Okiem Sepha #11 – El Cztery De

Okiem Sepha #11 - El Cztery De

Pisane już było po sto razy, zarówno o grach poważnych, jak i tych totalnie idiotycznych. Tym razem pogadam sobie z Wami o moim ulubionym chyba odmóżdżaczu. Pomimo settingu, który na pierwszy rzut oka kojarzy się bezwiednie z raczej straszno-niewesołym klimatem… Cóż, wystarczy drugi rzut oka, by parsknąć śmiechem. Mowa o Left 4 Dead, jednej z ulubionych redakcyjnych strzelanek.

Szczególnie Kradziej (chociaż ja wtóruję mu w tym poglądzie niewiele mniej) nazywa Valve firmą idealną. Gierki przez nich kreowane mają niesamowite fabuły, rewelacyjny gameplay i naprawdę satysfakcjonujące zasady. Mówimy raczej o tych multiplayerowych systemach, chociaż single też robią rządzące. Skąd się zaś wzieło słowo „fabuła” przy sieciowych trybach? Bo i Team Fortress 2 i Left 4 Dead ją oferują!

O pierwszej z gier rozpisał się hardo właśnie Rafał, więc pomijamy. Co do rozwalania zombiaków zaś – tytuły tego typu często były jechane za brak spójnej historii. Valve uznało tym samym, że najwyższa pora zrobić coś o takim autodystansie i absurdzie, żeby ten argument zwyczajnie nie pasował. Główni bohaterowie są osaczeni w różnych, totalnie losowych miejscach, znajdują obok siebie stolik z bronią i na arcade’owych zasadach cisną od punktu A do punktu B. Każdą misję zaczynamy plakatem przypominającym swym wysmakowaniem te filmów grozy klasy „D” sprzed dwudziestu lat. Większość tekstów rzucanych przez postacie (np. komentarze dotyczące aktualnych wydarzeń) brzmią jak najtańsze odzywki z dowolnego chłamowatego „kina akcji”.

I wiecie co? To ma taki klimat, że ojej. Gdy gra się w trzy-cztery osoby w teamie, gdy się odpali survivala albo versusa to macie zagwarantowane umieranie ze śmiechu średnio raz na rzut zombich/respawn teamu. Wyobraźcie sobie, że stoicie w korytarzu. Odwracacie się w stresie i jesteście nos w nos z boomerem. A ten Was obrzyguje i zaczyna się turlać dalej. Wierzcie mi na słowo, że adrenalina i stres połączone z takim triggerem wyzwolą w grającym stuprocentowy rechot. O, albo spadający na twarz tank. Albo gdy trzy osoby naraz spadną z urwiska.  Albo gdy się „wymyśli rewelacyjną kampę” i po sekundzie stanie w płomieniach & położy tego pyszałka hunter. Brzmi dziwnie, ale „w praniu” sprawdza się rewelacyjnie.

Okiem Sepha #11 - El Cztery De

Sesje po kilka godzin to norma. Czekanie – gdy koks w życiu prywatnym i nie tylko – na piątkowe cioranie to już zupelnie elementarne podstawy. Nie wiadomo kiedy sesje w L4D wyparły w naszym Graczowym życiu sesje w TF2. Co prawda idzie nowy rzut achievementów (Spy & Sniper – YEAH!) w tym drugim, lecz do czasu wprowadzenia czegoś naprawdę rewelacyjnego (jak swego czasu payload w postaci Goldrusha), nie ma mowy o ścisłym powrocie do grania. Ściśle, to my teraz zajmujemy się eksterminacja nieżywych żywych w najróżniejszych sceneriach. Na mostach, latarniach morskich, terminalach, pasach startowych, dawnych generatorach i ściekach. I pomimo szaroburej oprawy, ohydnych truposzy i poczucia zaszczucia nie odstępującego Cię nawet na krok – rewelacyjny humor Cię nie opuszcza.

Dopóki widzisz idiotę z teamu spadającego z piętra w największą hordę z okrzykiem „JESTEM HARDKOREM” (pozdrawiamy serdecznie, Cineq), dopóki kończy się Wam ammo, życie oraz mołotowy, a zza rogu wytacza się dwóch tanków – dopóty będzie nieziemska rozróba i rewelacyjny nastrój. Mimo wszystko, zdarzają się bowiem straszne momenty w rozgrywce. Przy czym nie są one przerażające z powodu klimatu lub narastającej grozy – ot, wyskoczy Ci przed twarz (z sufitu) coś oślizgłego . Odskok w tył gwarantowany. Ale śmiechem i tak parskniesz – a to na zachowanie bota w tym very momencie, a to na sposób w jaki kumpel próbuje Ci pomóc. To zawsze wygląda kretyńsko. Ale jest wypaśne!

