
Przy okazji premier wielu gier mających zostać hitami narzekamy na ich powtarzalność: że fabuła to już była w stu innych pozycjach (oraz milionie filmów i książek), mechanizmy są takie same jak w Gears of War, Call of Duty czy pierwszym Super Mario Bros., a i nic nowego dany tytuł nie wprowadza. W ten sposób pastwiliśmy się nad Resident Evil 5, ale już Modern Warfare zebrało same dychy i rozkochało w sobie graczy. A obydwie gry zbyt oryginalne nie były. Naughty Dog pokazało już, że potrafi robić kontynuacje swoich dzieł zupełnie innymi od oryginałów, ale w przypadku Uncharted 2: Among Thieves uczynili… inaczej.
Nathan Drake budzi się w zrujnowanym pociągu pasażerskim i zauważa, że jest ranny. Po chwili odnotowuje również fakt, że jego wagon zwisa sobie spokojnie z klifu gdzieś w pokrytych śniegiem górach. Jeszcze parę sekund i voila – główny bohater zwisa, trzymając się barierki, nad przepaścią. Jeśli oglądaliście trailery gry, prawdopodobnie znacie scenę. Możliwe, że kojarzycie też cel Drake’a: odnaleźć odwiedzone przez Marco Polo mityczne miasto Shambhala. W międzyczasie powalczymy z najemnikami pracującymi dla pokićkanego zbrodniarza wojennego, będziemy światkami zdrad, intryg, romansów. Fabuła, jak w pierwszej części, utrzymuje styl Indiany Jonesa i wszystkie jego wady oraz zalety. Cut-scenki śmiało możecie pokazać rodzicom – przypomni im się, jak kilkadziesiąt lat temu oglądali w kinie hit z Harrisonem Fordem. Zapewne pamiętacie też świetną grę aktora. Nolan North odpowiadający za głos i ruchy Nathana w Uncharted spisał się równie dobrze w kontynuacji: wręcz czuć, że mamy doświadczenia z prawdziwym człowiekiem, o rozbrajającym poczuciu humoru i często przypominającym nas samych. Na początku gry, Sully narzeka: „pocę się jak dziwka w kościele”. Po usłyszeniu pomyślałem: „dziwka w KOŚCIELE?!”, a co powiedział Drake? Cóż: „przyprowadziłeś dziwkę do kościoła?”. Nasz heros wiele razy powtarza, że nie ma w zwyczaju planować daleko w przyszłość. Podobnie działa logika niemal każdego gracza: „o, skoczę na tę półkę, a potem pchnę tę dźwignię… hej, coś wybuchło! No to idziemy dalej!”. Inne postaci odegrano równie dobrze, w czym wielka zasługa połączenia motion-capture z nagrywaniem kwestii mówionych. Aktorzy praktycznie grali swoje alter-ego zamiast podkładać głos podkładać głos w studiu.

Gameplay również nie jest niczym nowym, najprościej opisać go jako połączenie hopsania po platformach z Tomb Raidera i podkradniętego Gearsom chowania się za przeszkodami terenowymi. Tyle, że Uncharted 2 idealnie miesza najważniejsze (i najlepsze!) elementy praktycznie wszystkich gier akcji i action-adventure, niemalże pozbywając się ścisłego podziału na etapy składankowe, skakane i czysto shooterowe. Zawsze warto mieć broń w pogotowiu, ale od stylu ramboidalnego często lepiej sprawdzi się stealth. Wtedy, na przykład, wespniemy się po ścianie wieży obserwacyjnej i zrzucimy z niej perfidnego snajpera. Następnie możemy zabrać jego broń (wciąż nosimy przy sobie tylko dwie spluwki, z czego jedną podręczną) i samemu pobawić się w rozwalanie wrogów z dystansu… ale nikt nie zabrania nam rzucenia w perfidnego kampera granatem i rozwalenia jego kumpli walcząc twarzą w twarz. Wielokrotnie będziemy próbowali wymigać przeciwników, chociażby dla czystej satysfakcji z cichego rozwiązania problemu. Każda potyczka w Among Thieves przypomina komnaty z past genowych Prince of Persia – to zagadki, z różnymi sposobami na pokonanie ich. Zapomnijcie o tępym siedzeniu za osłoną i wychylaniu się co kilka sekund, aby oddać strzał. Tu bezpieczniej ciągle być w ruchu. Chociażby, żeby uniknąć opancerzonych przeciwników dzierżących shotguny i Desert Eagle, a nawet miniguny. Skoro już do tego doszliśmy: arsenał oczywiście powiększono, najmilsze dodatki stanowią wspomniane działko oraz wyrzutnia rakiet RPG-7, ale z czystej ciekawości sprawdzicie pewnie tarczę chroniącą przed strzałami. A jak pokonać wroga z niej korzystającego? Możecie na chama nawalać w osłonę, w końcu się rozpadnie, ale lepiej łotra przygwoździć (kilka seryjek lub wybuch w pobliżu), a potem podbiec i wykończyć go ładną akcją melee. Choć najefektywniej byłoby wpakować w niego parę kulek z tyłu. Nieznacznie zmieniono walkę wręcz – teraz ciosy zadajemy tylko „kwadratem”; „trójkąt” służy do zrobienia uniku, kiedy przeciwnik kontruje nasze uderzenie. Tylko nie okładajcie innych po pyskach w samym środku strzelaniny, bo szybko wasza waga zwiększy się o kilka kilogramów ołowiu.
