GemonOLD #10 – Wakacyjne Klasyki: Puzzle Quest

GemonOLD

Aloha! Wakacje zmierzają już powoli ku końcowi, wrzesień zbliża się coraz większymi krokami, czasu na relaks coraz mniej… W związku z tym wzrasta popyt na gierki, w które nie trzeba inwestować wielu godzin, by się porządnie rozerwać. Tego typu produkcji zwykle nie brakuje – od Sapera po (z całym szacunkiem dla tego cudeńka) Braida. Dziś chciałbym tym z Was, którzy przespali ostatnie parę lat, przybliżyć jedną z najznakomitszych „niskonakładowych” gier tej dekady – Puzzle Quest: Challenge of the Warlords.

Choć wydane niecałe dwa lata temu, dzieło Infinite Interactive już zyskało sobie status klasycznego – nie tylko w związku z umieszczeniem przez CD Projekt w serii Extra Klasyka. Po prostu nie było wcześniej ani później produkcju w równie perfekcyjny sposób łączącej dwa najbardziej wciągające i uzależniające typy gier wideo. Puzzle Quest miksuje bowiem elementy cRPG z klasyczną mechaniką gry w „kulki” (lub – dla bardziej zorientowanych w branży – Bejeweled).

Jak to wygląda? Otóż główny bohater gry – przedstawiciel jednej z dwóch płci i czterech profesji – przemierza świat fantasy pełen elfów, orków, magów i innego tałatajstwa w, jakżeby inaczej, szczytnym celu uratowania swojegj ojczyzny przed siłami Zła. Tłucze więc wrogów, zbiera doświadczenie, rozwija swoje zdolności, eksploruje różnorakie lokacje, spotyka zróżnicowane postacie, rozbudowuje swoją siedzibę. Normalnie klasyczne cRPG. Co prawda zdolności za wiele nie ma, pomiędzy lokacjami przemieszczamy się jak między planszami w Mario – węzłowo – a rozmowy z NPCami to statyczne plansze z wyświetlanymi dialogami, w dodatku utrzymane w lekko mangowej konwencji (duże oczka, lekko dziecięcy wygląd nie-brodatych postaci, te sprawy)No, ale poza tym klasyczne cRPG.

Tak się przynajmniej wydaje do chwili, gdy nasz protagonista krzyżuje ostrza z pierwszym przeciwnikiem (konkretnie – drewnianą kukłą). Zamiast tradycyjnego taktycznego starcia otrzymujemy bowiem… grę logiczną w stylu nieśmiertelnego Bejeweled.  Zamiast układać w rządki i kolumienki diamenty przestawiamy jednak kulki energii magicznej – many (cztery kolory odpowiadają czterem żywiołom) oraz czaszki (symbolizujące atak wręcz), gwiazdki (doświadczenie) i monety (no, zgadnijcie). Przeciwnika pokonujemy, dokopując mu do tyłka za pomocą czaszeczek lub, korzystając ze zgromadzonej many, zarzucając go zaklęciami. Taktyka różni się w zależności od klasy postaci – magowie preferują podgrzewać przeciwnika czarami ofensywnymi opartymi na ogniu i powietrzu, druidzi unieruchamiają i osłabiają przeciwnika wodą i ziemią, wojownicy preferują klepać wręcz a paladyni wzmacniają się specjalnymi sztuczkami przed zrównaniem niemilca z ziemią. Również wrogowie domagają się indywidualnego podejścia – ogry preferują ostre naparzanie magią ognia, wielkie szczury zarażają wysysającą manę chorobą a centaury zasypują gradem strzał, którego siła zależy od ilości many powietrza posiadanej przez wroga.

GemonOLD 10 Wakacyjne Klasyki Puzzle Quest 1

Układanie kulek zamiast epickich bitew w realiach fantasy? Brzmi durnie, działa idealnie. Olbrzymie zróżnicowanie opcji taktycznych i istotny czynnik losowy (nigdy nie wiesz, co spadnie z góry ekranu) zmuszają do ciągłego kombinowania. To sprawia, że walki dają mnóstwo satysfakcji (choć podejście „wykorzystuję pierwszą lepszą sposobność i nie myślę o konsekwencjach długofalowych” też sprawdza się całkiem sensownie, więc szarych komórek nie ma obowiązku przegrzewać). A konsekwentne zachowywanie konwencji heroic fantasy z przymrużeniem oka (od całkiem fajnie przełożonych na kulki klasycznych zaklęć w rodzaju kuli ognia po epicką muzyczkę i okrzyk „Heroiczny Wyczyn!” kiedy zdołasz doprowadzić do wielokrotnego zniknięcia kulek) nadaje całości specyficzny klimacik. Prosta, konwencjonalna fabuła nie przeszkadza, zwłaszcza, że w związku z nią otrzymujemy sporo fajnych postaci. W większości są one dość infantylne i powielają schematy (milczący, ponury, samotny łowca; krasnoludzki wynalazca godzinami rozprawiający o swoich machinach; dzielna księżniczka, która uciekła z domu by uniknąć niechcianego małżeństwa), wpasowuje się to jednak w obraz gry, a dysputy z nimi bywają całkiem zabawne.

