
Tym razem mój felieton będzie odrobinę inny niż zazwyczaj. Powody takiej niespodzianki są dwa – po pierwsze, właśnie czytacie pięćdziesiątą notkę na Gemono! Niby niedużo, a jednak całkiem sporo biorąc pod uwagę wiek naszej strony – mającej dopiero leciutko ponad miesiąc. Rozkręcamy się i na dniach uruchamiamy dwie kolejne spore użyteczności. A wraz z jedną z nich do naszego składu dołączy Adam Witeczek, znany również jako MasterMatrox. Poza przeznaczonym mu wypisem tasków ma chłopak również chęć popisać więc wstępnie możecie się z jego twórczością zapoznać poniżej. Oddaję pióro debiutującemu i zapraszam do czytania.
Hideo Kojima – mistrz wśród nas!
Setagaya, Tokyo. Tutaj na świat przyszedł w 1963 roku Hideo Kojima – twórca gier, obecnie prezes studia Kojima Productions. To dzięki niemu dostaliśmy genialną serię Metal Gear, która momentalnie podbiła serca Graczy i zapewniła sukces wraz ze świetlaną przyszłością. Jednak przeszłość jednego z największych wizjonerów branży growej – począwszy od dzieciństwa pełnego kolorowych marzeń, świata sci-fi, poprzez studia i pierwszą konsolę – NES, a na premierze MGS4 kończąc – nie jest wcale taka barwna, jakby mogło się wydawać.
Dzieciństwo Kojimy nie wydaje się być godnym pozazdroszczenia. Młody chłopak, kiedy wracał ze szkoły był sam w pustym domu. Jego rodzice byli w pracy, a on był skazany wyłącznie na siebie i… telewizor. Nie mając co robić, oglądał co popadnie – nie miał bowiem innego wyboru. Sam w domu, bez kolegów, bez rodzeństwa. Tak wyglądały jego pierwsze lata.
W Japonii panował w ówczesnych czasach pogląd, że solidne przykładanie się do nauki w porządnej szkole doprowadzi do zdobycia dobrze płatnej pracy. Jeden z krewnych Kojimy był artystą, mającym ciągłe kłopoty finansowe – przez to też zdecydowanie odradzał Japończykowi przyszłości związanej z tą branżą, a konkretniej – byciem grafikiem, co było jego marzeniem. Hideo nie chciał zostać byle kim – pragnął, by jego życie było inne, wyjątkowe i oryginalne. Dość miał nudnych schematów i stereotypów wyrobionych wśród społeczeństwa. Z tego powodu często był odrzucany w grupie – a sami zdajemy sobie sprawę, jak uporczywe potrafią być dzieci w stosunku do innego i jak wiele znaczy to dla małego chłopca. Istnym ciosem w plecy był także brak akceptacji ze strony rodziny – nikt nie był w stanie pojąć jego nadziei, planów na przyszłość – chłopak nie miał lekko, ale nie dawał za wygraną.
W kolejnych latach Hideo Kojima zaczął studiować ekonomię. Wtedy wolny czas spożytkował nie na nauce, ale na grze w gry wideo. Jego pierwszą platformą do grania był Famicom (NES), a ulubioną pozycją – Super Mario Bros. Podczas czwartego roku studiów, Kojima otrzymał propozycję, która zdziwiła nie tylko jego, ale także jego znajomych. Oto bowiem w 1986 roku dołączył do obecnie jednego z największych wydawców gier – Konami. Tutaj zaczęła się jego kariera związana z grami, tutaj stawiał pierwsze kroki w świecie growym i to tutaj powstała kultowa seria, jaką niewątpliwie jest Metal Gear!
Rok 1987. Posiadacze 8 bitowego komputera MSX, którzy zanurzyli się w świecie gier mają powody do zadowolenia – na ich sprzęt ukazuje się jedna z pierwszych gier Hideo Kojimy - Metal Gear. To ta pozycja zainicjowała serię MGS, a także spopularyzowała gatunek *stealth action* (MGS, Thief, Tenchu: Stealth Assassins, Splinter Cell).
Kolejnym projektem była prosta przygodówka Snatcher, utrzymana w klimatach cyberpunk. Śmiało możemy stwierdzić, że ta pozycja jest idealnym przykładem do definicji słówka multiplatformowość – doczekała się wydania na 6 różnych systemów.
