
Mass Effect, wersja na komputery osobiste. Premiera w Stanach Zjednoczonych – 28 maja 2008. Europa? 6 czerwca. Preorderowcy z Anglii grają już drugiego. Wiecie, ja też złożyłem zamówienie przedpremierowe, ba! Zastanawiałem się nad edycją kolekcjonerską! Dlaczego mojemu napędowi DVD nie było dane zasmakować tej cudnej giery?
Bo MIESZKAM W POLSCE. Cała heca. Ostatnie duże dziecko BioWare’u ukazało się w nadwiślańskim kraju dopiero 12 lipca, miesiąc po wydaniu europejskim. Powody był proste: tłumaczenie, nagrywanie dialogów.
Miło, że polscy wydawcy gier starają się udostępnić elektroniczną rozgrywkę szerszemu gronu osób, ale bez przesady. Cenega kilka lat wcześniej wypuściła na nasz rynek The Elder Scrolls IV: Oblivion po angielsku, tuż po premierze światowej. Dopiero później, kiedy wersja w rodzimym języku była gotowa, do sklepów trafiły pudełka z grą po polsku. A każdy posiadacz wersji anglojęzycznej mógł poprosić wydawcę o wysłanie mu płytki ze stosownym patchem polonizującym.
Czemu CD-Projekt nie mógł postąpić analogicznie z tytułem tak dużym jak Mass Effect? Nie mam najbledszego pojęcia. Wiem jednak, że to nie pierwszy taki przypadek na naszym poletku. Gothic II: Noc Kruka otrzymaliśmy rok po premierze w Niemczech, Heroes of Might & Magic V: Dzikie Hordy (co to kurna za tłumaczenie tytułu jest?!) kilka miesięcy. A to wciąż jeno wierzchołek góry lodowej.
Dopiero co wróciłem z wycieczki do Londynu i teraz mogę z pełną świadomością napisać „Polska to growe zadupie”. Nietrudno znaleźć przykłady na poparcie tej tezy.
Posiadam Nintendo DS i jestem z tego faktu bardzo dumny. Jeszcze większą dumą napawa mnie fakt, że gier na ten sprzęt (i na żaden inny) nie piracę. I o ile w przypadku PSP czy PCta piętnowałbym takie poczynania, tak kiedy patrzę na dostępność gier na handhelda Ninny w Polsce – krew mnie zalewa. I nie mam zamiaru nikogo się czepiać o to, że używa R4/czegokolwiek, na chama ściągając kolejne hiciory z Internetu. Bo co ma robić, skoro nie kupi ich w Polsce?! Wiele pozycji nie istnieje nawet na Allegro, a kupowanie za granicą tanim przedsięwzięciem nie jest.

Co jeszcze bardziej śmieszy to sposób, w jaki nasza młodzież odbiera tę konsolę. Nad Wisłą rządzi PSP, gry w dwóch wymiarach to przeżytek. Reakcja kilku gości na mojego kumpla pocinającego w Castlevania: Order of Ecclesia? „Pf, toż to mój Pegasus miał lepszą grafikę!” (szkoda, że nie wiedzieli, co to NES…), „E, to to taki Pegasus ale z dwoma ekranikami i gorszą grafiką, haha!”, „No oczywiście, że PSP lepsze! Przecież tu sobie filmów nie odtworzysz!”.
Każdego gracza takie słowa doprowadzają do szewskiej pasji. W międzyczasie w londyńskim metro można ujrzeć rosłego (aż się go bałem, hehe) osobnika, stojącego w pełni wyprostowanym i tuż przy torach. W łapach jego DS. A grą, w którą pykał były… Pokemony. Nikt na niego nawet nie zwracał uwagi. Bo w cywilizowanych krajach dwumetrowy murzyn grający w „Poki” to NORMALNY widok!
Miła pani, u której mieszkałem, zapytała mnie i moich znajomych, jak to z grami wideo. „Hej, macie Wii?”. Szlag, toż to moja babcia nie wie o istnieniu PlayStation! Później, nawalam przeciwników w Henrym Hatsworthie (macie hinta odnośnie nadchodzącej recenzji), a pani Sally „co to?”. „Nintendo DS„, „Aaa, Nintendo! Bo myślałam, że może BlackBerry, ale z bliska widzę, że Nintendo„.
Tak to jest na Wyspach. W Polsce natomiast dalej gra się w komputer, a gry są dla dzieci… ale jednocześnie propagują przemoc.
MicroSoft nas zlewa już któryś rok z kolei. Pierwsza konsola firmy wystartowała w kraju kaczek z duuużym poślizgiem. Xbox Live to dalej marzenie, trzeba się rejestrować na adresy z UK. A nie, chwila, przecież za to banują! Gorzej jest z Nintendo. Nie dość, że prawdopodobnie najbardziej zasłużona firma konsolowa dla Polaków nie istnieje (o czym już wspomniałem), to jeszcze Big N nie posiada polskiego oddziału! Pamiętam dobrze jakie cyrki odchodziły, kiedy oficjalnym przedstawicielem firmy był Lucas Toys – podpierdzielanie kodów z pudełek i tym podobne.