Choćby nie wiedzieć jak dobrze zrobione, walki na kulki muszą się w końcu znudzić. Bez obaw, to nie jedyna atrakcja Puzzle Questa! Zamiast naparzać się z kolejnymi potworami możemy – jeśli pokonaliśmy już kilku przedstawicieli danego gatunku – chwytać je i więzić w swoim zamku, by następnie wytrenować je na wierzchowce lub wyduszać z nich sposoby rzucania ich unikalnych zaklęć. Wszystkie te czynności (a także wykuwanie artefaktów za pomocą zbieranych w czasie gry run) również oparte są na kulkowej mechanice, jednak z pewnymi modyfikacjami. Musimy na przykład oczyścić planszę ze wszystkich obiektów, zebrać określoną ilość każdego typu many lub zbierać specjalne przedmioty, które znikają z planszy, kiedy w tym samym rzędzie co one znajdą się cztery takie same kulki. Każda minigierka wymaga innego podejścia i taktyki i dostarcza dodatkowego funu. A przy tym wszystkie są właściwie całkowicie opcjonalne!

Jeszcze odrobina technikaliów. Graficznie PQ:CotW nie powala – bo i powalać nie musi, rysunkowo-bajkowo-cukierkowe widoczki mają przyjemny klimacik i nie przeszkadzają w rozgrywce, a poza tym nie obciążają zbytnio karty graficznej. Muzyka i dźwięki podobnie – zero zachwytów, solidna robota. Multiplayer również obecny, choć brak opcji zmierzenia się z żywym przeciwnikiem przy jednym kompie (zostaje jeno LAN i Internet) to skandaliczne wręcz niedopatrzenie. Jak miło by było pokazać siedzącemu obok bratu/kumplowi/ojcu/dziewczynie/cioci, kto tu najlepiej turla kulki… Znaczy, kto tu jest najbardziej epickim bohaterem.

To jednak nie zmienia faktu, że na coraz krótsze sierpniowe wieczory, gdy po pracowicie przepit…przepędzonym dniu zasiadamy do maszyny i mętnym wzrokiem wpatrujemy się w ekran, zastanawiając się leniwie, czym by tu rozplątać zasupłane neurony, nie ma nic lepszego niż partyjka Puzzle Questa. Polecam!

P.s. Artykuł, jak zwykle u mnie, całkowicie pecetocentryczny, ale warto pamiętać, że PQ wyszło też na wszystkie ważniejsze konsole i handheldy. Więc nawet piecofobowie mogą się bawić w suwanie kulek.

P.p.s. W tym roku wydana została druga część serii Puzzle QuestGalactrix, osadzona w klimatach science – fiction. Zebrała jednak dużo niższe noty w prasie branżowej, w dużej mierze przez niepotrzebne przekomplikowanie rozgrywki i wprowadzenie nadmiernego chaosu. Mnie tam demko się podobało (mała próbka mechaniki tutaj). Zaś już niedługo wyjdzie część trzecia – Puzzle Kingdoms (demo tutaj)

Posty o podobnej tematyce:

  1. Pierwszy obrazek z Puzzle Quest 2!
  2. GemonOLD #9 – Wakacyjne Klasyki: Worms
Jeśli spodobał Ci się ten blog, zapraszam do subskrypcji RSS!

5 Komentarzy do wpisu “GemonOLD #10 – Wakacyjne Klasyki: Puzzle Quest”

  1. Grz3chu pisze:

    Wersja PSP najlepsza. Ta gra się w ogóle nie nudzi !

  2. Kradziej pisze:

    Jedyny problem? oszukujące AI :(

  3. Ufnal pisze:

    W jakim sensie oszukujące? Jeszcze nie zaobserwowałem…

  4. Kradziej pisze:

    Długa walka, ale prowadzę – minimalnie, ale jednak. I nagle JEB, komp przekłada jakos kryształki tak, ze nagle z góry spadają mu przezajebiste ułozenia kolejnych kloców i siepie takiego kombosa ze klękajcie narody. Jasne, graczowi też się to zdarza, ale 1. gra ma bawić gracza, nie AI; i 2. nie w tak perfidnych momentach. A, i nie daje żadnej frajdy.

  5. Ufnal pisze:

    Ej no, Kradziu, wymagasz od gry, żeby sprawdzała wszystkie algorytmy losowe, czy przypadkiem nie wypadnie kombinacja, która będzie zbyt irytująca dla gracza? :D

Skomentuj!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>