
Witam serdecznie w pierwszym odcinku regularnego (jak Seph da…) kącika felietonizacyjnego GemonOLD. Poświęcony jest on z założenia grom komputerowym (tak, komputerowym, w przeciwieństwie do większości ekipy nie jestem telewizorofilem), które znikły już dawno z działu „Nowości” w Empiku, a mimo to wciąż potrafią dostarczyć tony radochy i mają tysiące wiernych zwolenników/adoratorów/wyznawców. Jakie to gry? Z czego wynika ich magia? W jakie legendy, przesądy i mody obrosły? Co sprawia, że poruszają nawet dziś? I dlaczego, do jasnej anielki, już takich cudeniek nie robią? Na te pytania postaramy się odpowiedzieć.
Na dobry początek na tapetę wypadałoby wziąć jakiegoś absolutnego klasyka. Grę wiekową (9 lat? Dobry Boże…) a jednak wciąż uwielbianą przez rzesze fanów, kamień milowy w dziejach gatunku, szóstą najlepiej ocenianą grą wg Metacritics i moją ex aequo najukochańszą towarzyszkę niezliczonych godzin spędzonych z dłonią na myszce i oczami wbitymi w monitor. Panie i Panowie – Baldur’s Gate 2: Shadows of Amn!
Zacznijmy od odrobiny historii. Kiedy pod koniec lat 90 grupka nie za bardzo znanych ludzi znana jako BioWare przyszła do grupki trochę bardziej znanych (z genialnego Fallouta) ludzi znanej jako Black Isle z prośbą, by pomogli im wydać grę, nikt chyba nie podejrzewał, że nadchodzi jeden z istotniejszych przełomów w historii komputerowej rozrywki. A jednak – BioWare wysmażyło wtedy bowiem Baldur’s Gate, jednego z najlepszych cRPGów w historii, który na fundamencie zbudowanym przez Fallouta zbudował nowożytni kościół RPG. Silnik Infinity, na którym pędziło dzieło prawie-jak-debiutantów (no bo kto pamięta o Shattered Steel), przez następne cztery lata stanowił podstawę najlepszych roleplayów na rynku – stworzonych przez Czarną Wyspę Icewind Dale i Planescape:Torment [któremu zapewne w niedługiej przyszłości poświęcę felieton. Albo dziesięć.]. Kanadyjsko-amerykański duet developerów zawładnął niepodzielnie wyobraźnią setek tysięcy graczy i stał się synonimem dobrej gry fabularnej (co zresztą, uwzględniając zmianę nazwy Black Isle na Obsidian, trwa do dziś. No, może z tym zastrzeżeniem, że do grona Wielkich doszła Bethesda). Ukoronowaniem tego tour de force stał się w roku 2000 Baldur’s Gate 2, szczytowe osiągnięcie technologii Infinity i zarazem najlepsze zamknięcie milenium, jakie tylko mogli sobie wymarzyć fani RPG.
BG2 do dziś jest tytułem, do którego przyrównuje się inne cRPG, absolutnym kanonem, ideałem i wzorcem z Sèvres. Na czym polega jego tajemnica? Na dziesięciu elementach, które muszą stać na najwyższym poziomie w każdej grze z naszego ulubionego gatunku – i w tym przypadku nie tylko stoją, ale wręcz unoszą się nad ziemią. Istny dekalog roleplayów i gra BioWare’u w roli Mojżesza. W takiej też formie – przykazań – postanowiłem je zaprezentować. Dodałem też wyjaśnienia dla tych czytelników, którzy do europejskich erpegów podchodzą podobnie jak Sephirath (jak – wywnioskujecie z kontekstu).

I – BĘDZIESZ MIAŁ ZNAKOMITĄ FABUŁĘ
czyli powód, dla którego przeklikuję te bloczki tekstu i rżnę kolejne potwory.
Znacie kogoś, kto uważałby, że fabuła w RPG nie ma znaczenia? (przy czym za RPG nie uznajemy diablopochodnych ani RPG-7) No właśnie. Odpowiednio zakręcona i wciągająca historia, opowiedziana ze swadą i wyczuciem, jest tym, co przykuwa nas do monitora na długie noce.