Wszystko super, ale w nowej grze Naughty Dog tak naprawdę najważniejsze jest to, że podczas rozgrywki ani przez chwilę nie poczujemy nudy – bo wystarczy zmienić trochę styl pokonywania kolejnych bandziorów i już mamy zróżnicowanie – czy frustracji. O ile przy wielu pozycjach zdarza mi się narzekać „cholera, tę walkę/level projektował jakiś idiota”, tak podczas przechodzenia Uncharted 2 taka myśl nie nawiedziła mnie ani razu. Każdy poziom jest świetnie zaprojektowany i zapada w pamięć – aż chce się zdradzić parę tajemnic, żeby zachęcić Was do zagrania. Ale nawet ucieczka przed helikopterem w walącym się budynku, mimo, że pokazana na E3 i doskonale znana, dostarcza niesamowitych wrażeń. Właśnie ten fragment gry uświadamia nam, jaki cel miało Naughty Dog: pobicie Infinity Ward pod względem kozackich, oksryptowanych akcji. Powiem więcej: Psiaki tego czynu dokonały. Zgodzicie się ze mną, kiedy dojdziecie do akcji w pędzącym pociągu – „pa-pa” kapitan Price w Czarnobylu, witaj Nathanie Drake’u. Czekamy na kontrę w postaci następcy Modern Warfare.

Postaram się nie zdradzać Wam już żadnych scen z gry, zwyczajnie zepsułbym zaskoczenie. Ale dość powiedzieć, że tak filmowej pozycji jeszcze nie było, bo Among Thieves przypomina hollywoodzkie hity zarówno w cut-scenkach, jak i podczas normalnej rozgrywki. Przerywniki działają na tym samym silniku, co reszta. Dzięki temu przejście między fragmentami, w których mamy kontrolę i tymi, gdzie zwyczajnie oglądamy wyczyny bohaterów jest praktycznie niewidoczne. Należy dodać, ze Uncharted cały czas wygląda niesamowicie. Animacja postaci zachwyca, a kiedy spojrzymy na ich twarze wręcz czujemy, że mamy do czynienia z żywymi ludźmi. Lokacje to małe arcydzieła same w sobie (pod względami zarówno technicznymi jak i projektanckimi), szkoda trochę, że są mało zniszczalne.
W przeciwieństwie do poprzednika, nowe przygody Nate’a podano z trybem multiplayer w ramach deseru. Bądźmy szczerzy: kiedy o nim usłyszeliśmy w zapowiedziach zaczęliśmy drapać się po głowach z niedowierzania… a tu okazuje się, że rozgrywka wieloosobowa przygotowana przez Naughty to pełnoprawna część gry. Dostaliśmy więc kooperację dla maksymalnie trzech osób, w którą możemy grać na dwa sposoby. Przedrzemy się przez znane z singleplayera lokacje (bez otoczki fabularnej), stawiając czoła kolejnym przeciwnikom, albo spróbujemy powstrzymać nadbiegające fale wrogów w trybie podobnym do popularnej Hordy i Firefight z produkcji Epic i Bungie. Kolejny sposób zabawy przez sieć polega na współzawodnictwie – tu mamy standardowe tryby jak team deathmatch, eliminację (każdy ma jedno życie, a drużyna, której członek zostanie na polu bitwy jako ostatni wygrywa), przejmowanie punktów kontrolnych i kradzież skarbu. Precjoza (złota statuetka) spowalniają gracza je niosącego, więc warto obiektem pożądania rzucać. Co zresztą możemy zrobić także z wybuchającymi beczkami. Rzut, szybkie naciśnięcie przycisku odpowiedzialnego za strzał i satysfakcja z fraga w pięknym, wybuchowym stylu. Wzorem praktycznie każdego dzisiejszego sieciowego strzelacza możemy również kustomizować swoją postać za zarobione pieniądze. Zaczniemy od wyboru skórki (bohaterowie i łotrzy z fabuły), a potem pobawimy się perkami, zwiększającymi naszą celność czy szybkość wspinania. Zapomnijcie o wybieraniu broni: wszyscy zaczynają z kałachami i podstawowym pistoletem, ciekawsze spluwy są staromodnie porozrzucane na planszy.
