
Ja to się jednak lubię umartwiać. Obiecałem tekst na ten temat i jakoś nie idzie mi wykręcenie się z niego. A sprawa jest ciężka, w dużej mierze z powodu obszerności tematu. Wybrany na moje wypociny kącik o Internecie żadną miarą nie jest w stanie go pomieścić. Cóż jednak mi pozostaje? W końcu słowo się rzekło, kobyłka u płota.
O fenomenach medialnych mówi się w zasadzie od początku tak zwanej epoki informacyjnej. O ich powstawaniu decydują środki masowego przekazu: radio, gazeta, telewizja i w nieco mniejszym i innym wymiarze kino. Od kilku lat do tego „ekskluzywnego” klubu zalicza się również sieć.
Fenomenami mogą zostać: filmy, piosenki, aktorzy, zespoły i pojedynczy piosenkarze, ba, nawet marka produktu. Od niedawna również gry, wirtualne postacie oraz portale internetowe. Specjaliści są w stanie określić, że coś stało się fenomenem, ale na ogół nie potrafią podać powodów, dla których ludzie wybrali dany obiekt. Każdemu, kto chce osiągnąć coś w show biznesie marzy się wykreowanie fenomenu, ale udaje się to tylko nielicznym.
Jednym z najlepszych i już wiekowych przykładów takich fenomenów medialnych jest Saga Gwiezdnych Wojen. Mimo wielu utyskiwań na nowsze jej części, wielkość osiągnięcia jest niezaprzeczalna. Niektórzy socjologowie posunęli się wręcz do twierdzenia, że nie ma na ziemi człowieka, niezależnie od technicznego zawansowania kultury, który nie był by w stanie zidentyfikować Lorda Vadera. Wydaje się to być raczej drobną przesadą, ale obrazuje pojęcie fenomenu medialnego. Gwiezdne Wojny stały się inspiracją dla tysięcy reklam, motywy muzyczne słyszy się w dzwonkach telefonicznych, zaś „use the Force” jest sloganem który powtarza się w życiu codziennym.
Nigdy do końca nie wiadomo, co decyduje o sukcesie nowego pomysłu, zazwyczaj trudno też przewidzieć jak duży będzie ów sukces. Czasami jeden fenomen może posłużyć do kreowania drugiego, zwłaszcza w Internecie. Tu doskonałym przykładem jest YouTube, okrzyknięty fenomenem prawie że od chwili swojego startu. Bardzo szybko zbudował swoją pozycję i obecnie raz na jakiś czas przyczynia się do sukcesu innych. Jako przykład niech posłuży głośny „Jożin z bażin„, który w zeszłym roku święcił triumfy w Polsce.
Tak zwana globalizacja przyśpieszyła ów proces. Trend/moda jeszcze w latach pięćdziesiątych rozprzestrzeniały się po świecie powoli. Obecnie objawienie danego fenomenu, a następnie jego przeminięcie mogą być kwestią miesięcy, a nawet tygodni. Tym wyżej ceni się te, które trwają dłużej.
Wyliczaniu sieciowych fenomenów można było by poświęcić kilkanaście stron, podając same adresy witryn. Jednak nie o to chodzi. Przecież każdy z nas sam może ułożyć własną listę. Ja zaś pozwolę sobie na wymienienie tylko kilku, które silnie zaistniały także w naszym kraju. Oraz opatrzenie ich krótkim komentarzem.

YouTube - już przeze mnie wspomniany. Początkowo o jego popularności decydowała możliwość łatwego i szybkiego dodawania własnych plików wideo. Obecnie należy poszerzyć jego zalety o wielkość bazy filmów. Jeżeli szukamy jakiegoś konkretnego fragmentu filmu, albo interesuje nas sprawozdanie z jakiegoś dziennika czy fragment reportażu, jest niemal pewne, że znajdziemy go na YT.
Nasza-Klasa – nasz krajowy fenomen. Jak wiele prywatnych inicjatyw, przerósł najśmielsze oczekiwania swoich twórców. Stał się również czymś więcej niż pierwotnie zakładali jego autorzy. Od momentu pojawienia się, w ekspresowym tempie zaczął przodować w krajowych rankingach odwiedzin. O sukcesie w dużej mierze zadecydowała specyfika osi, wokół której ten portal społecznosciowy powstał. NK wygrała, bo była pierwsza. Po roku królowania w polskim Internecie można chyba powiedzieć, że cieszy się nieprzemijająca chwałą.
oGame – niemiecka otwarta gra przeglądarkowa. Jej sukces i upadek zostały w zasadzie wbudowane w jej konstrukcję. Rozległość i niekończące się wręcz możliwości gwarantowały duże zainteresowanie. Jednak dla tych samych powodów większość ludzi rezygnowała z gry. Konieczność nieustającej czujności oraz brak wyraźnego zwycięstwa zniechęcały bardzo wielu. Sytuacji nie poprawiały próby wyciśnięcia każdego grosza z pomysłu. Z szacunkowego ćwierć miliona grających jeszcze dwa lata temu Polaków obecnie pozostało około 20 tys.
Google - niby nic wielkiego, ale obecny i niezastąpiony na każdym kroku. Startował z pewnym opóźnieniem, w przeciągu kilku lat zdyskredytował konkurencję i obecnie decyduje o „być albo nie być” niemal każdego, kto chce zaznaczyć swoją pozycję w sieci.
Czy dany pomysł jest fenomenem, dowiadujemy się dopiero z czasem. Faktem jest, że na ogół nikt nie jest w stanie określić jak to się stało, że:
a. nikt wcześniej na to nie wpadł
b. dany pomysł nie umarł
c. czemu to się podoba.
Niewątpliwie szczęściu można pomóc. Nakład pracy, inteligencja i duże pieniądze mogą ułatwić start. Jednak ostatecznie to użytkownicy/odbiorcy decydują o sukcesie. Jeżeli ci się uda, sława i bogactwo są twoje.
Posty o podobnej tematyce:
Jeśli spodobał Ci się ten blog, zapraszam do subskrypcji RSS!
Dziwi mnie, że nikt wcześniej nie wpadł na naszą-klasę. W końcu np. w kapitalistycznej ameryce takie serwisy istnieją od dawna…
Pisz dłuższe teksty…
AngRoss -> nic co dobre nie może mieć początku w zepsutym, kapitalistycznym, amerykańskim świecie :D. Zaś poważnie: skąd wiesz że nikt na to nie wpadł wcześniej. Dziesiątki stron pojawiają się i umierają codziennie w sieci. Ten jeden pomysł miał „fart” i dotarł na głębokie wody. Nie pożarły go rekiny i nie rozbił się o rafy. Co o tym zadecydowało?
Co do długości tekstów: Lejesz miód na moje uszy. Jednak redakcja stopuje moje grafomańskie zapędy :P.
Skromny współpracownik redakcji w mojej jeszcze skromniejszej osobie podpisuje się pod wnioskiem AngRossa.
A jeszcze a propos wpadania na różne rzeczy – wiadomo powszechnie, ze jak raz ktoś na coś wpadnie, to inni też zaczynają na to wpadać (nawet nie wiedząc, że zostało to juz wpadnięte) i to z coraz większą częstotliwością, tak, że dość szybko zaczyna się dziwowanie „jak można było na to nie wpaść WCZEŚNIEJ?!?”. Takie jakieś prawo kosmiczne.
Jak to ładnie się mówi: „Każdy głupi by na to wpadł”
I znowu wracamy do classmates.com i naszej klasy… :>