Kradziej Sądzi #7 – Ciąg dalszy…

Kradziej Sądzi #7 – Ciąg dalszy...

Dobrych kilka tygodni minęło od czasu, kiedy ostatni raz mogliście czytać moje okołogrowe wypociny. Dla przypomnienia: w poprzednim odcinku nie zgodziłem się z ludźmi uważającymi obecną generację konsol za słabą. Argumenty jakie przytoczyłem, to rozwój niedzielnego gierania (który, wbrew opinii publicznej, uważam za dobre zjawisko dla branży), gry stawiające na twórczość użytkowników oraz danie możliwości rozwoju niezależnym i mniejszym twórcom. Dzisiaj kontynuujemy wątek.

W końcówce Kradziej Sądzi #6 napomknąłem o dwóch korzyściach, jakie dał nam rozwój usług sieciowych, ale omówić zdążyłem tylko wsparcie niezależnych deweloperów. Teraz zajmijmy się inna ważną kwestią, czyli powrotem gatunków gier powszechnie uznanych za martwe.

Pamiętam jeszcze te smutne wypowiedzi: o końcu platformówek 2D, scrollowanych strzelanin, chodzonych bijatyk. Teraz wielu starych, zasłużonych, a także nowych przedstawicieli tych rodzajów gier możemy pozyskać dzięki Xbox Live Arcade czy PlayStation Store. Geometry Wars i Super Stardust HD otworzyły drogę dla wielu podobnych produkcji, które rozwijają stare idee rozgrywki, wzbogacając je o ciekawe nowości. Wszystkie te tytuły oczywiście posiadają wysokiej jakości oprawę graficzną i dźwiękową. Pozwala to zapoznać się z nimi także młodszym graczom, nie pamiętającym barakowozów w nadmorskich miejscowościach i zbierania każdego grosza na żetony do automatów.

Skoro jesteśmy przy młodszych przedstawicielach growego społeczeństwa, warto napomknąć o powrotach nie tyle gatunków, co klasyków samych w sobie. Niedawno na PlayStation Store trafiło Final Fantasy 7, amerykańska wersja sieciowego sklepu Sony sprzedaje już Metal Gear Solid. A czy jest lepszy sposób na odrabianie growych zaległości niż wrzucanie sobie kultowych pozycji na handhelda, tudzież przechodzenie ich na konsoli z obecnej generacji? Takie rozwiązanie jest zdecydowanie wygodniejsze, prostsze i szybsze niż męczenie się z kablami czy starymi nośnikami danych. No i w pełni legalne, w przeciwieństwie do – jednak szemranych – emulatorów.

Kradziej Sądzi #7 – Ciąg dalszy...

Nie wypada także ignorować dumnego powrotu pewnego elementu gier, którego brakowało od dawna. Double Dragon czy Contra przechodzone w pojedynkę nie dadzą takich emocji, jak rozkładanie tych gier na czynniki pierwsze wraz z kumplem siedzącym obok nas na kanapie (no, ewentualnie na kanapie wirtualnej – online). Tak, tak – kooperacja właśnie w siódmej generacji konsol wróciła w chwale, po dość długiej nieobecności. I to lepsza niż kiedykolwiek, chociażby dzięki Internetowi. Doszło do tego, że recenzenci wytykają grom brak „koopa”, a nawet powstają pozycje w pełni poświęcone temu trybowi rozgrywki. Left 4 Dead bez trzech towarzyszących mi pogromców zombie, Gears of War bez innej osoby wcielającej się w Doma? Bez żartów proszę.

Niestety, w parze z ogromnymi profitami idą także okrutne i nieczułe wady. Toleruję, a nawet lubię różne duperele ściągane do gier. Ubranka dla postaci – macie mnie. Mogę za to nawet zapłacić. Ale już wyciąganie ze mnie kasy za ZAKOŃCZENIE historii to przesada. Szczególnie, że taki Prince of Persia końcówkę ma świetną. Ja, głupi, liczyłem na rozwinięcie fabuły w pełnoprawnej kontynuacji, a dostałem nędzne 3 dodatkowe godzinki rozgrywki. Oby ten paskudny trend nie zyskał popularności wśród wydawców. Jest szansa, że tak się nie stanie, co pokazuje Criterion. Studio wypuściło dużo darmowego DLC do swojej flagowej gry – Burnout Paradise – tym samym zatrzymując przy niej fanów. Potem powolutku przerzucili się na porządne, płatne dodatki. I nikt nie ma do nich o nic pretensji.

Na koniec zostawiłem sobie nowe sposoby kontroli w naszych ulubionych grach. EyeToy udowodnił, że można zmusić graczy do ruchu, a Nintendo razem ze swoim Wii rzuciło sobie cały świat do stóp. Teraz Sony oraz Microsoft usiłują podążać śladem firmy hydraulika. Czy im się to uda, dowiemy się już w niedalekiej przyszłości.

Mógłbym na koniec powiedzieć, że każda generacja maszynek do grania jest inna, przytaczać kolejne oczywistości. Ale wolę napisać, że panujące nam właśnie Wii, Xbox i PlayStation mogą przynieść prawdziwe rewolucje, zupełnie zmieniając gry wideo. Chociażby dzięki sterowaniu gestami ciała… a przecież do wesołej rodzinki dołącza właśnie Apple ze swoim iPhonem, producenci set-top-boksów też pracują nad zaimplementowaniem w nich bardziej zaawansowanych gier. Do tego jeszcze obiecujący góry twórcy OnLive.

I mówię to o rewolucji znacznie większej niż przeskok w trzeci wymiar.

Posty o podobnej tematyce:

  1. Kradziej Sądzi #6 – Generacja
  2. Kradziej Sądzi #9 – Szacuneczek!
Jeśli spodobał Ci się ten blog, zapraszam do subskrypcji RSS!

3 Komentarzy do wpisu “Kradziej Sądzi #7 – Ciąg dalszy…”

  1. DarthStan pisze:

    OnLive dla mnie jest nie realne bo… jak duże servery beda potrzebne do obsługi milionów graczy i to w liczbie przekraczającej 100 mln. Co będzie jeżeli jakiś server padnie, w nic sobie nie pograsz, a co jeżeli akurat dostawca internetu będzie miał problemy, znowu dupa w nic nie pograsz. Tak samo jak np. będziesz pozbawiony neta na pare tygodniu(z różnych powodów) tez w nic nie pograsz!!!

  2. Ufnal pisze:

    Stan – niby tak, ale nie wszędzie jest TPSA żeby net miał tak źle chodzić…

  3. AngRoss pisze:

    Poza tym wyobraźmy sobie komputer liczący kilka kopii GTA4. A zauważyć należy, że nowe gry (tzn. w momencie premiery OnLive) będą jeszcze cięższe dla komputerów. Ile więc takich serwerów potrzeba będzie do hostowania choćby 100 tysięcy gier na raz? Dochodzi do tego konieczność modernizacji tych maszyn. Jak dla mnie – „no can do”.

Skomentuj!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>