Lata dziewięćdziesiąte to złoty okres dla Kojimy. Zaczęło się od stworzenia dwóch produkcji bazujących na poprzednich dokonaniach Japończyka. Mowa tu oczywiście o SD Snatcher, które przeobraziło się w tytuł RPG oraz znakomitego Metal Gear 2: Solid Snake. Pomysł na stworzenie tej produkcji narodził się… w pociągu. Ot, sprawa wygląda banalnie – Kojima rozmawia ze swoim znajomym z pracy, a ten zaś sugeruje mu stworzenie drugiej odsłony MG.
Lipiec 1994 roku przynosi Policenauts – grę z gatunku action-adventure osadzoną w świecie sci-fi. Zadanie gracza? Wcielasz się w detektywa i w kosmosie masz za zadanie zbadać okoliczności zabójstwa swojej żony. A wszystko to podane w sosie point and click. Jeśli ktoś z Was miał okazję grać w ten tytuł, to być może zauważył, że jednym z bohaterów jest Meryl – była członkini oddziału Foxhound – ukryty smaczek Kojimy nawiązujący do jego sztandarowej serii.
Targi E3 w 1997 roku sprawiają, że Hideo staje się jedną z najbardziej rozpoznawalnych osób z branży. Co było powodem tej sytuacji? Konami zdecydowało się na zaprezentowanie krótkiego trailera Metal Gear Solid. Obecni na prezentacji zaniemówili (niektórzy nawet i zemdleli…), a potem media na całym świecie pisały o tej pozycji w samych superlatywach – zaczął się ogromny hype związany z MGS.

Oto w 1998 roku w USA i Japonii premierę ma Metal Gear Solid. Gra dosłownie miażdży każdego – zniewala genialną fabułą, rewelacyjnym klimatem Shadow Moses i nowoczesnym podejściem do rozgrywki („przyklejanie” się do rogów śmiało można porównać do rewolucji związanej z Gears of War i „przyklejaniem się” do osłon). Gra z miejsca staje się jedną z najlepszych produkcji wydanych na Playstation, zyskując miliony fanów na całym świecie – oprócz Kojimy i Konami ma powody do dumy – sprzedaż na poziomie 6 milionów kopii i średnia ocen w portalu Metacritic na poziomie 94/100 mówi sama za siebie!
Kojima nie spoczywa na laurach. W między czasie premierę ma Zone of the Enders, a Hideo dnie i noce pracuje nad kolejnym projektem. Owocem jego kilkuletniej pracy jest Metal Gear Solid 2: Sons of Liberty. Tym razem nie poszło tak łatwo, jak poprzednio – fani niechętnie zaprzyjaźnili się z nowym bohaterem, Raiden’em. Zarzucano, że jest zbyt lalusiowaty i nijak nie pasuje na głównego bohatera tak epickiej produkcji. Dobrze jednak, że dane nam było pokierować także Snake’iem, bo bez tego byłoby naprawdę źle, a fani ruszyliby z ofensywą do studia… Niektórzy entuzjaści przygód Snake’a zarzucali także Kojimie zbyt duże przywiązanie do cut-scenek, niż do samego gameplay’u..
Japończyk jest zaskakującym człowiekiem. Po premierze „dwójki” stwierdził, że nie będzie już kolejnej części przygód Snake. Jednak jak to bywa, rzeczywistość okazała się inna – przełom 2004 /2005 przyniósł nam trzeciego MGSa.
Tytułowy Snake Eater nie był już sequelem, a prequelem. Przedstawiał akcje dziejącą się kilkadziesiąt lat wcześniej – w erze „zimnej wojny” w Rosji. Takiego zabiegu mało kto się spodziewał, ale Kojima wiedział co robi. Dzięki trójce poznaliśmy odpowiedzi na wiele pytań pozostawionych w poprzednich odsłonach – z niej także dowiedzieliśmy się, jak to wszystko się zaczęło.
Pomimo lepszego przyjęcia przez fanów, ogromnej ilości nagród, rewelacyjnych ocen (jest to jedna z najlepszych produkcji na PS2) gra sprzedała się słabiej niż MGS2. O ile dwójka znalazła około 7 milionów nabywców, tak trójka – lepiej przyjęta przez graczy – 5 milionów.
