
Nic mnie tak nie wkurza jak nietrafiony bohater. Niezależnie od medium – w filmie pierdoły zwyczajnie nie zniosę, jeszcze gorzej gdy trafię na takowego w książce. W grach zaś jest już chyba najbardziej przerąbane; wyobraźcie sobie, że sterujecie postacią. Możecie jej kazać coś robić, podejmować za nią decyzja. A ta I TAK na upartego zachowuje się jak niedorobiony dzieciak.
Jak to ładnie ujął Kradziej, większość twórców ma ostatnimi czasy przerażającą tendencję do kastrowania swoich herosów z co bardziej męskich zachowań. Porównajcie Seva z Killzone 2 i Duke Nukema. A co mi tam, porównajcie Seva do Wario – on nawet w tym porównaniu okaże się, ekhm, zniewieściały. Nasz dzielny zołnierz w HD rozkazu nie zakwestionuje. Z buta po ryju nie przejedzie. Wroga nie zwyzywa. Nie popieram takich zachowań, tylko że… Jeśli gra ma być o wojnie, chmury zasnuły niebo i ognie idą przez horyzont – sorry. To miejsce tylko dla facetów. I żeby nie było! Nie muszą wcale oni być wulgarni i non stop mordować. Polecam obejrzenie Kompanii Braci. Gdzie każdy z nich był bohaterem. I tylko niewielu okazywało jakiekolwiek przejawy „pozytywnej adrenaliny” a’la Duke. Wychodzi tutaj na wierzch albo brak doświadczenia w reżyserii fabuły albo i błąd w prowadzeniu fabuły jako takiej. Wywodzący się z Easy Company późniejszy major Winters nie wrzeszczał, dużo myślał i miał problemy z ciężarem zabijania. A nikt by go pierdołą nie nazwał. Bohaterowie gier wideo – przynajmniej aktualnie – są albo męscy i silni albo nijacy. Myślenie nie wychodzi im najlepiej.
Niestety ślady „nadawania głębi emocjonalnej” widać nawet na bohaterach, wydawałoby się, twardych i dorosłych marek. Niko Bellic ma masę rozterek i wciąż chlipie za straconymi przyjaciółmi. Oczywistym jest, że to co przeżył zostawia na człowieku ciężką traumę, jednakże… No, Niko jest jakiś nieprzekonywujący. Altair nie umie się postawić i robi dokładnie co mu każą. Podobnież zresztą Nathan Hale z Resistance. Prawdziwych facetów zostało już dzisiaj w naszym przemyśle niewielu. Tak z głowy, bez przygotowania mogę wymienić najwyżej paru – Dante, Kratos, Nathan Drake, prawdopodobnie Tommy Vercetti.
Pierwszy to łowca demonów. Postrzelony awanturnik pełen debilnych pomysłów i jeszcze głupszych odzywek. A przy tym wszystkim nieziemsko potężny wojownik o kozackich broniach. Drugim jest prowadzony rządzą zemsty samozwańczy i upadły bóg. Uosobienie wściekłości i geniuszu zniszczenia. Trzeci, Nathan, to z kolei wesołek pokroju Indiany Jones’a. Ani pacyfista ani militarysta – robi co do niego należy i w każdej sytuacji ma coś głupkowatego do powiedzenia. Czwarty zaś jest zimnym skurczybykiem. Robiącym jednak co do niego należy w konkretnym stylu budzącym – w pewnym sensie – podziw.

Czy naprawdę rynek gier jest aż tak ubogi w dobrych, charakterystycznych bohaterów? Podejrzewam, że niestety tak. Z mojej wyliczanki w zasadzie pozostały nam jeszcze tylko androgeniczne twory z japońskich erpegów (wybaczcie, Squall i Cloud to naprawdę nie do końca faceci) i… kobiety. O tych jednakże innym razem – w końcu sami zobaczcie jaki podtytuł nosi dzisiejszy tekst.
I pragnę jeszcze raz podkreślić – przedstawiam „fajnego” bohatera czysto subiektywnie. Nie jestem fanem „słabych, jak każdy człowiek” Wokulskich. Co lepsze – z czasem (i kolejnym czytaniem całej sagi) mam nawet wiele do zarzucenia Geraltowi, Wiedźminowi. Rozumiem, że wewnętrzne przemiany i potrzeba uczuć, ale… Ale prosta rosnącego sentymentu i problemów moralnych powinna iść pod chociaż odrobinę mniejszym kątem. Polubiłem twardego, zimnego ale i niesamowicie bystrego rębajłę. I powinny te przemiany być mniej widoczne – tak subtelne, jak na przykład zmienianie postaci Eikichi’ego Onizuki z mangi GTO. Podglądacz, pijak i awanturnik na przełomie blisko 30 tomów (odpowiednik pewnie 4-5 książek ‘pisanych’) przeistoczył się „nie wiadomo kiedy” w porządnego i godnego zaufania faceta o nieziemskim poczuciu humoru. Zaraz mnie ktoś zarżnie, że w jednym akapicie ustawiam Lalkę, legendę polskiego fantasy i ‘japoński komiks’. Przesłanie jest, pomimo tego, zrozumiałe. Mam nadzieję.
Wintersa, choć był cichy i z problemami – polubiłem. Duke’a, który problemy traktował butem polubiłem także. Co lepsze, zachwycił mnie także finiszujący jako popłakujący dziadek Wiedźmin (chociaż z perspektywy doceniam o wiele bardziej Jaskra i Regisa). Najbardziej jednak przemawia do mnie Onizuka. Koleś, który problemy bierze na klatę i nigdy przed niczym nie ucieka. I takiego bohatera rynkowi gier potrzeba. Z jajami.
