Kradziej Sądzi #5 – Drużynowa forteca… jeden?!

Kradziej Sądzi #5 – Drużynowa forteca… jeden?!

Valve - któż nie zna tego studia? Twórcy Half-Life, Counter-Strike’a… dorobek niezły, trzeba przyznać. Ale jak się zgadzam, ze te dwie serie są świetne, tak nie podpisałbym się nawet jedna ręką pod stwierdzeniem „to najlepsze gry Zaworu”. Bo jest jedna lepsza.

Zestaw nazywał się The Orange Box. Tak, pamiętam ten dzień – dziewiętnasty października 2007 roku. Wracając wieczorkiem do domu postanowiłem wpaść do Empiku w celu kupienia tego cudeńka. Co ciekawe, głównym powodem decyzji o wydaniu pieniążków był zawarty w składance Half-Life 2 z dodatkami. Jak się okazało, dużo więcej czasu i DUŻO WIĘCEJ miłości poświęciłem innej grze. Panie, Panowie – zdejmijmy czapki z głów. Oto on: Team Fortress 2.

Zanim moje szczęście sięgnie punktu kulminacyjnego (co skutkowałoby pisaniem mnóstwa krótkich zdań wychwalających TF2 pod niebiosa), powiedzmy sobie czym to dzieło jest. Poza pokazem geniuszu Valve.

Po pierwsze: sieciowy shooter łączący nowoczesność z klasyką. Mieszanka niezawodna, bo nie stara się na siłę wprowadzać wielkich nowości, jeno wykorzystuje sprawdzone patenty (zarówno świeże jak i bardzo stare). W przeciwieństwie do większości dzisiejszych gier multiplayerowych twórcy nie wprowadzili powolniejszej, bardziej pseudo-taktycznej rozgrywki. W TeeFie rządzą rocket- i granade-jumpy, szalone pojedynki na gołe klaty oraz dzikie wyjazdy z melee. Te staroszkolne elementy połączono ze spopularyzowanym przez Enemy Territory systemem klas.

Tych otrzymaliśmy aż, uwaga, DZIEWIĘĆ (9!). Co ważniejsze, każda z nich zupełnie inna. Twórcy uniknęli głupiego problemu, na który cierpi większość korzystających z tej mechaniki pozycji… w ogóle nie tworząc jakiejkolwiek podstawowej, najprostszej postaci – łatwej w opanowaniu i idealnej. W Fortressie różnice miedzy kolejnymi żołnierzami wykraczają poza „heavy weapons guy może mieć bazookę, a medyk leczy!”. Wydawałoby się, że takim szarym wojakiem będzie Soldier. No to klikamy i mamy kłopot: „a gdzie mój machinegun?!”. Tak tak, gość z hełmem zasłaniającym oczy za domyślną broń wybrał sobie bazookę. Na dodatek jest powolny. Pyro posiada miotacz ognia – doskonały do podpalania wrogów i oglądania, jak giną powolną śmiercią. Scout to chyży skurczybyk, do tego wykonuje podwójne skoki, a także korzysta z najszybszego orężu do walki w zwarciu (kij baseballowy!). Sniper jest zwykłym strzelcem wyborowym, Heavy dzierży ogromne, spowalniające jego ruchy działko obrotowe… i potrafi przyjąć na klatę DUŻO ołowiu. Ale nic nie uratuje go przed pojedynczym dźgnięciem noża Spy’a. Ten jegomość może stać się niewidzialnym (bez obaw – na krótko) oraz przyjmować wygląd swoich wrogów, żeby przejść między ich szeregi. Medic lecząc ładuje Ubercharge.Jak cacuszka już użyje to nie ma zmiłuj; na dziesięć sekund stanie się nieśmiertelny, razem z właśnie healowaną osobą! Kolejny jest Demoman - strzelacz granatami i przyklejacz zdalniewybuchanych bomb. Na deser Engineer, mogący stawiać działka strażnicze (i je rozbudowywać), teleportery oraz podajniki z amunicją.

Kradziej Sądzi #5 – Drużynowa forteca… jeden?!

Tak się skacze w TF2!... ale i tak granaciki go zmiotą. Ups.

Zróżnicowanie jest elementem składowym następnej genialnej cechy Team Fortress 2. Gra w bardzo dużym stopniu stawia na współpracę członków drużyny, czego przykładami są chociażby Medic i Engineer (pierwszy leczy, drugi dostarcza amunicji i pomaga w szybkim przemieszczaniu się). Bez teamworku nie ma mowy o zwycięstwie, że za przykład podam tylko epicką akcję wykonaną przez Sephiratha (Heavy) i mnie (lekarzyk). Ładuję Ubercharge, odpalam go i wskakujemy w grupkę wrogów. Rozwaliliśmy ich w kilka sekund – wspaniała robota, ale już biegną kolejni. Pełen strachu wrzask partnera „o [cenzura], nie mam [cenzurowanej] amunicji w działku!” tylko podnosi ciśnienie. Towarzyszący mi Grubas (potoczne określenie Heavy’ego; właśnie uczycie się teefowego slangu!) wyciąga strzelbę, ja staram się unikać backstabów wrogiego Spy’a, wciąż leczę. O Uberze już nie ma mowy. W końcu wnerwiający szpieg pada, reszta przeciwników też. A my znajdujemy się tuż przy punkcie respawnu wroga, pozbawieni jakiejkolwiek amunicji. Z odległości nie większej niż kilkanaście metrów zmierza ku nam jeszcze więcej oponentów. Co robimy? Zmieniamy spluwę Sepha na piąchy (dobrze czytacie: zwykłe, wielkie graby) i z okrzykami radości na ustach rzucamy się w bój.

