Kradziej Sądzi #8 – Na pewno przygoda?

Kradziej Sądzi #8 – Na pewno przygoda?

Nieraz spece od marketingu starają się zachęcić nas do kupna gry hasłami określającymi daną pozycje jako „wielką przygodę!”. Wiecie, o co mi chodzi? „Przygoda, której nie zapomnisz!”, „Przeżyj wspaniałą przygodę w pięknej krainie!” i setki podobnych fraz. I my kupujemy te gry (choć jako gracze raczej według opinii branżowych ekspertów, a nie haseł na pudełku) i cieszymy się z nich. Ale ja czasem zatrzymuję się, żeby pomyśleć „jasne, gierka świetna, ale gdzie, u licha, podziała się przygoda?!”.

Nie rozumiecie, o co mi chodzi? Śpieszę z wytłumaczeniem. Przypatrzmy się filmom i tym, co się w nich dzieje. Bohater – załóżmy Indiana Jones – wyrusza na poszukiwanie skarbu. Czy dostaje się do niego wystrzeliwując magazynek za magazynkiem i zabijając wroga za wrogiem (gdyby tak robił, Hitler raczej dużo szybciej przegrałby wojnę)? Nie. To może skacząc po podobnych do siebie półkach skalnych, lianach oraz gzymsach i kolumnach świątyń? Nie. Przygoda według Indy’ego to miks wielu różnorodnych czynności, wliczając w to wspomniane już skakanie, strzelanie, wytężanie mózgownicy, eksplorację dawno zapomnianych miejsc, pościgi przy użyciu najróżniejszych środków transportu, może odrobinę skradania. Na nasze nieszczęście, gry bardzo często ograniczają się do jednego mechanizmu, który wałkują przez cały czas trwania – no właśnie – „przygody”. Nie wiem jak Wy, ale ja w takim Diablo wiele awanturnictwa nie widzę, tylko chodzenie i mordowanie kolejnych pomiotów piekielnych. Czy to źle? Ależ oczywiście, że nie (patrzcie, ja rymuję!).

Wprowadźmy więc definicję pojęcia, które nazwałem „czynnikiem przygody” (nowe, lepsze nazwy proszę wysyłać na adres redakcji). Jest to zróżnicowanie mechaniki rozgrywki w taki sposób, aby dostarczyć graczom doświadczenie bliskie dobremu filmowi przygodowemu. Bo biegania po nudnych korytarzach i rozstrzeliwania w kółko tych samych (czasem większych i lepiej uzbrojonych) przeciwników, bez jakichkolwiek urozmaicaczy, przygodą bym nie nazwał. Nie zrozumcie mnie źle, nie oczekuję od autorów RTSa, że zawrą w swoim nowym Command & Conquer czy WarCrafcie elementy platformowe (pod pewnymi względami już… było: Grim Grimoire). Tak samo jak nie wymagam efektownych pościgów od Civilization lub, o zgrozo, Europy Universalis. Ale jeśli założenia gameplay’u na to pozwalają, miło by było otrzymać jakieś fragmenty rozgrywki, pomagające bardziej wniknąć w świat gry, przy jednoczesnym zachowaniu umiaru.

Jako przykład gatunku gier, w którym ów czynnik występuje rzadko, wybrałem RPGi, ale raczej te z zachodniego, niż japońskiego nurtu. Co najgorsze, teoretycznie właśnie odgrywacze ról powinny nam oferować niezapomniane przygody. Ale ja nigdy nie wybaczę Jade Empire, że – nieważne, jak świetna to gra –  ograniczyło się do walk oraz dialogów. I to walk bardzo standardowych: arena, my, przeciwnicy. Jakaś obrona konkretnej miejscówki, bitka na czas czy (moje marzenie) walka na statku na pewno by nie zaszkodziły. Powiadam Wam, ze nieważne, jak dobre oraz pomysłowe zadania w tej grze nie były, tak brakowało jej jakiegoś smaczku, który sprawiłby, że czułbym się jak mieszkaniec Jadeitowego Cesarstwa.

Kradziej Sądzi #8 – Na pewno przygoda?

Na koniec postanowiłem podać kilka gier, zawierających ten niesamowity czynnik przygody. Oczywiście wraz z uzasadnieniem wyboru:

Przygoda Wolnego Człowieka: Half-Life 2 – kontynuacja gry, która wyniosła Valve na wyżyny jeśli chodzi o twórców gier. Jednak ludzie Gabe’a Newella postanowili bardzo tę pozycję rozwinąć, unikając ograniczania jej do samego strzelania. Tak więc każdy z kilku rozdziałów, z których H-L2 się składa do standardowego „run & gun” dodaje inny, mniejszy bajerek. Jak chociażby samochód, z którego czasem musimy wysiąść by otworzyć sobie dalszą drogę. Albo wielkie robale schowane pod ziemią i atakujące nas jak tylko stopą dotkniemy gleby. Jedyny sposób na uniknięcie śmierci to układanie sobie ścieżki ze znalezionych przedmiotów (desek, skrzyń, drzwi…). Proste? Bardzo. Ale jakie fajne! O, albo w innym akcie towarzyszy graczowi mały oddział partyzantów, którym możemy nawet wydawać proste polecenia.

Przygoda ze Skarbem: Uncharted: Drake’s Fortune – co prawda czym dalej w grę tym więcej strzelania a mniej elementów gry platformowej i zagadek, ale wciąż możemy tu znaleźć pościgi i misje z wykorzystaniem skutera wodnego, a końcowy pojedynek to istna poezja w kwestii filmowości. Chociażby dlatego, że my nie mamy broni, a przeciwnik jest wyposażony w potężnego shotguna.