Może zauważyliście, że ciągle mówię „zachęcić Was do zagrania”. Bo co innego miałbym powtarzać, skoro Uncharted 2 zwyczajnie trzeba obczaić? Ma genialny tryb dla pojedynczego gracza – ciągle trzymający w napięciu, kompletny i dopracowany. Multi też nie można wiele zarzucić, choć od Halo i Call of Duty nikogo on na stałe nie odciagnie. Ale przede wszystkim, Naughty Dog pokazało, że nie trzeba być na siłę oryginalnym, jeśli umie się z pomysłem łączyć sprawdzone pomysły. Ponadto, Among Thieves bawić się może każdy, bo poziomy trudności idealnie zbalansowano. Na sprzęt Sony trafił prawdziwy wzór pokazujący, jak powinno się robić gry – z głową i pasją. I stąd ocena taka, jaką widzicie. Pozwalam sobie nawet na wprowadzenie nowego hasła w świecie elektronicznej rozrywki: jeśli masz PlayStation 3 i nie posiadasz Uncharted 2, to nie masz PlayStation 3. Koniec, kropa.
Plusy: humor, zróżnicowanie, postaci, kozackie akcje, humor, zróżnicowanie, postaci, kozackie akcje, humor…
Minusy: nie prosiliśmy o nie i ich nie dostaliśmy
Ocena: 10.0 Nie masz Uncharted 2, nie masz PS3
Posty o podobnej tematyce:
Jeśli spodobał Ci się ten blog, zapraszam do subskrypcji RSS!
Me likes it.
A jedynkę darzę takim sentymentem, że ją wolę ;). Co nie znaczy, że jest lepsza.
A ja bez PS3, więc jestem od tego uwolniony! :D
PS. Radzę przeczytać tekst jeszcze raz i znaleźć kilka błędów. :)
„gry video, najwspanialsza interaktywna rozrywka naszych czasów” – jak napisał Gulash z Neo Plus.
U2 to oczywiście gra na 10\10 Dostarcza non-stop niesamowitych przeżyć. Wszytko jest absolutnie topowe: grafika, muzyka, animacja, podłożone głosy. Multi jest kapitalnie dobre. Nieźle jak na debiut NG na tym polu.
Uznaję U2 za najlepszą strzelaninę TPP w historii elektronicznej rozrywki i basta !
W minusach napisz „tylko na ps3″ ;p Cóż, gierka musi być kozacka skoro Kradziej tak się rozpisał i dodatkowo dał full. Mocny argument za kupnem PS3.
Teraz mam straszną ochotę pooglądać gameplaye z gry. Kiedy zobaczyłem U2 na prezentacji Sony po prostu zaniemówiłem- po prostu rewelacja z tym rozwalającym się budynkiem. Jest parę błędów w recenzji- „Nieznacznie zmieniono walkę wręcz – teraz ciosy zadajemy tylko „kwadratem”; „trójkąt” służy do zrobienia uniku, kiedy przeciwnik nasze uderzenie.” powinno być chyba „zacznie” a nie „nasze”, a także „humo”- wcięło „r”.
Łoo, dziękować i już poprawiać :)
Nie chce psuć zabawy, ale tam wciąż pozostało jedno powtórzenie do skorygowania ;)
A pod recenzją podpisuję się obiema rękoma i dodatkowo prawą stopą :D
Z niecierpliwością wyczekuję 3, już zapowiedzianej, części >:3