Dyskusja #3

Dyskusja!

Sephirath: Witamy w trzeciej już Dyskusji (wiecie co to oznacza? Gemono! ma miesiąc!). Nasz ekstraordynaryjny podcast firmowany pieczątką „Toż nie słychać” ma się coraz lepiej i nie zamierzamy zwalniać. Eksperymentujemy z wieloma pomysłami, które po cichutku Wam tutaj przerzucamy, obserwujemy reakcje – będzie progres, będzie dobrze.

Jako że ostatnio zagadaliśmy się stanowczo za bardzo o rynku i jemu pochodnych, tym razem może zajmiemy się tylko mięskiem tej strony. Grami. I tutaj propozycja – choć każdy masterowany przez nas tytuł jest prawie pewniakiem jako przyszła pozycja w dziale recenzji, przydałoby się trochę nakręcenia atmosfery i pierwszych wrażeń. No, to co Kradziej? Może drobna pre-recenzja tego w co aktualnie pykasz?

Kradziej: No cześć (powtarzam się, potraktujcie to jako taki rytuał, hehe).

Ostatnio żem ukończył moją przygodę z pierwszym Resistance (WRESZCIE), a że gra jest ociupinkę za stara na recenzowanie jej (kogo by to interesowało, hm?), to powiem o tym tytule trochę tutaj.

Primo: zdziwiłem się, jaka ta gra jest… fajna. Naprawdę nie potrafię znaleźć innego słowa, żeby ją określić. Ma fajne bronie, fajnych przeciwników, fajne lokacje, fajne realia. I jakkolwiek to nie brzmi: Resistance jest FAJNY. Po prostu. Guny z których strzelamy są kickass – że wspomnę tu jeno Bullseye’u ze znacznikami nakierowującymi pociski na przeciwnika czy Augerze strzelającym przez ściany (and how cool is that?!). Oczywiście czym więcej ścian przebijemy, tym wyższe będą zadane obrażenia. ŁAŁ.

Na dodatek te lokacje i fabuła. Opowieść jest prosta, ale słusznie podana – to powiastka o wojnie, a nie moralnych dylematach Nathana Hale’a… który jest jednym z większych problemów Resistance – odzywa się tylko kilka razy. Żeby chociaż raz na jakiś czas rzucił komentarzem… ale NIE! On jeno słucha rozkazów.

Co mi się dodatkowo spodobało – o ile w grach często postacie poboczne kwitują nasze bohatersko-nienaturalne czyny (zabicie miliarda wrogów), zwykłym „aha”, tak w grze Insomniac wszystkich dziwi, czemu Hale tak wymiata. Fajowy patent.

No, potraktujcie to jako taką ocenę-mini. Teraz jednak obgrywam Resistance 2, którego już pewnie w pełni zrecenzuję – świeży jeszcze. Stosunkowo.

A w co Ty pykasz, Seph? Ostatnio tak szpanowałeś (hehe) DSem, to teraz powiedz, w co na nim gierasz.

Sephirath: Skończyłem Phoenix Wright: Ace Attorney. Muszę sobie moją wersję zorganizować na półkę, kolega był bardzo sumienny w przypominaniu mi każdego dnia o spóźnianiu się z oddaniem pożyczonego kartridża. To, co dziki prawnik wyczyniał w sądzie wessało mnie z cichym cmoknięciem na długie godziny. Zresztą, niech miast słów przemówią czyny – nie tak znowu dawno podczas normalnej rozmowy ze znajomymi walnąłem lewą ręką w stół, prawą wyciągnąłem zza pazuchy i epicko-posuwistym ruchem wcelowałem w rozmówcę. I powiedziałem „Objection”! Tak!

A ponadto nieźle mi umila nudne chwile Final Fantasy IV. Nie jestem jakoś zatrważająco daleko w fabule (a zresztą – nawet nie wiem, tak mi się przynajmniej wydaje), ale wstępną ocenę mogę grze wystawić. Pomijając czysto skłereniksowe wsypy pokroju nie mówienia Ci dokładnie gdzie masz iść (yeah, zachrzanianie sto razy tej samej pustyni bo nigdzie nie widać miasta wymiata) lub przeginania z żonglowaniem postaci jest całkiem przyjemnie. Dyszki bym nie wystawił, na dziewiątkę musiałbym zaś zostać hardo zmiażdżony jakimś twistem fabularnym. Ale ani dobrych zwrotów akcji ani naprawdę nowatorsko wysokiej jakości tutaj nie ma. Ot, fajnalek. Plus spieprzone modele postaci – to co widać w grze ZUPEŁNIE się nie ma do stworzonych przez dział kreacji wizerunków postaci „z artbooka”. Ale że żadnych szkiców koncepcyjnych w samej grze nie ma, da się przeżyć.