Przygoda po japońsku: Final Fantasy VII – i jeszcze trochę innych jRPGów, ale Fajnal siódmy jest akurat bardzo przystępny i od niedawna można go kupić na PlayStation Store. SquareSoft(właśnie: „-soft”, a nie „Enix”, chlip.) nawrzucał tu mnóstwo mini gierek (boks, wyścigi Chocobosów, jazda na motorze) i doprawił ciekawymi akcjami, jak walka na pędzącym pociągu. Tyle, że pociąg naprawdę się porusza, a my musimy się spieszyć, zanim… a niespodzianki już nie będę Wam psuł, trzeba zagrać.

Przygoda w Khorinis: Gothic II – seria zawsze (no, do trzeciej odsłony) słynęła z klimatu i niesamowicie skutecznego zaangażowania gracza w swój świat. Postaci z gier niemieckiego Piranha Bytes prowadziły niemalże własne życie: rano się budziły, potem trochę roboty, jakaś rozrywka od czasu do czasu i wieczorem znowu do wyrka. I my w tym życiu mogliśmy uczestniczyć, a nawet byliśmy do tego zachęcani! Chociażby zadaniami dla nowicjusza w Klasztorze Magów Ognia (GII), które trudno nazwać epickimi: sprzątaniem komnat, transportowaniem klasztornego wina do pobliskich karczm. Co więcej, jedną z pierwszych spraw, jakimi musieliśmy się zająć po rozpoczęciu naszej przygody (ha, mogę użyć tego słowa bez denerwującego głosu z tyłu głowy mówiącego „a wcale, że nie!”) było… znalezienie sobie pracy w mieście Khorinis. A mogliśmy się sprawdzić jako kowal, alchemik czy chociażby myśliwy. I każda z czynności związanych z tymi zawodami, to jest wykuwanie broni (szczególnie przyjemne jeśli zainstalujemy dodatek Noc Kruka), zbieranie i mieszanie ziół oraz polowanie na zwierzynę (a następnie zdzieranie z niej skór, tak!) była szalenie rajcująca i potrafiła odciągnąć od głównego wątku fabularnego, a jednocześnei poczuć się mieszkańcem królestwa Myrtany.

Przygoda Wojenna: Call of Duty 4: Modern Warfare – dziwny wybór, nieprawdaż? A wszystko dzięki świetnym, acz krótkim scenom (jak przenoszenie rannego pilota pod wrogim ostrzałem czy pewien wyb… no, pewno „w” dla tych, którzy nie grali), genialnej misji w Prypeci i iście filmowym akcjom, szczególnie tym na końcu gry. Choć i początek na statku towarowym brutalnie przybijał szczękę do podłogi.

Nie oczekuję zawierania czynnika przygody w każdej grze, ale jeśli jest to możliwe, to z chęcią go przywitam gdzie tylko się da. A Wy? Wolicie ścisłe trzymanie się ustalonej mechaniki czy może lubicie prawdziwie filmowe skoki w bok?

Posty o podobnej tematyce:

  1. Kradziej Sądzi #10 – Multi-co?!
  2. Kradziej Sądzi #7 – Ciąg dalszy…
Jeśli spodobał Ci się ten blog, zapraszam do subskrypcji RSS!

2 Komentarzy do wpisu “Kradziej Sądzi #8 – Na pewno przygoda?”

  1. Lurr pisze:

    Wybory, które podałeś w drugiej części artykułu są moim zdaniem bardzo dobre i faktycznie uzasadniasz je w sposób mnie satysfakcjonujący. Niemniej zauważ, że tych „czynników przygody” brakuje zazwyczaj w grach przeciętnych – i to właśnie je odróżnia od dobrych produkcji. Nikogo już dzisiaj nie rajcuje widok bohatera bez charakteru, szlachtującego hordy wrogów. Na tym cierpi na przykład niedawno wydany X-Blades. Szczątkowa fabuła ma być co prawda tylko pretekstem do zarzynania kolejnych monstrów, ale rozbudowanego scenariusza brakuje i w GoW, i w DMC. I co? I gra się w nie lepiej – charyzmatyczni bohaterowie, QTE, różniące się od siebie zadania… PoP: Piaski Czasu odniósł sukces, bo wniósł do skostniałego wtedy (po beznadziejnych – od 4 części – Tomb Raiderach) gatunku „przygodo-platformerów” pałera: możliwość operowania czasem.

    Reasumując – ten „czynnik przygody” to dla mnie nic innego jak zróżnicowanie podytkowane kreatywnością developerów.

  2. Ufnal pisze:

    Lurr wspomniał DMC – kolejna znakomicie filmowa i przygodowa gra, nawet jeśli większość typowo filmowych wydarzeń oglądamy w cut-scenkach.

    A Gothic 2… Przygoda? Gotowanie i kowalstwo ciężko nazwać „przygodowymi” (nie mylić z przygodówkowymi) czy filmowymi czynnościami. Ale faktycznie – różnorodność czynności jest, poczucie rozwoju od zera (sprzątającego komnaty) do bohatera (sprzątającego potwory) też.

Trackbacks/Pingbacks

  1. Podsumowanie tygodnia - 4.07 - 10.07 | Gemono! - Artykuły, newsy, galerie - Najlepsza publicystyka dla Graczy! - [...] Kradziej w swoim felietonie zastanawia się nad przygodami oferowanymi przez gry. Artykuł na pewno godny polecenia, przeczytania i zostawienia ...

Skomentuj!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>