
A miało być tak pięknie. Od dłuższego czasu ostrzyłem sobie zęby na pewną klasyczną produkcję [minikonkurs! Jest to gra osadzona w przyszłości a firma, która ją stworzyła, ma coś wspólnego z wiatrami słonecznymi i już niestety nie istnieje. Odpowiedź przesyłajcie na konkurs@gemono.pl Przewidziana mininagroda!], pogrywałem w nią ostro, szykowałem informacje, zbierałem energię z kosmosu… A potem przypomniało mi się, że w młodości fajnie mi się pykało w Lords of the Realm 2. I to był początek końca.
100 MB danych wylądowało na dysku zadziwiająco szybko. Ledwie zdążyłem przygotować DOSBoxa i coś do przygryzania, żeby nie zgrzytać zębami. Po próbach odpalenia na XP Civilization: Test of Time tudzież Magic: The Gathering nie spodziewałem się łatwej przeprawy. Pełen najgorszych przeczuć kliknąłem w Lords2.exe – i cyk, jestem w głównym menu. Jak rany, żadnych problemów z kompatybilnością, zaciachów, włączania trybów współpracy i emulatorów, nic! W pewnym momencie włączyło mi się powiadomienie, że nie mam włączonej palety 256 kolorów i niektóre karty mogą tego nie lubić – i tyle. Patrzcie i podziwiajcie kod, który 13 lat działa bez zarzutów! (A do tego przez parę ładnych godzin testów gierka nie zacięła mi się ani razu i bezproblemowo współpracowała z Alt + Tab. Dziś takie rzeczy to już tylko w [ciach, product placement]…) W takich warunkach można się zrelaksować i rozkoszować gameplay’em. A ten okazał się równie dobry, jak to zapamiętałem z młodości durnej i chmurnej. A nawet lepszy!
Ale czym jest właściwie ten Lords of the Realm i czemu tak się nim jaram? Dla wszystkich, którzy połowy lat 90 nie spędzili przed pecetem – LotR 2 (nie mylić z produkcją na licencji Władcy Pierścieni !) to osadzona w średniowieczu strategia z 1996 roku, którą można mocno na wyrost nazwać matką Total Warów czy Twierdzy. Łączy ona część strategiczną – mapę, na której zarządzamy prowincjami (zwanymi tu hrabstwami), przydzielamy zajęcia chłopom, pilnujemy surowców i przesuwamy armie – z RTSowymi bitwami widzianymi z lotu ptaka. Z jednej strony mamy więc typowe dla serii TW połączenie planowania i walki – z drugiej, kojarzące się ze wspomnianą Twierdzą czy Settlersami złożone zależności gospodarcze. Bez obaw, złożone nie znaczy w tym wypadku pokomplikowane i niegrywalne. Wszystko jest na tyle przejrzyście wyjaśnione i logicznie zorganizowane, że zarządzanie państwem nie wymaga szczególnie gigantycznej mózgownicy. A z drugiej strony – opracowanie optymalnego podziału ziemi między pastwiska, zasiewy i ugory (tak, żeby krówki miały się gdzie paść a ziemia odpoczywała od upraw), do którego dochodzi się po godzince-dwóch grania, potrafi sprawić naprawdę sporą satysfakcję. A jeśli ktoś nie lubi babrać się w rozmaitych szczegółach (w rodzaju aprowizacji armii czy wpływu żyzności gleb i pogody na plony) – może je zwyczajnie wyłączyć. Konfigurowalność rządzi!
