
Każdy z nas lubi, jeśli inni go szanują. Podobnie jest z grami: kiedy widzimy, że deweloper szanuje nas jako klienta, dużo chętniej wydajemy ciężko uciułane pieniądze na jego dzieło. I tu pojawia się pewien smutny fakt: twórcy gier (tudzież ich wydawcy) ostatnimi czasy coraz rzadziej okazują nam respekt.
Najpierw może ustalmy kilka sposobów na pokazanie, że deweloper nie ma nas w zadku. Przy czym darujmy sobie ogólną jakość gry, bo jest ona dość oczywista. Nie wiem, jak Wy, ale mi jest miło, kiedy w danej pozycji zadbano o drobne (a czasami jakże ważne!) szczegóły, mogę ją przejść kilka razy i za każdym razem bawić się choć trochę inaczej tudzież mieć coś co zachęci mnie do kolejnego sięgnięcia po płytkę/kartridż z grą (tak zwane „replayability„), albo też otrzymuję kolejne, ciekawe dodatki (do kupienia bądź darmowego ściągnięcia, zależy od rozmiaru i innych takich). Przykład gry, której deweloper wyraźnie mnie szanuje?
Metal Gear Solid 3: Snake Eater. Chociażby za ogromną ilość drobnych szczegółów i mnóstwo rzeczy do zrobienia/zdobycia/spróbowania przy każdym kolejnym podejściu do gry. Ilość pomysłowych sposobów na eliminację przeciwników jest bardzo duża, a i tak przy pierwszym przejściu większość graczy ograniczała się do standardowego pistoletu na strzałki, pomijając trujące grzybki, podrzucanie węży i zestrzeliwanie uli os. System walki w zwarciu to kolejny element gry dający duże możliwości: zaczynamy od zwykłego chwytu, z którego przechodzimy do powalenia, użycia wrogiego żołnierza jako żywej tarczy czy przesłuchiwania (dzięki któremu zdobywamy ciekawe informacje pomagające w rozgrywce!). Rozmowy przez radio są bogate w opowieści i żarty („Myślisz, że w 2004 roku dalej będą się ukazywać filmy z Godzillą?”), a kiedy w pewnym momencie bohater traci oko (żaden spoiler, MGS3 poprzedza resztę serii), widok z pierwszej osoby mamy odpowiednio ograniczony. Szacuneczek!
Trudno nie szanować twórców wielu RPGów za umieszczanie w swoich tworach ogromnych ilości zadań pobocznych i wielkich światów, ale to tylko jedna strona medalu. Gra może łatwo przerosnąć twórców, czego przykładem jest seria Gothic (czy niesławny Daggerfall, ale dajmy już spokój biedakowi). Dwie pierwsze części miały całkiem spore, otwarte lokacje, w parze z którymi szły błędy. Jednak dało się je przeżyć, prawdziwy dramat miał miejsce w przypadku trzeciego dzieła Piranha Bytes – istnego pokazu nieporadności testerów lub programistów, albo goniących terminów. Mnóstwo bugów utrudniających rozgrywkę (a to sobie postać zniknie, a to nie zaliczy wykonanego zadania…), kompletny brak balansu (byle wilk jest groźny nawet dla nieźle podpakowanego herosa załatwiającego armię orków gołą klatą, a dziki nie pozwalały spać po nocach!) i -wreszcie – beznadziejna optymalizacja techniczna, czasem uniemożliwiająca grę. Co pozostaje graczom? Czekanie na łatki… Szacunku brak!

Pozostając przy sprawach związanych z Internetem: Achievementy i Trofea rozleniwiły twórców. Teraz nie ma potrzeby dodawać nowych kostiumów dla postaci czy spluwek do odblokowania, skoro wystarczy wymyślić parę osiągnięć – często bardzo prostackich – i sprawa załatwiona. Uncharted to zarąbista gra, ale po skończeniu jej raz pozostaje tylko przechodzenie jej ponownie, na wyższym poziomie trudności. No i oglądanie filmików „Making of”, ale one nic nie wnoszą do zabawy. Analogiczna sytuacja występuje w przypadku takich hitów, jak Gears of War i Call of Duty 4, ale te gry bronią się świetnymi trybami wieloosobowymi, dostarczającymi setek (tysięcy, setek tysięcy, milionów…) godzin zabawy. Na tle tych gier wyróżniają się japońskie produkcje, z Residen Evil 5 na czele: kupowanie ulepszeń do broni i nowych narzędzi zniszczenia samych w sobie, dodatkowe wdzianka dla postaci, a nawet bonusowy, świetny tryb Mercenaries. Szacuneczek, ale nie do końca, o czym akapit niżej!
Jednak ostatnia część zombiacznej sagi ma skazę: tryb sieciowy, który musimy sobie DOKUPIĆ za kilkanaście złotych. Podejrzaną kwestią jest rozmiar ściąganego przez nas pliku – kilka megabajtów oraz to, że dokonać zakupu mogliśmy tuż po premierze. Łatwo tak rozumując dojść do wniosku, że Capcom z góry założył wprowadzenie rozgrywki wieloosobowej do swojej gry, ale postanowił jeszcze trochę „podoić” fanów. Szacunku brak, ot co!
