Okiem Sepha #8 – Kłyzys

Okiem Sepha #8 - Kłyzys

Okres dominacji tematu na szczęście już minął, przez długi czas było jednakże nieciekawie. Otwierałem gazetę – wszystko leciało na pysk; włączałem telewizor – banki eksplodowały w swej niewypłacalności; rzucałem okiem na dowolny portal informacyjny – świat zmierzał do upadku w gruzy. I zamienienia się w śmietnisko. Tak, i do dominacji szczurów.

Gdy jednak najwięksi sprawcy zamieszania już ucichli (z wielu powodów, oj z wielu) rozpoczęła się tematyczna czkawka. W wiadomościach jęły znowu pojawiać się omawiane inne zagadnienia, do puli informacji kryzysowych wszakże też cały czas coś dodawano. I, szczerze mówiąc, trwa to do dzisiaj.

Dlaczego tak mnie ten cały ‘kryzys’ denerwuje? Bo dotyka wszystkiego. Nawet naszej pięknej i mainstreamem płynącej branży. Każda szpalta nowinek na temat gier ma parę punktów poświęconych czysto ekonomicznym problemom.  Bierze się to stąd, że teamy nagrywające podcasty, tak samo jak i 90% newsroomów po prostu nie chcą niczego przeoczyć.

Puszczając sobie po wyjściu z zajęć nową Polygadkę mam ochotę posłuchać o dobrych, nowych grach. Nie zaś o zamykaniu i przejmowaniu studiów co ma miejsce w każdym prawie odcinku audycji od momentu „Credit Crisis Boom”. Co prawda ilościowo pewnie tematy „fajne” i „niefajne” już się dziś równoważą, przy czym przerabianie wieści finansowych dotyczących kolejnych wydawców bywa męczące. Tak samo z Hotspotem, który choć o wiele pogodniejszy i luźniejszy w idei od twórczości naszych kolegów z Poly, tematycznie powiązany jest z ogromnym rynkiem USA. A jednak gdy w jednym zdaniu mamy i „kryzys” i „USA” to możemy od razu dopisać „tygodnie wałkowania tematu”. Wiadomym niestety jest, że „narzekać to sobie mogę”. Na chwilę obecną pisanie o problemach finansowych jest równe pisaniu najświeższych newsów. Czyżby stworzył się nam drobny paradoks?

Granie, przynajmniej mi się tak długo wydawało, powinno być rozrywką. Odrywać nas na chwilę od codziennego życia, nawet jeśli jest jego ważną, integralną częścią. Zmieniać nasz tok myśli z problemów realnych na te zupełnie wirtualne. A tu nagle Gracz chcący być na czasie z informacjami musi znać się na ekonomii. Na public relations, informatyce, grafice komputerowej i procesie deweloperskim.

Okiem Sepha #8 - Kłyzys

„Hadkorowy” cioracz dwudziestego pierwszego wieku nie czyta już o nowym trailerze, paru grafikach lub – w najbardziej zagmatwanym wypadku – o cyklu wytwórczym danego tytułu. Dzisiaj przegląda takie same nagłówki, rozcieńczone jednak kolejnymi doniesieniami o spadkach wartości akcji danej filii albo o przejęciach/rozpadach teamów. Na szczęście zawsze lubiłem się rozwijać, więc mi aż taka różnorodność wiedzy przyswajanej z Graczowych mediów nie przeszkadza. Cieszy nawet może. Jest jednak nagła, niespotykana i kojarzy się lekko negatywnie. Wzięła bowiem swój początek z kryzysu.

Gdyby to rozrysować, wyglądałoby jak ogromny… Okej, napiszmy to. Jak ogromny penis. Z nieziemskim rozpłaszczeniem prawego jądra. Gdy ucichną śmiechy, sami zauważycie, że to stuprocentowo poprawne oddanie sytuacji. Narost informacji przed kryzysem roku 1983/84 był znaczący, lecz krótki. Na „tuż przed” przycichł w związku z delikatną stabilizacją ostatnich tygodni. Potem eksplodował urywając suty kawał sufitu. Nawet niezainteresowane na co dzień tematem media pisały o wejściu na rynek twardego gracza – Nintendo. Potem znowu się sytuacja troszkę ustabilizowała, Gracze jednakże do bycia na bieżąco zdążyli się przyzwyczaić. Zauważyli, że dużo profesjonalnych informacji pozwala na subtelną osmozę kultury globalnej z ich własną kulturą. I było to dobre.