Ponadto dalej katuję Personę 4. Może jestem powolny, może zwyczajnie szanuję gameplay. Na recenzję przyjdzie Wam jeszcze trochę poczekać.

A skoro jesteśmy już przy handheldach. Jak się tam ma pykanie w tramwajach u Ciebie?

Dyskusja #3

Kradziej: Ja skończyłem Chrono Triggera, o czym zresztą już wiecie (link). Po tygodniu dodam tylko, że od pierwszego kontaktu z grą czułem, że ma ona spore szanse na przebicie się do mojego Top 5 EVER. Zakończenie – mimo, że BARDZO kawaii – potwierdziło moje przypuszczenia.

To teraz tylko zagrać w Chrono Crossa… A w międzyczasie coś na PSP będę obgrywał.

A co do Finali – pamiętajmy, że FF4 jako pierwszy postawił taki nacisk na fabułę i portretowanie postaci. Wcześniej historia stanowiła tylko pretekst do pakowania postaci, czwórka zrobiła w tej kwestii znaczny krok naprzód. Przygody Terry w FF6 zaś to już dziki cwał w kierunku legendarnej siódemki (tutaj ortodoksyjni fani serii mogą zacząć harde bójki, która część lepsza).

Sephirath: Nie przesadzajmy, całkiem znośnie się pyka przygody Cecila wcale-nie-mrocznego rycerza. Z ostateczną oceną wstrzymam się jednak do momentu odpalenia się creditsów.

Chciałbym też koniecznie wspomnieć o cichuteńkim zabójcy – Wheelmanie. Na grę nie czekałem ani trochę, trailery zignorowałem a zapowiedzi nie czytałem. Demko mi się ściągnęło, bo kolega namówił. Włączyłem je, przeszedłem. Potem jeszcze raz. I jeszcze raz. I dzisiaj rano jeszcze raz sobie puściłem ten początkowy wyścig. Szczerze rozważam zakup tytułu, bo jest w ten dawny-arcade’owy sposób fenomenalny!

Kradziej: Czy ja powiedziałem, że czwarta część Final Fantasy jest słaba? No przecież nie, kamracie! Sam bym w ten remake wreszcie z chęcią zagrał, ale chyba najpierw wypadałoby obczaić trójkę.

Sephirath: Nie bardzo. Streszczenie CAŁEJ fabuły masz podane w trzydziestosekundowym intrze.

Kradziej: Chodziło o ewolucją gameplay’u serii, kolego.

Wracając do demka Wheelmana – mnie ono nie powaliło. Grało się całkiem przyjemnie, to fakt, ale ani to super efektowne (jak Burnout), ani uberszybkie (jak Burnout). Akcje widywało się lepsze. Ot, takie z tej gry połączenie Total Overdose i, nie zgadniecie, Burnouta. Ale w żadnym stopniu produkt Diesela tym tytułom nie dorównuje. Już lepiej zaopatrzyć się w Chronicles of Riddick: Assault on Dark Athena, ale… ta gra kosztuje dużo. ZA dużo, jak na remake tytułu sprzed 4 lat.

Sephirath: E, no nie przesadzaj. Dodali nowe tekstury i tam parę ciekawostek, prawda? To stuprocentowo argumentuje wydanie drugi raz tego samego z przeklejoną ceną. A biorąc żarty na bok – czy tutaj nie było jakichś zgrzytów z tym, że oryginał nie śmigał na X360? Wydawało mi się, że mają w hasłach reklamowych „wszystkie gry zgodne”…

Kradziej: Ekhm. Primo, dodali także cały nowy chapter (właśnie ten „Assault on Dark Athena”) i podbili grafikę w oryginale. Przy okazji jest to pierwsza premiera na konsole Sony. Fajnie? No niby fajnie, ale ja się pytam – co to ma być?! Żeby TAKI tytuł kosztował ponad dwie stówy polskich zetów? Panie, toż to rozbój w biały dzień!

Na 360 nie wszystkie gry chodzą, tylko konkretne. Lista jest jednak dość duża i możliwa do podejrzenia w necie, więc w tej kwestii żadnych problemów.