Panie, panowie. Problem jest znaczny i widoczny, ale istnieje nadzieja. Coraz więcej firm promuje granie na konsolach, czasopisma o tej tematyce (Neo+, PSX Extreme) zdobywają popularność, producenci konsol zakładają polskie oddziały. My, Gracze, też nie pozostawajmy w tyle i propagujmy gaming jako rozrywkę XXI wieku.
Bo jeśli nie wyjdziemy z tej ciasnej dupy, w której teraz jesteśmy, to jasna rzyć mnie strzeli. Że się tak rynsztokowo i dobitnie wyrażę na pożegnanie.
Posty o podobnej tematyce:
Jeśli spodobał Ci się ten blog, zapraszam do subskrypcji RSS!
1. Ameryki nie odkryłeś.
2. Nintendo i jego konsole sssąąąą pytonga
3. 2 metrowy murzyn grający w Pokemony to jest dziwny widok.
DathStan > podzielam opinię na temat murzyna i pokemonów xD
Przyznam, że obraz starszej pani posiadającą taką wiedzę i podejście odnośnie gier jest smutny w odniesieniu do polskiej rzeczywistości…
Nie mam konsoli, ale nie jeden jej posiadacz, a mój znajomy klnie na dostępność gier konsolowych na Polskim rynku. Niech żyje Polska.
PC RZĄDZI.
A wiecie, znajomość gier wśród ludzi ma też minusy. Np mój ojciec gra mniej więcej tyle co ja, a komp w domu stoi jeden… :(
Kradziej… Jeśli chodzi o ogół, to:
1. Sally, a nie Sully
2. Microsoft, a nie MicroSoft
3. Pisz dłuższe teksty, mogłeś w ten artykuł wpompować 10 razy więcej goryczy i żółci!
4. Nasz kraj jest już krajem KACZKI, a nie KACZEK (z drugiej strony – kto ich tam odróżnia?…)
Dobrze wiesz, dlaczego Polandia tak dziś wygląda. Kraj postkomunistyczny, bla bla bla, zacofanie względem reszty świata, ble ble ble, kiedy u nas stało się w kolejce po mięso – na zachodzie stało się w kolejce po NESa i pierwszego GameBoya.
Poza tym zauważ, że pani Sally spytała o _Wii_! Konsole, której najbliżej do polskiego terminu „głupiej zabawki dla dzieci”. Nie o Xboxa czy Ps, które są utożsamiane z GRANIEM w sensie GRANIEM, a nie rozrywką przed telewizorem. W Polsce jeśli już mówi się o konsolach, to wszelkie konsole stacjonarne = plejstejszyn, a handheldy = gemboj.
Sporo w tym przesady… CDP prowadzi dość dziwną politykę wydawniczą (w przeciwieństwie do Cenegi). Opóźnienia mogły wystąpić z różnych przyczyn, co w sumie faktycznie jest karygodne, bo pewnie zamiast tłumaczyć grę jeszcze przed premierą, zaczeli to robić dopiero po. Same konsole są postrzegane w Polsce różnie, ale nie jest źle. Polska tak naprawdę dawno już przestała być growym, jak to nazywacie, zadupiem. Gry są w sklepach dostepne – wystarczy poszukać. Konsole zalegają w sklepach typu MM, Empik czy Saturn. Ich ceny są takie, jak wszedzie indziej. Że nie mamy w kraju oddziału Nintendo – względy ekonomiczne. Problemy słabej rekalmy konsol wynika z brania się za nią osób nie mających za wiele wspólnego z branżą.Po prostu nie wszyscy grają, ale to tak, jakby zmuszać kogoś do czegoś, czego nie chcą robić. Nic na siłę, nie wszystko jest dla wszystkich. Ja nawet wolę, aby granie było w pewnym sensie elitarne. I nie czuję się, jak na zadupiu, raczej jak Gracz w normalnym, „graczowym” kraju. Akurat moje środowisko wie, co jest GB, co PSP, a co NDS. Rozróżnia X360, Wii i PS3. Nawet, jeżeli dalej gra na PC (wojna konsole-komputery jest bez sensu – liczy się soft, a nie platforma sprzętowa).
I tak dalej, i tak dalej…
Odnośnie nadchodzącej recenzji – Henry Hatsworth to gierka dosyć wtórna. Połączenie platformówki z gra logiczną nie wyszło tu według mnie dobrze. Ani z tego dobry platformer ani gra logiczna. Niektóre projekty poziomów sa naprawdę idiotyczne. Na plus można zaliczyć grafikę (częsciowo) i animacje. Natomiast odgłosy dialogów (pomrukiwania bohaterów) zwyczajnie wkurzają, zamiast śmieszyć (bo takie było chyba założenie?)
Średniak. Ale pewnie kradziej tu bedzie wychwalał gierkę pod niebiosy :-)
Co do samego wpisu:
Przypomniałeś mi kiedy przyjechałem do MM w dniu premiery kupić to grubaśne, polskie wydanie Obliviona . Opłacało się czekać, bo angielskie nie było (chyba) tak bogate w dodatki.
No, nie było. Ale Oblivion jest genialny i bez dodatków.
Ach, a propos zacofania Polski – Lem twierdził, że od odzyskania przez nasz kraj kapitalistycznej suwerenności trzeba będzie 40 lat, byśmy pod względem społeczno-mentalnościowo-ekonomicznym (acz to ostatnie chyba najmniej) dogonili Zachód. Jescze dwie dekadki, mości panowie.