
Nic mnie tak nie wkurza jak nietrafiony bohater. Niezależnie od medium – w filmie pierdoły zwyczajnie nie zniosę, jeszcze gorzej gdy trafię na takowego w książce. W grach zaś jest już chyba najbardziej przerąbane; wyobraźcie sobie, że sterujecie postacią. Możecie jej kazać coś robić, podejmować za nią decyzja. A ta I TAK na upartego zachowuje się jak niedorobiony dzieciak.

Wiedźma w lateksowym wdzianku wyglądem przypominająca seksowną sekretarkę z nisko budżetowych filmów dla dorosłych, złe demony i upadli aniołowie oraz włosy naszej heroiny jako główne narzędzie do eksterminacji oponentów. Taka właśnie jest Bayonetta, nowe dzieło japońskiego studia Platinum Games.

Slasherów nigdy nie było dużo. Jeśli już jednak coś do tak ometkowanej szuflady wpadało – było dobre. Stąd też i ogromna konkurencja dla najnowszego dziecka Platinum Games – opowieści o wiedźmie, upadłych aniołach, złamanych obietniach i konkretnej magii. Fani siekania – oto Bayonetta.
Są takie gry, o których nie śniło się drzewiej nawet najbardziej upalonym filozofom. Wyobraźcie sobie plastelinowo-cukierkowy świat zamieszkany przez latające żółwie i chodzące ciasteczka z oczkami. Zmiksujcie to z agresywnym skorupiakiem gustującym w różowych księżniczkach – latawicach. A na ratunek takowej zasuwa karłowaty Włoch, hydraulik z zawodu. Zdarza mu się urosnąć – oczywiście po wchłonięciu sporego grzyba egzotycznej barwy. W grze występują także takie imiona i nazwy jak: Goomba, Koopa, Peach & Luigi. A całości towarzyszy najbardziej rozpoznawalny motyw muzyczny z gier wideo w historii.

Nie mam bledziuchnego pojęcia, czemu tak się dzieje, ale twórcy najwybitniejszych platformówek na PlayStation 2 przesiadają się w tej generacji na „dojrzalsze” gatunki gier. Najpierw Insomniac z ich Resistance (dobrze, ze nie odpuścili Ratchetowi…), potem Naughty Dog dostarczyło Uncharted (a co z Jakiem? Chlip!). Teraz przyszła pora na Sucker Punch – ludzi odpowiedzialnych za świetne przygody szopa-złodzieja, Sly’a Coopera. Do czasu.

Gier oferujących nam otwarte miasto i potencjalną sugpermoc jest masa. inFamous ma nieszczęście nie tylko być wrzuconym do jednego pudełka z tymi wszystkimi tytułami lecz dodatkowo być wydawanym w okolicach premiery I Am Alive i Prototype - dwóch innch projektów o niesamowicie podobnym designie.

Pakiecik najwyższych not od cenionych w branży periodyków i portali (średnia 93%! Łał!), ogromny szum w mediach, nominacje do tytułu gry roku! Mario 128? Halo 4? Modern Warfare 2? Nie. To tylko glutki.

Sephirath: Witamy w trzeciej już Dyskusji (wiecie co to oznacza? Gemono! ma miesiąc!). Nasz ekstraordynaryjny podcast firmowany pieczątką „Toż nie słychać” ma się coraz lepiej i nie zamierzamy zwalniać. Eksperymentujemy z wieloma pomysłami, które po cichutku Wam tutaj przerzucamy, obserwujemy reakcje – będzie progres, będzie dobrze.

To pierwsze święta, dzięki którym nasza redakcja może Wam życzyć wszystkiego najlepszego. A więc skoro jest okazja, dlaczegóż by nie skorzystać?
Gracze i Graczki! Więcej gier, niż będziecie w stanie ogarnąć; świetnej bazy dopracowanych i fajnych pozycji, godnych pełnej dyszki w naszym systemie oceniania; taniejących konsol i sprzętu PC – tak samo zresztą jak i coraz niższych standardowych stawek za premierowe tytuły. A do tego jeszcze koknretnego uśmiechu, fajnych chwil w rodzinnym i znajomych gronie oraz prawdziwie królewskiego śniadania już jutro z samego rana! No i twardych jaj, coby nawet przy domowym stole odblokować osiągnięcie za Stalową Skorupkę.
Raz jeszcze dobrych Świąt Wielkiej Nocy – Ekipa Gemono!