma wszystko czego potrzeba (a nawet więcej – ponad 1400GS!) i mało kosztuje. Halo 3: ODST jest po prostu świetne.

Plusy: brak Master Chiefa, doskonała muzyka, klimat, niska cena, multiplayer, Firefight

Minusy: grafika nie powala, brak matchmakingu w Firefight

Ocena: 9.0 Doskonały prezent dla fanów!

Posty o podobnej tematyce:

  1. Otwarty świat w Halo 3: ODST
  2. Jak sprzedało się Halo 3: ODST?
Jeśli spodobał Ci się ten blog, zapraszam do subskrypcji RSS!

3 Komentarzy do wpisu “Recenzja – Halo 3: ODST”

  1. Grz3chu pisze:

    nie grałem. Grę oceniam 1\10 jak każdą część Halo xD

  2. AngRoss pisze:

    Jak dla mnie – Halo tylko w multi. A ty, tam na górze ty fanboju ty! X360 FTW~!!!!!111

  3. DarthStan pisze:

    Jak dla mnie żadne Halo nie zasługuje na ocenę wyższa niż 8…chociaż w to nie grałem. A uniwersum Halo sasysa;)

Skomentuj!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>