
Insomniac Games było jednym z pierwszych studiów deweloperskich, które postanowiło pobawić się w pionierów i wydać kolejną cześć swojej długiej (cztery odsłony na PlayStation 2 i jedna dla jej następcy!) serii w cyfrowej dystrybucji (profilaktycznie jednak na rynek trafiła również wersja pudełkowa). Takie postępowanie musiało pociągnąć za sobą pewne konsekwencje – „ściągalne” tytuły są z reguły mniejsze i krótsze od ich schowanych w DVD boxach konkurentów. Czy kolejne przygody Ratcheta spotkał ten los?
Jeśli graliście w Tools of Destruction wiecie, o czym opowiada fabuła Quest for Booty. Najlepszy kumpel ostatniego Lombaxa w galaktyce – robot Clank – został porwany przez tajemnicze istoty znane jako Zoni. Cwaniaki manipulują czasem i przestrzenią, więc trudno je dorwać. A przecież nie ma Ratcheta i Clanka bez Clanka, nie? Tak więc nasz bohater musi odszukać pirata imieniem Darkwater, który zna sposób na skomunikowanie się z porywaczami. Ale – jak na prawdziwego żłopacza grogu przystało – nie śpieszy mu się do wyjawiania swoich sekretów.
Do celu droga kręta i daleka (tylko w teorii), w międzyczasie trzeba coś robić. Quest for Booty mechaniką nie odbiera od innych gier z serii i dalej jest grą action-adventure z dużym naciskiem na wymianę ognia za pomocą świetnie zaprojektowanych pukawek (wyrzutnia trąb powietrznych, którymi sterujemy poruszając padem? Dajcie spokój). Jednak tym razem twórcy zdecydowali się trochę zmienić formułę i podczas naszej przygody więcej poskaczemy i stoczymy potyczek umysłowych (zagadki), niż ogniowych. I tu wkrada się jeden z większych problemów gry: mało broni! O ile w poprzednich częściach otrzymywaliśmy tony powykręcanych gnatów, które na dodatek mogliśmy dowolnie ulepszać, oraz kilka zbroi do kupienia, tak tutaj spluwek zdobędziemy zaledwie… siedem. A jedyne upgrade’y w jakie je wyposażymy to te znaleźne. Innymi słowy: zapomnijcie vendorach i grindowaniu śrubek – tutaj się Wam na wiele nie przydadzą. Nowość w rozgrywce mamy jedną: zwiększoną funkcjonalność klucza francuskiego. Teraz użyjecie go także do poruszania (prawy analog) specjalnymi przedmiotami, jak kładki czy sprężyny.

Grę można podsumować słowem „mała”. Szczególnie, jeśli – jak już mówiłem – przypatrzymy się jej poprzednikom. Zniknęło kupowanie kolejnych narzędzi zniszczenia, zbroje poszły na spacer, salę opuściły nawet skill pointy, czyli „achievementy zanim achievementy zdominowały growy świat”. Oczywiście trofeów też nie uświadczymy, Quest for Booty to gra z 2008 roku, a wtedy nie były one obowiązkowe dla każdej gry na PlayStation 3.
Na szczęście inne elementy charakterystyczne dla Ratcheta pozostały na miejscu. Graficznie jest świetnie, nawet lepiej niż w Tools of Destruction, ale to dość oczywiste poprawki w silniku. Szczególnie lepiej wygląda teraz woda, przeciwnicy też jakby otrzymali więcej szczegółów. Humor to oczywiście pierwsza klasa, ale trochę zmieniono jego tematykę. Wcześniej stawiano na wymiany zdań między głównymi bohaterami i napotykanymi przez nich postaciami. Clanka zabrakło, trzeba było wymyślić coś nowego. Żarty rozbiegają się głównie o piratów i ich zabawny sposób wysławiania się, oraz narrację znanego z poprzedniej części Rusty Pete’a („who took our hero’s lady friend captive, which of course multiplies the drama by, like, four!”).
Odpowiedzmy sobie może wreszcie na pytanie zadane we wstępie: niestety tak. Ratchet & Clank: Quest for Booty to przyjemna i zabawna gra, która jednak za bardzo odstaje od swoich poprzedników pod względem zawartości. Ukończyć ją można w około cztery godziny (za drugim podejściem zapewne mniej), więc jest idealną pozycją na wakacje. Ot, żeby w przerwie między radosnym hasaniem z psem na łące a suto zakrapianą imprezką trochę poznęcać się nad padem.
Plusy: przyjemna rozgrywka, zabójczy humor
Minusy: „bieda”
Ocena: 7.9 Dla fanów serii
Posty o podobnej tematyce:
Jeśli spodobał Ci się ten blog, zapraszam do subskrypcji RSS!