Oczywiście szybko giniemy, ale pamiętajcie: zabiliśmy 13 przeciwników! W jednym dzikim, megateamworkowym rajdzie. Ja leczę, partner mnie chroni – istna poezja. Przeciwnicy nie posiadali graczy zgranych na tyle, żeby nas szybko wyeliminować.

Ta scena mogła wyglądać zupełnie inaczej i pokazać, że w TFie prawie na równi ze współpracą ulokowano umiejętności pojedynczych zawodników. Nie raz widziałem doświadczonych, utalentowanych Scoutów rozwalających duety Medic-Heavy w ilościach hurtowych (i sam parę razy taką akcję odstawiłem, hehe), a wyczynom Szpiegów będę chyba musiał poświecić cały odcinek felietonu…

Team Fortress 2 to genialna gra, ludzie! PRAWDZIE CUDO! Ups, zaczyna się napad wychwalania – pora kończyć. Mam nadzieję, że niezaznajomionych z gierą zachęciłem chociaż do pogmerania o niej, a posiadających tytuł do zagrania. Tymczasem miłego fragowania i spodziewajcie się kolejnych odcinków Kradziej Sądzi poświęconych Drużynowej Fortecy.

A pożegnam się z Wami klasycznie, okrzykiem Demomana. KATAAAAAAN BAJOOOOS!

Posty o podobnej tematyce:

  1. Kradziej Sądzi #3 – A dotknąć można?
  2. Kradziej Sądzi #10 – Multi-co?!
Jeśli spodobał Ci się ten blog, zapraszam do subskrypcji RSS!

16 Komentarzy do wpisu “Kradziej Sądzi #5 – Drużynowa forteca… jeden?!”

  1. Sephirath pisze:

    O Demo to ja się rozpisze jeszcze :>

    Ukochana gra założycieli Gemo! Warto poczytać :)

  2. AngRoss pisze:

    To się nazywa ironia, Kradziej… :(

  3. Kradziej pisze:

    Wybacz, zapomniałem o tobie, druhu :(

  4. AngRoss pisze:

    Wiesz jakie to uczucie – świadomość, że do rozpoczęcia samodzielnego życia (przynajmniej) nie zagram w TFa, WoWa ani DoWa po sieci?! TePsa zniszczyła mi dzieciństwo…

  5. Ufnal pisze:

    Jedyna gra, w jaką porządnie sieciowałem, to dodatek do Company of Heroes, więc może się nie wypowiem wyjątkowo :D

  6. Grz3chu pisze:

    Valve robi beznadziejne sieciowe shootery, nigdy już na żaden ich tytuł kasy nie dam.

  7. AngRoss pisze:

    Sam jesteś beznadziejny ;p TF2 rządzi.

  8. Magi pisze:

    Quake Live! :D Masakra, jakie to świetne jest – „jeszcze tylko jeden meczyk” ;)

  9. Ufnal pisze:

    Grz3chu – z tego co pamiętam z partyjek w CSa na informatyce w podstawówce, to było fajnie, nie wiem, o co Ci chodzi :)

  10. Kirabax pisze:

    TF2 rulz i koniec.
    Tekst dobry, wszystko co opisałeś jest przedstawione jasno.
    Kiedy trafi się na zarąbistego Medica, można zdziałać cuda. Ta gra idealnie nadaje się do pojedynków klanowych!
    BTW. Niedawno stuknęło mi 40 godzin SAMYM Engineerem ;] Jak wyjdzie do niego DLC… cóż, będę miał conajmniej drugie tyle. Ta klasa sprawia mi najwięcej przyjemności. Drugą jest oczywiście Spy – na początku tej klasy nie lubiłem, bo jest trudna. Teraz często bardzo dobrze idzie mi granie szpiegiem(wyjątek mapa Fastlane – mam na niej pecha i przez wiele wąskich przejść nie udaje mi się przedostać ze względu na grupy wroga). To jedyna chyba klasa, którą najczęściej mam więcej killów niż dedów – szczególnie, jeśli natrafiamy na Engiego kampiącego za działkiem, lub wspomnianego Medica z Heavym…

  11. Sephirath pisze:

    Ja jestem Demoman. 70 godzin tylko nim. Akcje w stylu sprzedawania criticala na ryj goniącemu mnie pyro odbijając grenade od mijanej barierki = chleb powszedni. Ponadto kocham snajpić, hewczyć, pajrzyć i spajować. I medyczyć i soldzierzyć. Ach, kocham TF2 :D

  12. Kradziej pisze:

    Ja ZAWSZE mam więcej dedów niż fragów bo… gram na kamikadze! Nie ma to jak zajść pajrem 8 wrogów i w bohaterskiej walce zabić 5 – samemu ginąc :)

  13. Thompson pisze:

    Ja gram dość agresywnie, więc wkółko ginę i się odradzam. Mój jeden kumpel ma zgoła odmienne podjeście i potrafi jako Soldier albo Pyro przeżyć nawet i kwadrans nie ginąc. O_O

  14. DarthStan pisze:

    TF2 jest dobre, ale widać że tekst pisał kradziej, który jest w sumie fanbojem tego tytułu.
    P.S.
    Kardziej kiedy zagrasz w TF2? Bo ostatnio to chyba z rok temu było.
    P.S 2
    CoD 4 rządzi!.

  15. Apostel pisze:

    Recka świetna , sam gram w tf2 i jest to jeden z najlepszych tytułów w jakie grałem.

  16. Kradziej pisze:

    To nie recka, jeno peany ;)

Skomentuj!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>