
W Half-Life 2 zakochałem się bez reszty – świetne potyczki, niesamowity klimat, fabuła zabierająca nasze emocje na dziką przejażdżkę rollercoasterem, Gravity Gun i Alyx Vance. Jak nie wielbić tej gry? Niestety, Episode 1 ostudził mój zapał: nie dość, że krótkie, to jeszcze strasznie nudne. Do drugiego Epizodu podszedłem więc z odpowiednią dozą sceptycyzmu. Skończyło się to tak, że urwał mi głowę przy samej… przy stopach, o.
Silnik Source nie należy do najnowszych – po raz pierwszy wykorzystano go jeszcze w 2004 roku. Trzy lata (dla przypomnienia, Episode 2 trafił na rynek pod koniec 2007 roku) to w świecie elektronicznej rozgrywki szmat czasu, a konkurencja zaczęła w międzyczasie wykorzystywać takie cudeńka, jak Unreal Engine 3 i CryEngine 2. Jednak czymże są zabawki w porównaniu do zdolności koderskich studia Valve? Od czasu Half-Life 2 dodano efekty związane z oświetleniem, tekstury są wyraźniejsze. Pochwalić należy również sam projekt lokacji: urokliwe wzgórza przyciągają i zachęcają do zatrzymania się na chwilę celem podziwiania widoków.
W kwestii fabuły wiele nie zmieniono. Gordon dalej nic nie mówi, o niczym nie wie – w końcu parę lat przeżył zawieszony w czasie i przestrzeni, nie? Więc ludzie dookoła rozmawiają o sprawach nam nieznanych, a nikt nie ma czasu w cokolwiek gracza wtajemniczyć. Niektórym takie podejście do sprawy się spodoba, innym nie przypadnie do gustu, ale oryginalność idei i samo dopracowanie uniwersum wypada docenić.
Gra zachowała arsenał znany z oryginału: kultowy łom, pistolet, rewolwer, pistolet i karabin maszynowy, strzelba, kusza z lunetą. No i Gravity Gun, którym zabawa wciąż się nie nudzi. Otrzymaliśmy tylko dwa nowe rodzaje przeciwników. Odmiana Antlionów mogąca strzelać kwasem i… ah! Każda potyczka z Hunterami – bo tak się zwą te większe od człowieka, trójnożne bestie – zostanie w Waszej pamięci na długi czas. Są szalenie widowiskowe, pomysłowe i efektowne. Przede wszystkim: strzelają seriami strzałek, które eksplodują chwilę po wbiciu się w cel. A my możemy złapać je grawitacyjną spluwką i odrzucić we wroga. Do tego dorzućcie sobie niesamowitą siłę, szybkość, giętkość oraz wytrzymałość Łowców, a otrzymacie wroga doskonałego. Przy okazji pochwalę wszystkie walki w grze: według tradycji serii (a w przeciwieństwie do większości dzisiejszych gier) wymagają myślenia, zmuszają do racjonalnego strzelania i wykorzystywania otoczenia. Że wspomnę tylko o ostatniej, naprawdę wielkiej (wręcz epickiej!) bitwie, w której zmierzymy się z zastępami wspomnianych Hunterów i starych, dobrych Striderów.

Podobnie jak w Episode 1 praktycznie cały czas (no, prawie, ale tu wkroczyłbym na grunt psucia zabawy innym) towarzyszy nam Alyx Vance. Wiecie, że animacja jej twarzy nie postarzała się ani trochę i ośmieliłbym się stwierdzić, że… dalej jest najlepszą „facial animation” jaką spotkałem w grach wideo! A żeby jeszcze bardziej zachęcić Was do zagrania dodam, że lepiej poznamy też Vortigaunty (rasa obcych, pomagająca ludziom w obronie Ziemi). Okazuje się, że są bardzo, ale to bardzo „badassowi”.
Jeśli posiadacie Xboksa 360 przyciągnąć Was mogą także ciekawe achievementy. Chluba Valve, a zarazem ozdoba każdego profilu gracza. Jeśli nie uda Ci się wysłać ogrodowego krasnala w kosmos, nie możesz nazywać siebie prawdziwym achievement hunterem.
Cóż więcej mogę powiedzieć o Episode 2? Jest tylko dodatkiem do większego tytułu, ale fakt nie ujmuje jego – nie bójmy się tego powiedzieć – geniuszowi. Przez całe 5 godzin rozgrywki byłem wgnieciony w fotel, ani przez chwilę na mojej twarzy nie zagościł grymas niezadowolenia czy znudzona mina. Po prostu trzeba zagrać, bo to idealny kawałek kodu.
Plusy: akcja, inteligentne walki, klimat, Alyx Vance
Minusy: …mogłaby działać na Source 2.0 i nazywać się Half-Life 3?
Ocena: 9.0 Szczerze, jak mógłbym dać mniej?
Posty o podobnej tematyce:
Jeśli spodobał Ci się ten blog, zapraszam do subskrypcji RSS!
zacne. H;2 ma chyba najbardziej efektowne w kosmosie skryptowane momenty
niestety wiekszosc gier nie siega HL2 do piet – owszem, wygladaja bardzo ladnie ale co do grywalnosci i pomyslow… ehhh