Sephirath: Nie przesadzaj już. „Primo”, znajdziesz nówkę Atheny za mniej niż 200zł. „Secundo” – mi się wydaje czy nie tak dawno temu puściłeś blisko dwie bańki na – no właśnie – odświeżoną edycję Chrono Triggera?

Wyżej zadka nie podskoczysz – jeśli masz swój ulubiony tytuł i ulubioną platformę i za cholerę nie jest jedno z drugim zgodne – kasa idzie w ruch. A przy okazji… Przypomniało mi się, że wypada pogadać o jednym z bardziej kontrowersyjnych posunięć producentów ostatnich czasów. DLC. Wycinanie z gry endingu, żeby go sprzedać za dodatkowe ileśtam dolarów. Wydawanie TRYBU rozgrywki w miesiąc po premierzy za pieniądze. Okej, nieduże. Ale zawsze. Nie sądzisz, że coś tu brzydko pachnie?

Kradziej: Panu się coś pomieszało. Ja żem kupił Chrono Triggera Z SOUNDTRACKIEM za blisko dwie bańki. Normalnie chodzi po 160, więc bez oszczerstw proszę.

Coś brzydko pachnie? Mało powiedziane. Tutaj po prostu śmierdzi! Nie grałem w Prince’a nowego, więc w jego Epilog też nie, ale… jak na mój prosty rozum, to powinno to się znaleźć w samej grze. Albo w ogóle nie istnieć (jeśli mocno narusza zakończenie PoPa).

Jeszcze zabawniej sprawy się mają z „DLC” do Residenta Piątego. Czemu w cudzysłowie? Chociażby dlatego, że cała ściągnięta zawartość waży – bójcie się łącza internetowe – PRAWIE dwa MEGABAJTY danych. Tu z kolei ostro zajeżdża odblokowywaniem zawartości już nagranej na płytę.

Dyskusja #3

Sephirath: Pewnie tak… Ciężko jednoznacznie ocenić proceder. Z jednej strony najprawdopodobniej nic by się nie stało, gdyby wspomnianego wyżej trybu multiplayer po prostu nie było w ogóle. Z drugiej zaś – skoro już jest, po co go wyceniać? Nie jest do końca fair ssać dodatkowe dolary od – no właśnie – fanów gry. Nikt inny bowiem nie zachwyci się deatchmatchem w systemie nie przewidującym strzelania podczas biegania. I tutaj pojawia się drobny paradoks.

Największym workiem z kasą na rynku dysponują nie lubiący trudnych i złożonych gier „casuale”. Grupą, której firmy zawdzięczają dzisiejszą renomę są coraz mniej mający do gadania „hardcore’owcy”. Dlaczegoż więc Capcom znowu „pomylił” krowy i doi nie tę co trzeba?

Kradziej: Źle na to patrzysz. Capcom jest jedną z tych firm, które wydają praktycznie tylko tytuły hardcore’owe. W tej generacji dali sobie spokój z robieniem exclusive’ów, bo im się to zwyczajnie nie opłacało. Więc niby o zarobki się nie martwią – ich gry się sprzedają świetnie – ale podoić zawsze warto. Szczególnie, że Resident ma dużo fanów.

Sephirath: Eee, towarzyszu… Ty byś chciał, żeby Cię ukochany wydawca ssał na drobniaki przy każdej okazji? Chyba nie.

Kradziej: Ależ oczywiście, że nie chcę, aby wydawca mej ulubionej gry doił mnie jak jakąś biedną Mućkę. Toleruję jeno duże update’y, które naprawdę COŚ dodają. Jak chociażby MGS Pack do LittleBigPlanet. A już szczytem marzeń jest, żeby każdy deweloper hojnością dorównywał twórcom Burnout Paradise!

Sephirath: I ładnie nawiązując do tematu fanów. Wiesz, że na japońskim PSN można zaopatrzyć się w stare, dobre Final Fantasy VII? Kurde, gdyby wyszło na europejskim – a najlepiej kompatybilne z PSP… Zamilkłaby chyba wszelka krytyka. No, ale to odległa przyszłość. Na dzień dzisiejszy poważnie się biję z myślami nad kupnem Wormsów. Ogarniasz? Robaki, mayhem i full HD?

Kradziej: Nawet nie zmuszaj mnie do mówienia o dostępności gier w Europie. Ten kontynent rzeczywiście jest growym zadupiem. PS Store jest najgorszy ze wszystkich, co zawdzięczamy procesowi lokalizacyjnemu i dziwnym decyzjom w zarządzie, wiele gier wychodzi u nas z opóźnieniem albo nawet wcale… ale czemu tak jest? Czyżby Europa nie była rynkiem równym, a może nawet większym niż Stany i Japonia? Czemu nie mogę sobie zagrać w Contrę 4?!

