Odyseja Internetowa #5 – Дозволено цензурою

Odyseja Internetowa

Cenzura. Proste słowo, ale w naszej kulturze niesie ze sobą tak wielki ładunek emocjonalny. Frustrację, złość, czasami wręcz nienawiść. I nic dziwnego. Przez lata cenzorzy decydowali, co wolno nam myśleć, a co nie. Większość Polaków na stwierdzenie „cenzura” staje się zagorzałymi anarchistami.

O jej zasadności można dyskutować niemal do znudzenia. Niewątpliwie cenzura mająca charakter polityczny jest tym rodzajem, który budzi największy, jak najbardziej uzasadniony sprzeciw. Jednak przecież cenzura ma parę innych wymiarów, nie dających się już tak jednoznacznie określać. Bo przecież kontrolowanie dostępu do twardej pornografii wielu osobom wydaje się słuszne, nie wspominając już o takim śmiesznym zjawisku jak poprawność polityczna, która przecież też jest formą cenzury. Czy w takim układzie cenzor robiący coś z pobudek etycznych jest tym dobrym? Przecież np. cenzura polityczna (przynajmniej w teorii), ma uchronić nieświadomego politycznie obywatela przed zgubnymi i wywrotowymi opiniami, mogącymi mieć zły wpływ na jego postawę obywatelską.

Nasuwa się więc wniosek, że albo cenzura jest zła jako taka, a wiec niemoralna w dowolnej postaci, albo jest dobra i wówczas nie należy krytykować jej niezależnie od tego jaka przybiera formę. Oczywiście ktoś może stwierdzić, że jej dobry lub zły aspekt zależy od pobudek organu który ową cenzurę przeprowadza. Tyle że tu natychmiast pojawia się kwestia oceny, czy wola, którą kieruje się cenzor, jest dobra czy zła, oraz komu wypada ową wolę oceniać.

Jedyną dopuszczalną dla mnie formą takiego działania jak ograniczanie dostępu do informacji jest dobrowolna rezygnacja z zapoznawaniem się z pewnymi treściami. Inaczej mówiąc autocenzura. Człowiek, jako istota rozumna, powinien sam określać czy dane treści są dla niego szkodliwe i, czy to z pobudek moralnych, etycznych czy intelektualnych decydować się na ich odrzucenie. Każdy inny wypadek uznaję za próbę ograniczania mojej własnej (lub czyjejkolwiek) swobody myśli i wolnej woli. Przyjmuję głoszenie idei nazistowskich za szkodliwe, wiec omijam je szerokim łukiem. Uważam ludzi głoszących takie myśli za idiotów, wolno mi, na tym polega swoboda poglądów. Nie zabraniam, nie polecam, wręcz potępiam, ale zakaz uważam za jeden z najgorszych pomysłów. Zawsze tak było, że zakazane bardziej kusi.

Oczywiście, jak w większości wypadków, i od tej radykalnej opinii istnieje przynajmniej jedno odstępstwo. Związane jest z tak zwanym wychowaniem dzieci i młodzieży. Wręcz instynktownie staramy się chronić dziecko przed obrazami, które mogłyby być krzywdzące dla jego psychiki. Zresztą wychowanie to proces oparty w znacznym stopniu na selektywnym dostarczaniu informacji dziecku. Uczymy je czym jest śmierć, kiedy musimy lub kiedy jest już na tyle duże, że jego własne obserwacje doprowadzają do pytań. Nie inaczej jest z prokreacją, chociaż tu wiele zależy od podejścia pojedynczych rodziców. Zrozumiałe jest więc dla mnie również niedopuszczanie dziecka do materiałów, które są drastyczne, obsceniczne lub zwyczajnie obrzydliwe. Oczywiście, tak jak w przypadku zwykłej cenzury, pytaniem najistotniejszym pozostaje, jakie tematy rodzice powinni cenzurować i kiedy ich kontrola powinna ustać. Nie wspominając już o takim drobiazgu jak próba kontrolowania światopoglądu dziecka poprzez selekcje informacji („Nie, kochanie. Holokaust to wymysł złych ludzi.”).