Posty o podobnej tematyce:
Jeśli spodobał Ci się ten blog, zapraszam do subskrypcji RSS!
Ja też lubię twardych madafaków, albo ludzi, którzy nie boją sie podjąć ryzyka w filmach, grach i książkach. A w dzisiejszych grach brakuje mi takiego, może Dante z Dante’s inferno to zmieni, ale nie sadzę.
P.S.
Wintersa nazywano mośkiem czyli głupkiem,kretynem lub .. pierdołą w Kompanii Braci przez Gównianego, choć potem do odwołał.
Bo przypomnę jak mosiek sam rzucił się na cały okop SS. Dało się radę go wytrzymać :)
Seph na początku napisał, że to gestapo było, oj nie ładnie tak zmieniać. W dodatku musiałem go przez xf poprawiać.
… ojeju no :P
Sporą pierdołą był też Preston z Bad Company – zwłaszcza na tle reszty oddziału. Mę(żn/sk)ości może i mu nie brakowało, ale był całkowicie wyprany z osobowości jak na gościa, który trafił do armii zamiast pierdla (dano mu wybór…). Do grona prawdziwych facetów dodałbym jeszcze Turoka. Tyle, że jemu gra nie wyszła :)
Marcus i Dom byli facetami 100% w pierwszej części Gearsów, o.
Możecie mówić co chcecie ale Bezimienny z gothica to tez pener.
Ano nie można, mimo, ze to postac niejako kreowana przez gracza (ale w małym stopniu).
W grach za mało jest bohaterów „z głębią”, jak Solid Snake. Ma swoje cele, dążenia i to mu się chwali.
I czy tylko mi się wydaje, że w grach zazwyczaj lepiej kojarzymy głównego złego niż main hero? Kefka, Irenicus z Baldura II, Liquid/Big Boss, Kombinat…
Co wy kurna macie znowu do Seva ?
Jak dla mnie cała ekipa teamu z KZ2 skopała by dupska Delcie z Girsów ;)
Grz3chu bo ty ostatnio robisz się głupi fanboy. Co jak co, ale ekipa z gearsów skopała by dupę takiemu Sevovi czy Natce(jak to brzmi).
Kradziej – w Baldurze 2 akurat każdy miał własnego main hero, przykład więc przeciętny :P No i Irenicus to jeden z najlepszych złych w historii przemysłu komputerowego, a na pewno najlepszy dubbing tego złego z jakim się spotkałem.
A co do Dantego [z DMC of course] – Seph nienajlepiej moim zdaniem go scharakteryzował. Jego zajebistość nie wynika z postrzelonych pomysłów tylko z faktu, że jest od koniuszków białych włosów po czubki zarąbistych buciorów aroganckim skurwysynem. To taki koncentrat aroganckiego skurwysyństwa, teatralnie wręcz przerysowany – a zarazem niesamowicie charyzmatyczny i, paradoksalnie, wiarygodny. C’mon, jak może się zachowywać najzarąbistszy wojownik świata, syn Spardy, traktowanego przez niektórych jak bóstwo? W porównaniu z nim nowy protagonista – Nero – jest taki… Miękki. Niby to arogancki, zbuntowany gówniarz, ale ani ta klasa, ani ten styl, ani ten głos, ani ten sposób zachowania…
Wiesz. Koleś który wycina miliard demonów i z opętańczym śmiechem wrzeszczy „Craaaaaaaaazy” musi być awesome :D
Zgadzam się z Ufnalem, że Dante ma styl i to skurwysyństwo jakiego brak u Nero.
Dante i skurwysyństwo ? LOL
Toż to do niego nie pasuje. Dante jest aroganckim skubańcem, ale styl ma.
Kratos to jest skurwiel !
Skubańcem, tak to mówią dzieci w podstawówce.
Co do gier się zgodzę z Tobą , Sephi . Co do filmów(i książek) natomiast , uważam że prezentowani powinni być bohaterowie, którzy swoje zachowania wywodzą ze zwykłych ludzi. Każdy ma jakieś rozterki, a podobieństwo bohatera do nas samych zawsze przyciąga – dobra, fakt , powinno to być w pewnych granicach.
Kazmierczak – co masz na myśli przez „wywodzenie ze zwykłych ludzi”?
Grz3chu – tak, skurwysyństwo.
SPOILER
Bicie oklasków z ironiczną minką, kiedy główny zły rozpierdala pół miasta a potem udaje, że je ratuje, to jest skurwysyństwo. Spuszczanie łomotu Nero tylko po to, żeby sprawdzić, czy tak ogólnie się nadaje – też. Załatwienie z zaskoczenia Jego Świątobliwości w intrze – a wcale nie jestem pewien, czy Dante wiedział wtedy o jego planach – takoż. Że już nie wspomnę, jak potraktował biednego robala…
SPOILER
A czy ktoś mówi, że skurczybyk nie może mieć stylu i klasy? Toć właśnie napisałem, że je ma. Aż w nadmiarze.
Stan – A co, bywasz w podstawówkach że tak się orientujesz w slangu? :D
Ufnal – nie, ale wiesz ja od czasu do czasu wychodzę z domu,a na ulicy można zasłyszeć różne hmm…wyzwiska.
Stan – cóż, zasłychuj sobie zatem do woli :)