Na rynku konsol pojawił się nowy gracz – Sony zdecydowało się na stworzenie własnego handhelda, który godnie konkurowałby z Nintendo DS. Tradycji stało się zadość i Playstation Portable także, podobnie jak reszta konsol Sony, otrzymało produkcje z serii MGS. Metal Gear Acid 1 & 2, Portable Ops, Digital Graphic Novel - niewątpliwie są to produkcje, na które każdy posiadacz tego sprzętu powinien zwrócić uwagę, a fan przygód Snake’a wręcz musi.
12 czerwca 2008 roku - Playstation 3 otrzymuje grę, dla której wielu decyduje się na zakup konsoli. Metal Gear Solid 4: Guns of the Patriots jest pierwszą odsłoną serii Kojimy, która ukazuje się na obecnej, siódmej generacji konsol. Fani musieli poczekać te kilka lat na otrzymanie kolejnej, pełnoprawnej kontynuacji a zarazem swoistego zakończenia sagi.
Nie ma już młodego Snake’a – jest Old Snake, stary bohater, znacznie bardziej cyniczny niż zawsze, a na dodatek ze szwankującym zdrowiem. Nadal jednak z poczuciem humoru, nadal z nałogiem palenia papierosów, przed którym gra ostrzega gracza dosłownie wszędzie (czy w samolocie, czy podczas instalacji). Są starzy i znani bohaterowie, niektórzy po mniejszych lub większych metamorfozach, ale wciąż ze swoim typowym charakterem. I jest fantastyczna historia, która była i będzie domeną MGSów.
MGS4 zdaniem Kojimy był grą, która maksymalnie wykorzystała pojemność dwuwarstwowej płyty Blu-Ray. Od razu wywołało to falę dyskusji na forach, o kultowym obrazku z kilkunastoma płytami MGS4 na X360 już nie wspomnę, bo w szybkim okresie czasu stał się legendą. Wracając jednak do płytki – jej zapełnienie raczej wynikało głównie z dużej ilości cut-scenek. Jednak to, że było ich dużo niekoniecznie oznacza, że są krótkie i nudne- niektóre przerywniki trwają około 20 minut, ale zawsze trzymają w napięciu i są świetnie zrealizowane.
Z drugiej strony, fani zarzucali Kojimie właśnie na ten fakt – zbyt duże nastawienie na filmy, natomiast mniejsze na gameplay. On sam przecież podkreślał, że nie zamierza tworzyć gier dla pieniędzy i mas – chce bowiem realizować swoje wizje, tworzyć gry swoich marzeń. Jak mogliśmy się przekonać – zdecydowanie mu się to udało.
Jestem bardzo ciekaw, jakie zdanie o Hideo Kojimie po tych wszystkich dokonaniach mają jego dawni znajomi, koledzy ze szkoły oraz rodzina. Mimo trudnych początków Hideo udowodnił, że jeżeli człowiek postawi sobie cel w życiu i za wszelką cenę poprzez ciężką pracę będzie do niego dążył, jest w stanie go osiągnąć. To dzięki niemu możemy grać w niewątpliwie jedną z najlepszych serii gier wideo, jakakolwiek się ukazała – Metal Gear Solid. Nie lubimy twórców gier, którym zależy tylko i wyłącznie na pieniądzach, którzy chodzą wiecznie z podniesionymi głowami i graczy mają gdzieś. Lubimy wizjonerów, takich jak Hideo Kojima. Twórców, którzy tak jak on podchodzą do swojego projektu z pasją i ogromnym zamiłowaniem, chcących stworzyć grę swoich marzeń.
Hideo – postawimy Ci kiedyś pomnik. Zasłużyłeś na to.
Posty o podobnej tematyce:
Jeśli spodobał Ci się ten blog, zapraszam do subskrypcji RSS!
Hideo jest wielki. MGS jest jeszcze większy!
Hideo jest wielki, ale ma też chwile słabości, bo nie wszystko w MGSach jest dobre.
Nerd zjechał stare części, no i MGS2 i 4 też można wiele zarzucić.
Widzisz, Grz3chu, AVGN zjechał MG na NESa – sam Kojima beształ te wersję… ba, on nie wiedział, że ona powstaje !
Dokładnie – port na NESa był zupełnym niewypałem. Sam Kojima określił go jako „kompletnego śmiecia”. Co ciekawe, na bazie MG w wersji na NESa zostały stworzone porty na PeCeta i Commodore 64.