Odyseja Internetowa #5 - Дозволено цензурою

Przejdźmy do konfrontacji tematu z sytuacjami, które napotykamy w sieci. Jak wiemy, przez Internet jesteśmy w stanie znaleźć w zasadzie wszystko. Nawet jeżeli w granicach danego kraju propagowanie pewnych treści jest zakazane, to istnieje olbrzymia szansa, że gdzieś na świecie jest miejsce, w którym prawo jest liberalniejsze. A co za tym idzie będzie tam można znaleźć dane na „interesujący” nas temat. Dzięki Internetowi możemy to osiągnąć bez konieczności ruszania tyłka z fotela. Formalnie często takie nasze działania stoją w sprzeczności z prawem. Oczywiście, wszystko zależy od tego, czego konkretnie zakazują przepisy w danym kraju.

Władze radzą sobie z „problemem” na dwa sposoby. Pierwszy polega na tym, że jeżeli zajdzie podejrzenie przestępstwa, wszczynane jest śledztwo, a jeśli w toku postępowania zostanie wykazana wina, to podejrzany trafia pod sąd, gdzie może zostać skazany ze stosownego paragrafu. Taki mechanizm funkcjonuje w Polsce względem np. pornografii dziecięcej i szerzenia poglądów faszystowskich oraz antysemickich. Drugą możliwość wykorzystały chińskie władze. Prewencyjnie uniemożliwia się obywatelom dostęp do pewnych danych. Wymagało to utworzenia oprogramowania w specjalnych wersjach właśnie na rynek chiński. Interesujące jest to, że większość tych programów powstaje za pośrednictwem firm amerykańskich, kraju będącego wielkim obrońcą demokracji i wolności słowa. Widocznie zepsuci kapitaliści wyżej cenią sobie zyski niż ideały.

Inną ciekawostką są filtry rodzinne, czyli elementy oprogramowania lub opcje usługi mające na celu odcięcie dostępu do stron o treści erotycznej lub pornograficznej. To ta forma cenzury, na którą jestem skłonny się godzić, ponieważ zawiera element decyzji użytkownika. W zasadzie zamierzałem  zdyskredytować każde wytłumaczenie dla stosowania cenzury, ale ta jej forma jest dla mnie dopuszczalna.

Niewątpliwie cenzura jest obecna w Internecie, czy nam się to podoba czy nie. Jej zakres nie stoi na ogół w sprzeczności z potrzebami większości użytkowników. Oczywiście do chwili, kiedy ci użytkownicy nie potrzebują bardzo konkretnych informacji, które starannie są z sieci usuwane.

Protestem przeciwko cenzurze i kontroli obywateli była książka George’a Orwella „Rok 1984″. Oczywiście to stwierdzenie jest truizmem. Chodzi o to, że Orwell dostrzegł paranoję i absurd, jakie wiążą się z kontrolą sposobu myślenia innych ludzi. Dostrzegł ją i przeraziła go, a więc stworzył książkę opisującą absurdalny system, aby przestrzec innych przed taką sytuacją. Idealnym komentarzem do niniejszego tekstu jest cytat z tej książki: „My niszczymy słowa. Setkami, i to dzień w dzień. Redukujemy język, plewimy z niego wszystko, co zbędne.”. Na szczęście uniknęliśmy takiej rzeczywistości. Tylko czy na pewno?

Posty o podobnej tematyce:

  1. Odyseja internetowa #4 – ‘Kręcimy pornola’
  2. Odyseja Internetowa #7 – Piracki skarb
Jeśli spodobał Ci się ten blog, zapraszam do subskrypcji RSS!

8 Komentarzy do wpisu “Odyseja Internetowa #5 – Дозволено цензурою”

  1. Ufnal pisze:

    „Nasuwa się więc wniosek, że albo cenzura jest zła jako taka, a wiec niemoralna w dowolnej postaci, albo jest dobra i wówczas nie należy krytykować jej niezależnie od tego jaka przybiera formę.”