Teraz na szczęście znowu jesteśmy w „prawym jądrze”. Przy czym jest ono o wiele większe niż to sprzed dwudziestu pięciu lat. Jaki więc będzie wyglądał stan publicystyki i informacji dla Graczy po kolejnym załamaniu się gospodarki? Czy wtedy dojdą do „normalnych wymagań” pełne sety wiedzy z dziedziny medycyny lub sztuki antycznej?

Może przesadzam, ale rozumiecie przesłanie. Robi się dziwnie. Robi się na pewno ciekawiej, bardziej wymagająco ale i rośnie czerpana z posiadanej wiedzy satysfakcja. Edukujemy się bezwiednie. Silne zainteresowanie rynkiem dodatkowo podwyższa nasz image u osób trzecich. Nerd w kraciastej koszuli wymieniający sepleniąc setki potworów z D&D idzie w cień. Teraz jego miejsce zajmuje koleś o bardzo szerokich horyzontach. Nieświadomie bardzo silnie wkręcony w biznes i marketing. I wiele więcej.

Bycie Graczem to coś ekstra. Najbardziej lansujący się spośród moich znajomych ma wiele koszulek sygnowanych logiem Nintendo. Bo to jest trendy, jazzy i cool. Wie czym jest „Final” i jak brzmi „Still Alive„. Co lepsze, ma wiele fotek siebie trzymającego gitarę do Guitar Hero, a żeby być choć odrobinę na czasie przesłuchuje raz w tygodniu wspomnianą przeze mnie wyżej Polygadkę.

Przez co i on posłucha tych paru nowych faktów dotyczących światowego marketingu i ekonomicznych trików. A że chce iść na Szkołę Główną Handlową, zaczyna go to coraz bardziej wkręcać. Bo łączy szkołę i przyszłe życie ze swoim lanserskim hobby. Osmoza trwa.

Posty o podobnej tematyce:

  1. Okiem Sepha #2 – Okiem Gracza
  2. Okiem Sepha #10 – Your Majesty
Jeśli spodobał Ci się ten blog, zapraszam do subskrypcji RSS!

5 Komentarzy do wpisu “Okiem Sepha #8 – Kłyzys”

  1. Ufnal pisze:

    „A tu nagle Gracz chcący być na czasie z informacjami musi znać się na ekonomii. Na public relations, informatyce, grafice komputerowej i procesie deweloperskim.”

    Żebym Ci nie przypomniał co mówiłeś w zwiazku z moim brakiem umiejętności w dwóch z wymienionych tu dziedzin ;P

    A im częściej słucham/czytam o Twoim wizerunku stereotypowego gracza, tym bardziej czuję się wyobcowany, jako osobnik nieposiadający konsoli, nie znajacy „Still Alive” [chyba, że mówimy o piosence z Mirror's Edge o tym samym tytule :D], który gitarę do GH miał w ręku raz a Polygadki nie słuchał nigdy. A za to czasem nosi po domu kraciaste koszule, potwory z D&D jeszcze pamięta (choć woli WoD), słucha muzyki z lat 70 i nie idzie na SGH tylko uniwerek. Damn, przez Ciebie czuję się NERDEM. :)

  2. Sephirath pisze:

    Bo jesteś. Ja też jestem nerdem, tylko to rozcieńczam nowoczesną codziennością ;)

  3. Sprężynka pisze:

    Hhaha..jakie nerdy :D

  4. DarthStan pisze:

    A ja nie jestem nerdem. Można nazwać mnie alkoholikiem, prostakiem, a nawet palaczem( choc papierosów nie pale.) ale nie nerdem…chyba;)

  5. Thompson pisze:

    A mnie jednak męczy, że granie straciło ostatnio na TYM CZYMŚ… Kiedyś było to dla co niektórych czarną magią, dla innych czymś, co oddzielało ich od pozostałych. Teraz grają wszyscy i wszędzie. To już nie te czasy… Przestaliśmy być jedyni i wyjątkowi. :\ Chociaż tak naprawdę, GRANIE a BYCIE GRACZEM to dwie różne sprawy: ja branży poświęciłem większość swojego życia, wiem o niej co nie miara i ogólnie jestem w, tkwię w niej po same uszy, nie boję się więc nazwać siebie Graczem, bo rozumiem nurt/wieczny-trend (miejmy nadzieję…).

Skomentuj!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>