Bo choć nie oferuje Left 4 Dead żadnej wysublimowanej fabuły ani artystycznego katharsis, daje nam coś innego. Taką fajną, nieskrępowaną radochę z robienia czegoś wspólnie ze znajomymi. A jeszcze uwzględnijcie fakt, że „to coś” to wspólne patrosznie ocalałych lub eksterminacja ocalałych raz jeszcze. Seph poleca, nie ma co!

Posty o podobnej tematyce:

  1. Okiem Sepha #6 – Dynda tam coś?
  2. Okiem Sepha #5 – Te kulki się dotykają
Jeśli spodobał Ci się ten blog, zapraszam do subskrypcji RSS!

13 Komentarzy do wpisu “Okiem Sepha #11 – El Cztery De”

  1. Grz3chu pisze:

    Ta gra to zero, dno. Campanie (całą) przeszedłem z Sitą w 2 godziny chyba i jakoś nie mam chęci jeszcze raz tego „przeżyć”. Versus może bawić przez 1 cały mecz potem wraca się do CoDa4. Gra nie oferuje naprawdę nic, a kosztuje (w pudełku) tyle, że hoho.

  2. Sephirath pisze:

    A kogo obchodzi single w takiej grze :) Versus bawi mnie już po dobrych 20 godzinach w nim, grę zaś kupiłem za 120zł i nie żałuje nawet złotówki :D

  3. jojok21 pisze:

    Grz3chu – kończ waść :) Lama lama lama. :) Przeszedł kampanie w 2 h na easy/normalu i się wypowiada…

  4. DarthStan pisze:

    Tym razem pomoge tej lamce. O ile TF2 bawi tak L4D nuży, ostatnio miałem przyjemność zapoznać się z wersja na x360 u kumpla i cała kampanie ogarnęliśmy w 2,5h. Chciałem pożyczyć gierkę, ale chęci mi odeszły. Co do multi grałem w chwile u kumpla i w demko i tez nie powalało. Jak mam już wybierać wole TF2 i CoD4, a nawet Quake Warsa.

  5. Kradziej pisze:

    No i co z tego że kampanie ogarnęliście w 2,5h? Mapy w CoD4 tez moge obczaic w 2,5h… pamietajcie, to nie gra singlowa a KOOPOWA. Rzekłem.

  6. Grz3chu pisze:

    ale strzela się do bezmyślnych botów. W CoD4 grasz przeciwko ludziom, myślącym (czasami :P) których zachowanie nie jest linią prostą (zombie). Gracie w L4D bo nie wymaga skilla i tyle ;P

  7. Sephirath pisze:

    L4D jest sto razy trudniejsze od CoD4. Przejdź dowolnego versusa grając przeciwko zgranemu teamowi :)

  8. DarthStan pisze:

    Zagraj mecz w Cb przeciwko zgranemu temowi w CoD4. Dziękuje. A ty kradziej nie rzekaj, bo grając w CoD4 chciałeś czuć sie bezpiecznie pośrodku mapy.

  9. Kradziej pisze:

    Nie ma to jak zła interpretacja wypowiedzi, dziękuję :)
    I Grz3chu – jesli przeszedles tylko kampanie z jedną osobą (czyli także dwoma botami) to w praktyce nic nie zrobiles.

  10. DarthStan pisze:

    Kradziej to nie jest zła interpretacja. „To nigdzie nie mogę sie poczuć chociaż troszkę bezpieczny?” – twoje słowa, wcześniej przed nimi narzekałeś, że ktoś Cię zabił przez dwie ściany, strzałem fuksem.

  11. DarthStan pisze:

    Taa, kradziej, ja jakoś mogę przeładować broń w ogniu walki, jakos mogę się uchronić przed skanami, chociaż zdarza sie że ginę, ale nie jakoś często(mówię o pubach). A z tym że nie możesz sie schować, to bzdura totalna.

  12. Thompson pisze:

    To bardzo dobra gra, stanowiąca spełnienie młodzieńczych marzeń o idealnej rozgrywce co-op. Chwilowo jednak znowu w L4D nie gram – czekam na nowe kampanie, obiecane zresztą przez Valve.

  13. Kirabax pisze:

    Grz3chu – kampanię, to ja z kolegami na Expercie w godzinę przechodzę. Boty nie stanowią wyzwania, co innego gdy się gra w Versusa, czy Survivala. Grałem wtedy z Sephem, Cinqiem oraz Mefiperesem – dotrwaliśmy do czterech minut i koniec.
    Seph, swoją drogą na Last Standzie miejsce na latarni jest kiepskie(smokerzy ściągają). Testowałem 2 pokoje z kolegą na tej mapie i powiem, że najlepsze miejsce to pomieszczenie z generatorem. Smokerów nie ściąga tak bardzo, a w tanka można łatwo cisnąć mołotowa i napiepszać ile wlezie.

Skomentuj!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>