    Kto jak kto, ale Ty, Odyseuszu, powinieneś wiedzieć, że niewiele jest rzeczy czarno-białych. A Orwell pisząc o niszczeniu słów i redukcji języka miał na myśli inne procedery, niż opisywane przez Ciebie, co też chyba wiesz.

    Co nie zmienia faktu, że róbta co chceta, ludzie. Tyle, że razem z wolnym dostępem do informacji [włąśnie - co np z dziecięcą pornografią?] powinny wtedy iść prawa do używania np narkotyków czy posiadania broni. Bo skoro informacje, to czemu nie dobra materialne?

  2. Odyseusz pisze:

    Ufnal-> No, ciebie o to nie podejrzewałem. Wyrwałeś zdanie z kontekstu i zachowujesz się jakby poprzednia (i następna) część wypowiedzi nie istniała. Oczywiście, że niczego nie można oceniać w czerni i bieli, chociaż człowiek chciałby móc czasem do tego się posunąć.

    Co do myślenia Orwella… Co autor miał na myśli… Osobiście uważam, że mechanizmy były bardzo podobne, natomiast używane do osiągnięcia zupełnie innych efektów. Inwigilacja, cenzura – w tym zmiana danych związanych z jakimś wydarzeniem – oraz represje wobec tych, których uznajemy za wrogów aparatu. Ja tu nie widzę żadnych innych mechanizmów.

  3. Sephirath pisze:

    Rok 84′ wywarł na mnie swego czasu niesamowite wrażenie. Ale może jestem „nie tym pokoleniem” – nie wyobrażam sobie czegoś takiego w życiu.

  4. Ufnal pisze:

    Wziąłem zdanie otwierające akapit ;P Wiem, że ogólna wymowa tekstu jest inna, ale dla mnie takie stawianie sprawy nie jest do końca fair – sam przecież dalej przyznajesz, że ochrona (?) dzieci przed pewnymi treściami to też cenzura. Jeśli uznałeś to za manipulację – sorry.

    A u Orwella chodziło chyba w tym cytacie o zmianę samego języka, tworzenie nowomowy, wypranej z pojęć niepotrzebnych systemowi, tak, że gdyby nawet ktoś chciał się zbuntować – nie potrafiłby tego buntu wyartykułować. Acz mogę się mylić, 1984 dawno czytałem. Oczywiście bardziej tradycyjna cenzura też w tej książce była obecna, ale jednym z największych osiągnięć Orwella było przedstawienie cenzury nie tylko treści, ale też samego języka, ba, cenzurowania przeszłości.

  5. Odyseusz pisze:

    Ufnal-> Moim zdaniem mechanizmy opisywana przez Orwella są bardzo zbliżone do tego, co można dziś zaobserwować w wielu krajach zachodnich, a szczególnie w Stanach. Tam też manipuluje się językiem, zmieniając znaczenie słów i niektóre z nich „kasując” z języka, aby wpłynąć na światopogląd ludzi, sposób patrzenia i reagowania na pewne sprawy. Tyle że służy to nieco innym celom (przynajmniej w teorii) w końcu poprawność polityczna ma taki szczytny cel – równe traktowanie ludzi, wykorzenienie zwrotów językowych, które mogą być dla kogoś obraźliwe itp. A ze przy okazji robimy ludziom pranie mózgów, cóż…

  6. Ufnal pisze:

    „Łysy” źle, „aerodynamicznie uprzywilejowany” dobrze – to masz na myśli? ^^. Polityczna poprawność to narzucanie ludziom siłą kultury, wychowania, taktu i inteligencji spreparowanych sztucznie i skrojonych na najszerszą miarę.

  7. TGOF pisze:

    gejowski wpis

  8. Ufnal pisze:

    Z opinią specjalisty znającego temat z pierwszej ręki nie wypada się nie zgodzić :)

Skomentuj!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>