O wiele ważniejszą opcją (hej, kto w sumie włącza strategię z silnym naciskiem na ekonomię, żeby upraszczać elementy ekonomiczne?) jest jednak zmiana prędkości gry. Wydawać by się mogło – nic szczególnie ważnego w turówce. Tak? To poczekajcie do waszej pierwszej bitwy… Jako gra z połowy poprzedniej dekady LotR 2 pozbawiony jest pewnych elementów uważanych w dzisiejszych strategiach za standard – takich, jak wydawanie rozkazów przy włączonej pauzie czy przesuwanie ekranu myszką także przy zaznaczaniu jednostek. W połączeniu z „firmowo” ustawioną wysoką prędkością daje to istny walec, rozjeżdżający w pierwszej chwili każdego, kto za młodu nie ćwiczył refleksu na hardkorowych RTSach. Na szczęście, przypisywanie jednostek do grup za pomocą ctrl i cyferek jest całkowicie możliwe, podobnie jak spowolnienie gry do bardziej tolerowalnego poziomu. Ogólnie rzecz biorąc, do siermiężności bitew trzeba niestety przywyknąć, ale i tak dają one pewną satysfakcję a znakomita i nienadgryziona zębem czasu warstwa ekonomiczna z nawiązką wynagradza ten mankament. Zresztą – podobnie jak w Total War – bitwy możemy zrzucić na komputer, błyskawicznie obliczający wyniki starć (i robiący to naprawdę sensownie).
Skoro już jesteśmy przy smutnych skutkach upływu czasu, pomówmy o grafice, która może co młodszych graczy nielicho zaskoczyć. Z jednej strony – bitwy wyglądają po prostu kiepawo. Ubogo animowane kupki pikseli przesuwające się po podkładzie z zielonych kwadracików. Nie ma bata, trzeba przeboleć. Z drugiej jednak strony, mapka strategiczna zrobiona jest już całkiem estetycznie – przyjemnie popatrzeć, jak bezkresne połacie zielonych, wiosennych łąk żółkną i brązowieją z nadejściem lata i jesieni – a przy tym w 100% czytelnie i funkcjonalnie. A ekran handlu z wędrownymi kupcami, zrobiony w formie interaktywnego obrazka przedstawiającego targowisko, na którym klikamy towary, którymi jesteśmy zainteresowani, mimo niepowalającej rozdzielczości wciąć może się podobać. Szkoda, ze takich patentów już się raczej nie stosuje.
Muzyka? Udźwiękowienie? Powalające! Pliki dźwiękowe zajmują 70% miejsca w katalogu z grą – i to czuć. Kilka naprawdę dobrych i klimatycznych utworów, bardzo dobry lektor oprowadzający nas po feudalnym świecie średniowiecza i informujący o najważniejszych wydarzeniach, zupełnie niezła paleta odgłosów… Nie mam pojęcia, jakim cudem przez 13 lat oprawa dźwiękowa nie zdołała się porządnie zestarzeć – ale fakt faktem, że kiedy w pewnym momencie zmuszony byłem wyłączyć głośniki, czegoś mi w grze brakowało…
Przyznaję – po Lords of the Realm 2 sięgnąłem z powodów czysto sentymentalnych. Spodziewałem się, że poświęcę godzinkę-dwie na wspominki, po czym wrócę do moich dotychczasowych zajęć. Tymczasem LotR 2 już od paru dni wygrywa z [ciach – patrz konkurs w pierwszym akapicie], Sins of a Solar Empire i Civilization IV (z modem Fall from Heaven 2, o którym jeszcze kiedyś na pewno przeczytacie), o odłożonych wcześniej Gothicu 2 i Sacred nie wspominając. Coś w tej staruszce musi jednak być. Czy to kwestia bycia „easy to learn, hard to master”, świetnego średniowiecznego klimatu, znakomitego jak na swoje czasy wykonania? Sprawdźcie sami!
Plusy: Świetna mechanika, bardzo dobre wykonanie, bezproblemowe działanie, klimacik.
Minusy: Bitwy, bitwy, bitwy.
Próba czasu: 7.1 Poza nieszczęsnymi bitwami trzyma się zupełnie nieźle.
Grywalność: 8.7 Serio, ta gra wymiata.
Posty o podobnej tematyce:
Jeśli spodobał Ci się ten blog, zapraszam do subskrypcji RSS!
Osobiście grałem tylko w LotR3,teraz juz chyba trochę za późno aby wrócić do 2, jednak grafika by mnie mocno odrzuciła. A gdyby nagroda nie była mini w konkursie to bym sie może zastanowił czy by udziału nie wziąć.
A jesteś w stanie grać – powiedzmy – w Herosów 4? Bo z wyjątkiem rozdzielczości grafa niewiele gorsza (o ile symulujesz bitwy) :D
Hmmm…jestem w stanie grać w Herosów 3, bez zgrzytania.
Hemm… To spróbuj. Warto :)