Achievementy i trofea – opinii słów kilka.

Panna

Dziwnym jest fakt, że artykuł o bardzo popularnej funkcji zaczyna się od słowa „kurde”. Ale no, kurde, to rzeczywiście się sprawdziło i zrobiło wielką furorę. Chciałbym Wam przedstawić swój pogląd na ten temat, który – nie ważne czy go lubisz czy nie – jest ciekawy i sprawia, że Twoje oczy automatycznie kierują wzrokiem ku słowu „acziwmenty”. Microsoft zagrał naprawdę mistrzowsko, czego dowodem jest fakt, że taką drogą poszło także Sony. Ale zacznijmy od konkretów.

Achievements [osiągnięcia] i trophies [trofea] to system nagradzania graczy za różne wyczyny w grach. Teorytycznie polega to na tym, że wiadomo kto, co i jak z jaką grą ma coś wspólnego. Po zrobieniu określonego zadania, słychać charakterystyczny dźwięk i na górze, z dołu czy gdziekolwiek, pojawia się obrazek i nazwa osiągnięcia. Zadania są przeróżne i dla każdej gry indywidualne. Piszę to z obowiązku, bo pewnie wszyscy znacie to już na pamięć, a i jeszcze więcej. Co jednak sprawiło, że potencjał tego wszystkiego jest taki ogromny? Gracze! Idea była prosta, przynajmniej tak mieliśmy to odebrać my.

Twórcy bowiem bardzo dobrze wiedzieli do czego to służy. Większość gier ma trofea typu „zabij 1000 przeciwników”, „przejdź jakiś tam level na odpowiednim poziomie trudności” czy „dopakuj tą giwerę do granic możliwości”. Proste? Proste. A, że nudne? Cóż, gracze i tak to robią. Po prostu ludzie mają w sobie to coś co sprawia, że chcemy zdobywać tego jak najwięcej (większość gier ma ich około 40). Niektórzy dlatego, że lubią to kolekcjonować (np. moja skromna osoba). Tym bardziej, że to wciąga. Niestety jest też druga grupa osób, dla których liczy się jak najwięcej scalakowanych gier, czyli tak zwany fejm. Dlaczego o tym akurat mówię? Ano dlatego, że jest to głupota, bo często gracze robią coś wbrew sobie i zamiast cieszyć się grą, katują przez kilka miesięcy dane osiągnięcie. Samo to jest w porządku, ale należy pamiętać, że trzeba patrzeć na to trzeźwym okiem, bo co jeżeli gra jest ułomna, frustrująca, ale nadal ją katujemy dla głupiej ikonki? Jeżeli to jest coś w stylu „High Mile Club”, jest to jak najbardziej zajebiste. Należy jednak nie przekraczać tej bariery i nie dać się wykorzystać i ogłupić przez twórców. Tak jest jeżeli scalakowanie danej gry wymaga kilka dodatków płatnych (np. Super Stardust HD) i kupujemy je tylko po to, żeby mieć wszystkie pucharki. Jak już mówiłem, to jest kewl jeżeli gra jest dobra i robimy to, bo to wciąga i nam się podoba.

Trophie

Ważnym jest po prostu by nie popaść w obłęd i nie dać się wykorzystać. O czym mówię? O kupowaniu jak najwięcej gier, często słabych, tylko po to, żeby mieć więcej osiągnięć. Takie zjawisko można nazwać debilizmem. Ale twórcy mają „z górki”, czego dowodem jest gra Terminator: Salvation albo King Kong, gdzie by mieć calaka, wystarczy… przejść grę! Nie wiem czy znacznie, ale na pewno przynajmniej „trochę” podniesie to sprzedaż danej gry. Twórcy mówią „jedzcie nasze g***o”, a gracze na to „jemy!”. Tak właśnie to niestety wygląda, co zresztą jest przykre. Kolekcjonowanie zdobyczy jest bardzo fajne, trzeba tylko pamiętać, że jest to przede wszystkim zabawa i jeżeli zbieractwo nie idzie w parze z funem, dajcie sobie spokój i zagrajcie w coś dla przyjemności. Jest to subiektywna opinia, ale macie moje dwa punkty, pozwalające stwierdzić ogłupienie.

  1. Kupiłeś grę, tylko dlatego, że miała łatwe osiągnięcia;
  2. Robisz nudne, nędzne i beznadziejne osiągnięcie, którego w ogóle nie chce Ci się robić.