Sephirath: Objection! Jeśli coś idzie na amerykański PSN to najprawdopodobniej będzie i u nas. Ichnie serwery są wypchany tylko pod względem filmów i add-onów, te jednak do wydawanych w Polsce gier mamy również. I tak się składa, że Europa, tak, jest mniejsza od USA i Japonii. Wiele na to nie poradzimy. Poza tym co Ci szkodzi mieć konto na Kraj Kwitnącej Wiśni. Krzaczki szkodzą? No to sam widzisz – jak zapłacisz za tłumaczenie, będziemy mieli co tylko będziemy chcieli. Ale nawet Sony nie ma zbędnych milionów na wydawanie gier o niepewnej popularności na rynek światowy.

Kradziej: Chwila, chwila! Z jednej strony wspominasz o puszczonym na PSS Final Fantasy VII, a potem mówisz o grach o niepewnej popularności? Przecież przygody Clouda i spóły to najbardziej kultowy jRPG w Europie! Gdyby wydano go u nas i działałby na PSP… wiesz ile osób by go kupiło z sentymentu, żeby poznać klasykę, dla grania w pociagu?!

Sephirath: A czy ja mówię o Finalu akurat? To jest gra, która niezależnie od platformy sprzeda się w milionach.

Kradziej: A z amerykańskim PSNem masz rację. Praktycznie wszystkie tamtejsze gry trafiają również do nas, aczkolwiek często z dużym opóźnieniem (musze wspominać o Lumines SuperNova?).

Sephirath: Nie, nie musisz. Trochę nam się pesymistycznie zrobiło pod koniec, nie ma jednak co przesadzać. Polskie oddziały studiów – o czym już pisaliśmy i pisać jeszcze będziemy – a może nawet nie tylko pisać? – radzą sobie coraz lepiej. Nie traćmy więc nadziei.

I chyba będziemy kończyli naszą codwutygodniową dyskusję. Zapraszamy już za czternaście dni na kolejną porcję Kradzieja i Sephiratha w jednym tekście. Z okazji dnia życzymy Wam również wszystkiego dobrego na Święta Wielkiej Nocy. Do przeczytania.

Kradziej: Howgh.

Posty o podobnej tematyce:

  1. Dyskusja #2
  2. Dyskusja #1
Jeśli spodobał Ci się ten blog, zapraszam do subskrypcji RSS!

6 Komentarzy do wpisu “Dyskusja #3”

  1. Sephirath pisze:

    Przepraszam najmocniej za brak obrazków. Z jakiejś okazji wysadził nam się z lekka aplet dodawania grafik do newsów. Już wkrótce nadrabiamy :)

  2. Sephirath pisze:

    Okej, obrazki są. Sorki za opóźnienie.

  3. Grz3chu pisze:

    Ha DLC do RE5 to porażka i tak większość ludzi to pewnie zleje (18 zł !).
    Bo multi w RE5 wyglądałoby tak: http://www.youtube.com/watch?v=uFXsPwUrYUc

  4. AngRoss pisze:

    Podejście Criterionów do Burnout można określić jako wzorowe – wspierają tytuł wydany już jakiś czas temu i nie doją kasy. Nie wspominając już o tym że gra kosztuje dziś coś koło 9 dych, a z zawartymi patchami i dodatkami – 120 PLNów, choć tu studio ma niewiele do gadania.

    Patrząc z kolei na poczynania twórców Beautiful Katamari (bodajże Namco Bandai) aż świerzbi żeby takich wstrętnych kapitalistów zdzielić bo buźce. No, może nie tyle twórców, co wydawcę. Mało, że gra jest tylko wariacją Me & My Katamari (o ile wcześniej nie było o tym gier) to jeszcze wysysają z biednych Graczy kasę za coś, co już raz kupili. Na widok czegoś takiego dostaje padaczki…

    …tak samo jak na XBL w Polandii. Ostatnio pomoc techniczna Mikro$oftu powiedziała mi, że zakładając sobie konto na Live popełniłem przestępstwo. Władza w ręce luuudu!

  5. Ufnal pisze:

    Powiedzta mi, od kiedy Europa jest mniejsza od Japonii?

  6. Sephirath pisze:

    Rynkowo, od dawna :)

Skomentuj!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>