
W zeszły czwartek u naszych zachodnich sąsiadów miała miejsce kolejna strzelanina w szkole. Mało o niej informacji, bo – na szczęście – nikt nie został ranny. Ale nie oznacza to, że obędzie się bez kolejnych żałosnych wypowiedzi na temat złego wpływu gier wideo na młodzież.
Tym razem głos zabrał Bernd Denning, dyrektor szkoły, w której o mało co nie doszło do tragedii. Według owego pana „Killergames” (sam Wielki Marian nie wie zapewne o co chodzi) może nie są bezpośrednią przyczyną kolejnych incydentów, ale mają ogromny wpływ na młodzież: podają im różne brutalne sposoby na rozwiązywanie problemów. Szkoła nie chce zabronić gier tylko na terenie placówki. Pragnie, żeby dzieci NIGDY nie miały styczności z grami zawierającymi brutalne sceny.
Dobra, a gdzie „błędna teza”? Denning nie może uwierzyć, że ktokolwiek chce akceptacji gier, bo…
Moralność wymaga powiedzenia „nie” praktykom łączącym się z „szałami zabijania”
Na chłopski rozum: „wiem, że gry wideo nie maja nic wspólnego z brutalną młodzieżą, ale mnie to nie obchodzi, bo mają”. Bardzo inteligentnie.
Posty o podobnej tematyce:
argh