Któreś z nich pasuje do Ciebie? Nie masz więc powodów do dumy, drogi graczu. Zadaj więc sobie pytanie: warto dać zrobić się w konia i kupić jakiś crap? Zbieractwo jest fajne, ale czy wymaga aż takich poświęceń, jak pieniądze? Albo czy warto marnować czas po to by mieć głupią ikonkę? Wcześniej gry robiono trudne, z dużą liczbą wynagrodzeń, jak najdłuższe. Teraz wystarczy zrobić byle tytuł, prosty, krótki i żeby miał łatwe osiągnięcia. No, dajcie spokój. Brawa dla takich gier jak:

  • Tomb Raider: Underworld – gra jest dobra, ma dość łatwe osiągnięcia, ale nie wystarczy raz przejść gry. Zbieranie skarbów jest kewl, pamiętajcie tylko żeby nie korzystać z YouTube’a;
  • Resident Evil 5 – łatwe osiągnięcia, ale trzeba sporo pograć żeby je zdobyć. Tym bardziej, że tytuł może pochwalić się znakomitym replayability, który radzi sobie nawet bez osiągnięć. A sama gra jest rewelacyjna;
  • Dead Space – tu podobnie jak tytuł powyższy, tylko niestety replayability jest o wiele mniejsze, bo motywacją są tylko osiągnięcia, ale widać, że nie są na siłę i są… rzetelne.

resident-evil-5-trafil-do-5-milionow-graczy

Wspomniałem przy RE5 o tzw. „replayability”. Jest to tak zwana, żywotność gry, której nie powinny wydłużać osiągnięcia. Wiecie, nie wiem jak Wy, ale dla nie o wiele lepszym wynagrodzeniem od osiągnięcia, jest dodatkowy poziom, jakaś dopakowana broń, trudniejszy tryb albo w ogóle wszystko to naraz. Propsy dla twórców, którzy oferują coś więcej niż jeden tryb i podstawowy zestaw broni. W ogóle, dopakowywanie w grach broni jest zajebiste. Do czego zmierzam? W wielu przypadkach, twórcy zapomnieli o tym i dali po prostu osiągnięcia do wykonania, zamiast dodatkowych bajerów. To jest złe, wiecie?

Achievements to po prostu cholernie kontrowersyjne zjawisko, które podzieliło niektórych graczy na casual i hardcore. A co na to ja? Ja na to „nic”. Robię osiągnięcia dla siebie i tylko jeżeli ich wykonywanie sprawia mi przyjemność. Nie kupuję gier po to, żeby zwiększyć cyferki na swoim koncie i nie umawiam się na ustawki typu „zrobimy dany pucharek”. Polecam pójść moją drogą. Bo gdy do dyspozycji jest Modern Warfare, który trofeów nie ma i jakaś słabsza gra, która je posiada – nie zastanawiam się nad wyborem w co by akurat tu sobie pograć. Pamiętajcie, że osiągnięcie takie jak „Seriously” ma się zrobić samo, przy okazji grania w multiplayer, albo być motywacją do dalszego działania. Bo przechodzenie ostatniego poziomu po kilka tysięcy razy nie jest fajne.

PS. Artykuł napisałem tylko dlatego by odblokować osiągnięcie na swojej liście. Jest ich tysiąc i każdy wart 1GS. Jeden z nich to „napisać nudny artykuł”. Najlepszy jest pucharek o nazwie „hawk”, o którym nawet nie wspomnę.

// Seph – a ja sobie odblokowałem aczika za fajną pannę na głównej (awaryjne robienie obrazków do artykułów to jedna z wielu nietypowych funkcji admina takiej strony jak Gemo). Wiecie, że pochodzi ona z materiałów reklamowych Sony? Ha.

Posty o podobnej tematyce:

  1. Bionic Commando: Rearmed dostanie trofea!
  2. Trofea do Pure jeszcze dzisiaj
Jeśli spodobał Ci się ten blog, zapraszam do subskrypcji RSS!

Szok! 1 komentarz! do wpisu “Achievementy i trofea – opinii słów kilka.”

  1. DarthStan pisze:

    Acziki i trofea to fajna sprawa, może skusic do kolejnej przygody z grą, ale ja akurat nie jestem achivment hunterem.

Skomentuj!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>