W przypadku BG2 mamy oczywiście do czynienia z kontynuacją pewnej historii, tym niemniej wszystkie najważniejsze informacje na temat wydarzeń z „jedynki” (które, nawiasem mówiąc, z wyjątkiem kluczowej wolty dotyczącej tatusia głównego bohatera, nie są jakoś szczególnie porywające) mamy zgrabnie podane w dialogach z pierwszymi członkami drużyny, którzy wędrowali z nami jeszcze w czasach walki z okrutnym Sarevokiem. Nie trzeba się więc zastanawiać, o co właściwie chodzi i czemu jakiemuś ześwirowanemu magowi mogłoby zależeć na schwytaniu naszego alter ego. Można się skupić na wydarzeniach bieżących. A jest na czym – mieszanka motywu zemsty i pragnienia uratowania przyjaciółki z dzieciństwa, wiele niespodziewanych zwrotów akcji, odpowiednie dozowanie dramatyzmu od początkowego trzęsienia ziemi aż po prawdziwie epicki finał. Z przyczyn oczywistych nie będę tu podawał konkretów, ale naprawdę warto poznać opowieść o Dziecku Baala. Tym bardziej, że ma ono nielichych towarzyszy…

II – BĘDZIESZ PRZEDSTAWIAŁ WIARYGODNE I CIEKAWE POSTACIE
czyli z kim się szlajam i od kogo biorę questy.
Czym jest opowieść bez bohaterów? Ile wart byłby „Władca Pierścieni” bez Aragorna i Gandalfa [chrzanić Froda], „Iliada” bez Achillesa i Hektora, „Duke Nukem” bez Księcia lub „Devil May Cry” bez Dantego, Lady i reszty ferajny?
Kanadyjczycy z BioWare i tym razem nie zawodzą, dostarczając nam *przerwa na otwarcie instrukcji i policzenie portretów* 16 towarzyszy wędrówki, z których każdy posiada swój niepowtarzalny charakter i zdolności. I nie są to jedynie puste słowa – nie ukrywam, że układając swoją drużynę do kolejnego podejścia do gry nie zastanawiam się nad tym, która postać lepiej wpasuje się ze swoimi statystykami, ale z którą będzie mi się przyjemniej spędzało czas. I nieodmiennie nie mogę się zdecydować, czy wolę dobrodusznego berserkera Minsca z nieodłącznym chomikiem-mentorem Boo; mówiącego wierszem szalonego barda-fechmistrza Haer’dalisa w którego żyłach płynie krew demonów; najbardziej aroganckiego bubka w historii gier – Czerwonego Czarodzieja Edwina; naiwną i niewinną skrzydlatą elfkę Aerie, którą za młodu schwytano do cyrku i potwornie okaleczono; krwiożerczego krasnoludzkiego najemnika Korgana Krwawy Topór; poważną, sprawiedliwą i okrutną w gniewie druidkę Jaheirę czy może doświadczonego, pobliźnionego ale wciąż niezachwianego w swej prawości paladyna Keldorna? Wybór jest o tyle trudniejszy, że wszystkie te osoby (tak, myślę, że mogę tu użyć tego słowa) mają swoje historie do opowiedzenia i wpływ na charakter i decyzje drużyny. Tworzą się też między nimi bardzo naturalne więzi sympatii i antypatii. Zaprawiony w bojach Keldorn przyjmuje mentorską postawę wobec porywczego Minsca, dziecinny optymizm Aerie zderza się raz po raz z twardą życiową mądrością Jaheiry… Najfajniejszym chyba motywem jest relacja Aerie-Minsc. Otóż nasz wielbiciel gryzoni przybył do Wrót Baldura (gdzie rozgrywa się pierwsza część serii – Minsc jest bowiem jednym ze starych znajomych) jako strażnik czarodziejki Dynaheir i teraz, po jej śmierci, czuje potrzebę dokończenia swojej rytualnej misji – choćby miał chronić kogo innego. I proponuje swój miecz elfce… Dlaczego jednak uważam to za tak ciekawe? Otóż w trakcie gry, jeśli Aerie zostanie poważnie ranna, Minsc wpada w szał bojowy i rzuca się na atakującego ją przeciwnika z okrzykiem „Muszę chronić moją wiedźmę!”. Jak często w grach komputerowych spotykacie się z aktami spontanicznego, nie zapisanego w scenariuszu bohaterstwa i obroną bliskich? Do listy bohaterów BG2 należałoby dopisać jeszcze jedno imię, ale o tym później…
Oczywiście, poza drużyną gracza również roi się od ciekawych osobistości. Poczynając od głównego antagonisty, nieludzko zimnego i okrutnego, przeprowadzającego mrożące krew w żyłach eksperymenty – a przecież – o czym dowiadujemy się już w prologu – wciąż trzymającego w nienaruszonym stanie pokój swojej dawnej ukochanej… Do tego dochodzi choćby Saemon Havarian – klasyczny przykład zuchowatego cwaniaka, któremu nie powinno się ufać, ale któremu w pewnym momencie zaufać musimy, tudzież Firkraag, arogancki, acz potężny osobnik, który uwielbia bawić się ludźmi i skrywa ciekawy sekret…

III – BĘDZIESZ ROZGRYWAŁ SIĘ W FASCYNUJĄCYM ŚWIECIE
czyli jakiego koloru są drzewka na polanie na której rżnę potwory.