Inaczej ma się sprawa ze studiem Criterion, które do tej pory wypuściło tylko jedną grę na konsole obecnej generacji: Burnout Paradise. Jakiś czas po premierze tej ścigałki zaczęły się pojawiać dodatki do niej, z czego te pierwsze były darmowe, a przy tym wciąż duże, jeśli chodzi o zawartość (na przykład: wprowadzały nową klasę pojazdów, motocykle). Kolejne dodatki były oczywiście płatne, ale wciąż są to ceny sensowne i, co najważniejsze, dzięki początkowym, darmowym update’om wiemy, czego się po nich spodziewać! Szacuneczek!
Wnioski? Rozwój usług sieciowych rozleniwił twórców gier, ale swoja rękę w tym procederze miał też rozrost niedzielnego grania. Łatwiej i bardziej opłacalnie jest wypuścić na rynek krótką, małą grę, która powstanie bardzo szybko i nie nadwyręży budzetu firmy, niż starać się stworzyć coś dużego, starczącego na wiele godzin. Ludzie i tak to kupią, jeśli „acziki” będzie można zrobić w pięć godzin. Podobnie jest z błędami, które można spokojnie załatać. Ale klient i tak musi się trochę pomęczyć do czasu kolejnej łatki…
Posty o podobnej tematyce:
Jeśli spodobał Ci się ten blog, zapraszam do subskrypcji RSS!
Z serią Gothic to prawda. Trzecia część to totalne olanie graczy. Po genialnej (jeżeli chodzi o klimat) jedynce, niezłej dwójce, o Nocy Kruka to nie wspomnę, bo to chyba jeden z najlepszych dodatków jaki kiedykolwiek powstał, dostajemy Gothic 3. To jest gówno po prostu ładnie wygląda, ale o jakości samej gry świadczy to, że łatka zrobiona przez fanów waży ponad 800 mega! Jeszcze teraz planują poprawić fabułę (!) to świadczy coś o tym jakie były poprzednie części (chyba niewiele gier może się pochwalić taką społecznością fanów po 2 częściach i dodatku) i jaką grę dostali teraz [fani poprawiający fabułę (!) gry]. Zresztą to nie jest wina Piranii, w JoWood sporo się pieprzyło (świat zobaczył NK w rok po wypuszczeniu dodatku w Niemczech], i niestety tak duży świat jaki miał być w G3 przerósł możliwości tych sympatycznych rybek. Trzymam kciuki za Risen.
Żeby nie było offtopu, to gry się robi teraz dla kasy (żeby info na pudełku fajnie wyglądało i żeby była fajna grafika i żeby było dużo nowości i jeszcze raz fajna grafika- to zachęci ludzi do kupienia gry) nie dla zabawy. Nie twierdzę że nie ma dobrych nowych gier, ale nowe części znanych serii się sypią :/
Dla mnie największym ciosem ze strony developerów było oficjalne potępienie i nakaz zatrzymania prac przy projekcie Morroblivion…
Co do tematu, jest też kwestia podsuwania graczom narzędzi do modowania. Ot, np. Oblivion (mówie o tym, w co gram…) jak dla mnie mógłby być wypuszczony jaki silnik z ConstructionSetem plus zestaw meshów i tekstur. Aktywna scena modderska zapewnia tytułowi dłuuugie życie, a twórcom… kasę. Dość powiedzieć, że do dziś ludzie kupują Morka TYLKO po to, żeby zagrać w totalne konwersje. A i nowe mody do Daggerfalla się zdarzają.
Idealny przykład braku rispektu to oczywiście Terminator: Salvation – gra zrobiona tylko po to by zarobić na marce, mega krótka, nudna (4 rodzaje przeciwników!) i nie obfitująca w… ŻADEN dodatek. No i te osiągnięcia – calak za przejście na Hardzie. I ludzie się na to nabierają i kupują.
Gothic I + II i NK to naprawdę spora dawka dobrego softu, a 3 po patchu od community jest grywalna, ale nic poza tym. MGS3 musze kiedyś w końcu przejść. Ja również lubię w grach takie drobne szczegóły i smaczki odkrywane podczas gry.
Dodam tylko, że darowałem sobie kolejne wspominki o Shadow of the Colossus, bo skończyłbym na stosie ^^.
Co do criterion i burnout: paradise. Wszystko sie zgadza z tym co napisał Kradziej. Jest tylko jedno ale: płatne DLC oblokujące wszystkie dostępne samochody w grze – według PSN jest to oferta dla tych, których czas nagli a chcą mieć wszystko od razu – według mnie to już jest lekka przesada.
Criterion niby szanuje a w sumie krzyczy sobie dużo za dodatki i niektóre są słabe. A to darmowe (motory + noc) to moim zdaniem malutka porażka. W ogóle gra mi się nie podoba, ale to już rozmowa na inną okazję. Klientów nie szanuje choćby Valve, chociaż L4D2 i tak kupię. Dziwne? Hmm..