O świecie, w którym rozgrywa się BG2, mówić można wiele. To w końcu Forgotten Realms, jeden z najsłynniejszych settingów fantasy, mający setki tysięcy fanów, opisywany w setkach książek, głęboki, bogaty i niepoprawnie epicki. Oraz na potęgę eksploatowany przez twórców gier.
Skupmy się więc na tym, co w Baldursie jest oryginalne – na lokacjach. Mamy więc Athkatlę, wielkie i różnorodne (od urokliwej promenady przez brudne slumsy i mroczne cmentarzyska po zapierające dech w piersiach pałace i tajemnicze świątynie i kryjówki gdzieś w labiryntach kanałów) miasto kupieckie, gaj druidów, zabitą dechami wiochę otoczoną lasami, w których ponoć grasuje straszliwa wiedźma… A to tylko początek. W późniejszej części trafimy też
[UWAGA, SPOILER] do mrocznych jaskiń Podmroku, do podmorskiej siedziby rekinoludzkich Sauhaginów, elfiego miasta w koronach drzew – a wreszcie do samych Piekieł… [KONIEC SPOILERA]
Być może taka sucha lista nie jest szczególnie oszałamiająca – prawdziwa magia i pełen kunszt designerów i grafików BioWare objawiają się dopiero, gdy samodzielnie eksplorujemy poszczególne miejsca. I tak, laboratorium diabolicznego maga pełne jest krwi na ścianach, tajemniczej maszynerii, wielkich metalowych klatek, narzędzi tortur, słojów wypełnionych niebieskawym płynem, w których unoszą się poskręcane ciała, które kiedyś mogły należeć do istot ludzkich. Jest ponuro, okrutnie, nieludzko. Zupełnie inaczej z główną promenadą Athkatli – wszystko zbudowane z białego marmuru, rzeźbione lwy strzegą wejść na plac targowy, gdzie wśród śmiechów i gwaru swoje towary rozstawiają liczni przekupnie, obwoływacze wykrzykują nowiny, strażnicy klną na upał, szlachta zażywa spaceru, udając, że nie dostrzega otaczającego ją pospólstwa, zagraniczni wynalazcy prezentują maszyny pływające pod wodą a miejscowy cyrk wabi kolekcją egzotycznych zwierząt… I, wbrew podejrzeniom, które zasiać mógł w was ostatni felieton z cyklu „Okiem Sepha”, to wszystko dzieje się nie tylko w wyobraźni gracza, ale również na ekranie! I, nawet po dziewięciu latach, wygląda świetnie!
Druga tablica przykazań wraz z podsumowaniem – już 8. Kwietnia. Stay tuned!
Posty o podobnej tematyce:
Jeśli spodobał Ci się ten blog, zapraszam do subskrypcji RSS!
właśnie kupiłem „Sagę Baldurs Gate” :)
A ja muszę kupić. Baldur’s gate 2 jest świetne, zresztą BW umie robić RPGi.
Pograłbym jakoś głębiej & dosadniej ale, jak dobrze wiesz, ani czasu nie ma ani nie byłem w erpegi dobry jeszcze parę lat wcześniej :P
Ufnal. Następnym razem to ja chce tu widziec cały felieton o Neverwinter Nights! :D
@Sprężynka – Ejże, dobry pomysł. Ale na razie mam kilka innych gier w kolejce, no a poza tym nie chcemy chyba, żeby się wydało, że jestem wynajętym przez BioWare specem od marketingu, nie? :)
Za tą podrzuconą „Iris” to powinieneś już wymyślac jakiś ciekawy felieton a nie, ze w kolejce! Kobietom się nie odmawia :D